28. Smak ostatnich dobrych chwil?
Data: piątek, 23 listopada 2007
Czas: 12:53:12
Komentarze: 11
Treść: Witam ponownie, po mojej bardzo długiej przerwie. Nie pozostaje mi nic innego, jak kolejny raz przeprosić za tak długą nieobecność i zaniedbanie bloga oraz Was, moje drogie. Postaram się żebyście już nigdy nie musiały tak długo czekać na kolejne losy Angeli i TH. Nie przedłużam już i zapraszam do czytania i komentowania. :*
Stali w swoich objęciach już dłuższą chwilę, gdy nagle...
-Co tu się dzieje? – usłyszeli znajomy głos.
Gwałtownie i zupełnie automatycznie odskoczyli od siebie tak jakby zostali nakryci na jakimś niecnym uczynku.
-Bill…My… Nic! – dziewczyna wydukała z przestrachem patrząc na jego groźny wyraz twarzy.
-Tak!? Ja widziałem zupełnie, co innego! – jego ostry ton o mało, co nie spowodował u niej wybuchu histerycznego płaczu.
Ich związek można było nazwać burzliwym, mimo tego, że trwał dobrych kilka dni. Za bardzo zależało im na sobie nawzajem by nie dochodziło do zbędnych konfliktów.
-Co to ma niby znaczyć?! – zmierzył bliźniaka surowym spojrzeniem.
-Naprawdę nic. – odpowiedział mu spokojnie nadal nie poruszając się z miejsca, w którym stał.
-Tak?! A wyglądacie jakbym was na czymś nakrył! –
-Bill! No, co ty?! – tego było już za dużo.
-Mówię to, co widzę! – krzyknął oburzony podchodząc o kilka kroków bliżej swojej dziewczyny.
-Nie przeginaj! – zaszlochała głośno i wbiegła do domu trzaskając drzwiami.
Bliźniakom serca ścisnęły się na widok łez dziewczyny, która obu była bardzo bliska.
Tom obrzucił bliźniaka nienawistnym spojrzeniem.
-Nic między nami nie zaszło. – wysyczał złowieszczo przymrużając oczy jak miał w zwyczaju robić, gdy był zły – Idź ją w tej chwili przeprosić! – nakazał bratu i wyminął go zmierzając powolnym krokiem ku drzwiom.
***
Dni wakacji mijały nieubłaganie, a upały i słońce dopisywały przez całe dwa tygodnie wakacji w Zakopanem. Ale powrót do domu zbliżał się już wielkimi krokami i z pewnością był nieuchronny.
Przyjeżdżając tu nie przypuszczała, że jej najskrytsze, a zarazem największe marzenie wreszcie się spełni i to w wyjątkowym dla niej miejscu. No, bo cóż może bardziej cieszyć niż ukochana osoba przy twoim boku i widok chowającej się ognistej kuli za obliczem „śpiących rycerzy”? Szczęście wtedy rozpiera ciało, a dusza pragnie śpiewać donośnym, przepięknym głosem rozbrzmiewającym w całym wymiarze.
-Bill. – szepnęła szturchając chłopaka łokciem w żebro.
-Mhm – mruknął sennie podnosząc nieznacznie brodę spoczywającą na czubku jej głowy.
-Nie śpij, tylko podziwiaj zachód słońca. – zaśmiała się pod nosem.
O pamiętnej kłótni na tarasie pamiętali już tylko bliźniacy, którzy od tamtego czasu nie mogli się ze sobą porozumieć.
-Szkoda, że jutro już wyjeżdżamy. – szepnęła zrezygnowana.
Chłopak lekko się wyprostował i delikatnie uchwycił podbródek Brązowłosej, tak by dziewczyna spojrzała mu w oczy.
-To była najwspanialsze wakacje mojego życia. – powiedział to tak czułym i przepełnionym miłością głosem, że w oczach Angeli stanęły łzy wzruszenia.
Chciała coś powiedzieć, ale słowa grzęzły jej w gardle, a na domiar wszystkiego poczuła miękkość warg chłopaka na swoich ustach, co już kompletnie pozbawiło ją możliwości wyrażenia tego, co czuje.
***
-Bill! Pośpiesz się! – krzyknęła dziewczyna z naciągniętym na głowę kapturem.
Czarnowłosy chłopak obrzucił ją tylko krótkim spojrzeniem siłując się z jedną z walizek. Wiedział, że Angela jest nie w humorze. Stała na tarasie opierając się o drewnianą balustradę i ani myślała pomóc mu z bagażami.
Powrót do rzeczywistości, do normalności i codziennych zmartwień bywa bardzo brutalny, jeżeli jest się nową dziewczyną Billa Kaulitza. Obawiała się tego bardzo. Bała się czy media nie zechcą zniszczyć tego, co ich łączy dla skandali i licznych, wyimaginowanych romansów by zwiększyć nakład swoich brukowców.
Gustav wyniósł już ostatnią walizkę, która po chwili została wepchnięta do bagażnika czarnego vana. Brązowłosa weszła do domu by sprawdzić czy wszystko zostało już zabrane. Rozejrzała się wokoło chcąc zapamiętać każdy szczegół tego wyjątkowego dla niej domu. Mieszkała tu zaledwie dwa tygodnie, a jej życie wywróciło się o 360 stopni. Czy na dobre? To się jeszcze okaże. To miejsce niosło ze sobą tyle wspomnień. Dobrych, ale także tych przykrych. Bądź, co bądź smutkiem napawała ją myśl, że musi wrócić do Niemiec. Bała się, że to, o co przeżyła tu, bez blasku fleszy, rozwrzeszczanych fanek i całej tej reszty rozpadnie się niczym domek z kart, bo przecież tak łatwo wszystko stracić. Wystarczy tylko chwila nieuwagi.
Ogarnęła wzrokiem pomieszczenie i wyszła przed dom, na taras, gdzie czekała już właścicielka. Angela oddała klucze, podziękowała grzecznie za gościnę i pożegnała się. Wsiadając do samochodu ostatni raz zerknęła na dom, w którym wydarzyło się tak wiele. Żałowała również, że pogoda nie dopisała. Góry jakby zalewały się łzami z powodu wyjazdu piątki młodych Niemców. Z za szarawych chmur i mlecznej mgły nie było widać żadnego szczytu. Nawet tego najsłynniejszego, pamiętnego – Giewontu. Przysiadła na miejscu pomiędzy Tomem a Billem, na końcu busa. Czarnowłosy już od rana wyczuwał melancholijny nastrój swojej dziewczyny, więc nic nie mówiąc chwycił ją za dłoń i mocno ścisnął chcąc dodać jej otuchy. Nieco zdziwiona spojrzała na chłopaka, na co ten tylko uśmiechnął się pokrzepiająco. Następnie wbił wzrok w ruchomy obraz za oknem samochodu.
Czekała ich długa podróż. Na samą myśl Angeli robiło się słabo. Nie lubiła zbyt długiej jazdy, a ta miała trwać kilkanaście dobrych godzin. Chłopcy byli już „zaprawieni w boju” ze zmęczeniem i ciągłymi rozjazdami.
Dziewczyna wyjęła ze swojej torby odtwarzacz MP3, słuchawki włożyła do uszu i oparła głowę o siedzenie, próbując się zdrzemnąć, z resztą jak wszyscy pozostali.
***
Podróż mijała w męczącej ciszy, ale takie wrażenia miała chyba tylko Angela. Zbliżający się zmierzch powoli ogarniał zacienioną przez drzewa drogę. Dziewczynie ścierpły nogi, jechali już powyżej dwóch i półgodziny bez przystanku, co dawało się wyraźne we znaki. Spojrzała w bok skąd dobiegało rytmiczne dudnienie perkusji i ginąca gdzieś w tle gitara razem z głosem wokalisty Green Day w słuchawkach Czarnowłosego. Chłopak siedział z głowa opartą o bezgłowie siedzenia i wzrokiem wbitym gdzieś w horyzont.
„-Ciekawe, o czym myśli” – przebiegło przez jej umysł.
W tym momencie był taki zwyczajny i tylko na jej wyłączność. Delikatnie wtuliła się w jego ramie. Chłopak wyrwany z zamyślenia lekko zdezorientowany spojrzał na Brązowłosa, a następnie objął ją ramieniem i mocno przytulił.
-Ej, bo mnie udusisz! – zaśmiała się w głos zwracając tym uwagę wszystkich wokoło.
-Gdzież bym śmiał! – zaśmiał się radośnie zdejmując słuchawki z uszu.
Ucałował czoło swojej dziewczyny i wyciągnął ręce do góry, by rozprostować zastałe mięśnie.
***
-Wreszcie! – krzyknął rozbudzony już Tom widząc tablice informacyjna z nazwą
Magdeburg wita. - Boże, jestem wykończony! Zaki przyspiesz troszkę, co? – zwrócił się do rosłego mężczyzny uważnie wpatrującego się w drogę.
-Tom! Spokojnie jeszcze jakieś 20 min drogi i będziesz w domu.
-Poprawka. Jakieś 40 min, bo jeszcze nas musicie odstawić. – zauważył Gustav przypominając tym o swoim i Georga istnieniu.
-No tak, ale ja muszę do toalety! – szepnął konspiracyjnie, co nie uszło uwadze pary siedzącej kilka metrów dalej wywołując u nich głośne salwy śmiechu.
-Tom, zachowałbyś takie szczegóły dla siebie. – Bill obrzucił brata rozbawionym spojrzeniem, na co Dredziarz zareagował wystawieniem języka w zabawny sposób podnosząc jedną brew do góry. Brązowłosa obdarzyła uważnym spojrzeniem obojga. W samochodzie po mimo luźnej sytuacji panowała jakaś dziwna, napięta atmosfera, która dała się wyczuć wszystkim obecnym.
***
Kiedy wreszcie cała trójka dotarła na ulicę Wittenberger Straße było już po 23.00. Zaki podjechał najpierw pod dom państwa Koltz, wypakował dwie, duże walizki dziewczyny, która w tym czasie czule żegnała się ze swoim chłopakiem. Następnie wysiadła z busa i chwyciwszy za rączki swoich bagaży popędziła w stronę furtki. Rozejrzała się tylko wokoło i weszła na swoją posesję. Wszystko zdawało się być trochę inne niż dwa tygodnie temu, ale może tylko jej się wydawało? Niepokojące było jedynie to, że w cały domu panowała ciemność, a przecież rodzice o tej porze nigdy nie spali. Czyżby zapomnieli, że ona dzisiaj wraca?
Angela mając złe przeczucia podeszła do drzwi wejściowych i pociągnęła za klamkę. Niestety były one zamknięte, więc energicznie zapukała kilka razy, kiedy nie uzyskała żadnego odzewu poczęła przeszukiwać swoją torebkę.
-No nie no! Cholera! – przeklęła pod nosem – Też mi para… biznesowa! Ich pierworodna wraca do domu, a ich jak zawsze nie ma w domu. Wiecznie te przeklęte interesy! – prychnęła zezłoszczona pod nosem.
Sięgnęła jeszcze raz do torebki i po chwili wyciągnęła z niej swoją komórkę. Szybko wybrała numer Billa i poprosiła by przyszedł po nią.
Już po niecałych pięciu minutach Czarnowłosy niczym zwinny kot przeskoczył przez niewysoki płotek, przebiegł przez trawnik i stanął zziajany tuż przez Brązowłosą.
-Brawo Billuś. Pobiłeś rekord świata. – jej kąśliwa uwaga troszkę go uraziła, co nie udało mu się ukryć. Chwycił dwie walizki i ruszył przed siebie.
-Bill? Zwariowałeś? Daj mi te jedną! I przepraszam za tą złośliwość, ale jestem zdenerwowana.
Chłopak stanął, postawił bagaże i objął ją mocno.
-Nic się nie stało słoneczko. – musnął delikatnie jej usta – Wiesz, że nie widziałem cię aż dziesięć minut, a już zdążyłem się stęsknić jakby to minęły wieki? – uśmiechnął się szeroko.
-A ja za tobą nie! – wyrwała się z jego objęć i wystawiła mu język.
-To paskuda z ciebie. – skwitował.
Odwrócił się, chwycił za jedną z rączek i ruszył szybszym krokiem. Angela szybko chwyciła drugą walizkę i dogoniła chłopaka. Przez chwilę szli w milczeniu, obrzucając się tylko prowokującymi spojrzeniami.
-Wiesz, że życie jest niesprawiedliwe? To przez was zapomniałam kluczy, a wy mimo spóźnienia pamiętaliście o nich. – westchnęła ciężko.
-Yyy… Tak naprawdę to mama wrzuciła mi je do torby. Nawet do głowy mi nie przyszło. – uśmiechnął się rozbrajająco.
-Widzisz? Masz szczęście, wasza mama ma głowę na karku mimo tego, że jest artystką.
-To nie ma nic do rzeczy.
-Ma, bo ty jesteś, a kluczy zapomniałeś. – wymierzyła mu kuksańca w lewe ramie.
-Ej, nie bij mnie! – krzyknął na wpół oburzony, na wpół rozbawiony, bo się w sobie zamknę.
-O czasami by się przydało. – stwierdziła poważnie, po czym serdecznie się roześmiała.
***
-Bill patrz, co mam!
Do kuchni z cwanym uśmiechem wszedł Tom. W jednej ręce trzymał pęk jakichś kluczy i biała karteczkę.
-Co to?
-Masz, czytaj.
Moi, kochani chłopcy.
Proszę, przekażcie te klucze Angeli, gdyż je rodzice musieli nagle wyjechać w sprawach służbowych.
My z Gordonem również postanowiliśmy zrobić sobie wakacje i wyjechaliśmy na Majorkę na dwa tygodnie. Bawcie się dobrze i żadnych imprez pod nasza nieobecność!
Kocham Was! Mama
-Dawaj to! - zarządził młodszy z bliźniaków wyrywając z rąk brata klucze.
-Co zamierzasz zrobić? - spytał Dredziarz uważnie przyglądał się twarzy brata, na której błąkał się chytry, wręcz szatański uśmieszek.
-Jak to, co? Schować je gdzieś!
-Kłamstwo ma krótkie nóżki! – przestrzegł go brat.
-Ale szybko ucieka! - odciął się Czarnowłosy.
-Uważaj Bill, to cię kiedyś zgubi! – stwierdził Tom wzruszając ramionami i wyszedł z pomieszczania zostawiając swojego bliźniaka z dziwnym poczuciem winy.
Czy on już kiedyś przypadkiem tego nie słyszał?
***
Cała trója siedziała w milczeniu w przytulnej kuchni pani Kaulitza. Tom i Angela popijali kakao, a Bill ze smakiem wyjadał owy smakołyk w pierwotnym postaci z ozdobnego metalowego pudełeczka. Angela wpatrywał się w jakiś odległy punkt ostrożnie popijając gorący napój, Tom skubał kawałek suchej bułki, a Bill dokładnie oblizywał łyżeczkę by z powrotem zanurzyć ją w kakaowym przysmaku. Czas zdawał się płynąć tak powoli, że wszyscy mieli wrażenie, że w ogóle stanął.
Błogą i senna ciszę przerwał nagle trzask otwieranego zamka w drzwiach wejściowych, co zaniepokoiło nastolatków, bo przecież Simone i Gordon są na Majorce, a już nikt inny nie ma kluczy. Chłopcy szybko poderwali się z miejsca.
-Przecież to może być włamywacz. – stwierdziła półszeptem Brązowłosa.
-Angela ty siedź tutaj i nigdzie mi się stąd nie ruszaj. – nakazała Bill.
Tom skradając się do drzwi chwycił niewielki, niebieski wazonik i dał znać bliźniakowi żeby ten szedł tuż za nim.
Jakie było ich zdziwienie, gdy owym brzydkim, postarzałym mężczyzną w czarnej kominiarce okazała się młoda dziewczyna z kluczami i siatami pełnymi zakupów w rękach oraz rzucające się w oczy, fantazyjnie zaplecione, kolorowe, długie warkoczyki związane dużą czarną frotką.
Serdecznie zapraszam na mój drugi blog
Flaming Angel TH oraz na
Ein Part Twins
Black Angel
Twoja opinia: komentarze [11]
| Szablon tylko i wyłącznie dla
black-angel-bill-th od
barwy-nocy za piękne i cudne opowiadanie :*|