Wyjaśnienia
Data: poniedziałek, 11 lutego 2008
Czas: 17:27:25
Komentarze: 7
Treść: Chyba czas skończyć to wegetowanie i wziąć się do roboty. Strasznie zaniedbałam Was, czytelników oraz moich bohaterów, którzy czekają na ciąg dalszy swoich losów. Głupio mi z tego powodu, ale niestety moja wena uciekła ode mnie i już baaardzo długi czas jej nie ma, a i chęci gdzie uleciał widząc zmniejszająca sie liczbę komentarz, co dla mnie jednoznaczne jest z ubyciem czytelników, a uwierzcie, że to na twórcę nie wpływa dobrze. No cóż, mogę Wam obiecać, że skończę to historię, co by sie nie zdarzyło, a czeka Was jeszcze wiele radości i smutków z Angelą, Billem i Tomem. Mam nadzieje, że będziecie ze mną do samego końca.
Dzięki z góry!

PS. Prace nad nową notką trwają. ;) Możecie spodziewać się jej w najbliższym czasie.

Wasza Black Angel :*

Black Angel

Twoja opinia: komentarze [7]


28. Smak ostatnich dobrych chwil?
Data: piątek, 23 listopada 2007
Czas: 12:53:12
Komentarze: 11
Treść: Witam ponownie, po mojej bardzo długiej przerwie. Nie pozostaje mi nic innego, jak kolejny raz przeprosić za tak długą nieobecność i zaniedbanie bloga oraz Was, moje drogie. Postaram się żebyście już nigdy nie musiały tak długo czekać na kolejne losy Angeli i TH. Nie przedłużam już i zapraszam do czytania i komentowania. :*


Stali w swoich objęciach już dłuższą chwilę, gdy nagle...
-Co tu się dzieje? – usłyszeli znajomy głos.
Gwałtownie i zupełnie automatycznie odskoczyli od siebie tak jakby zostali nakryci na jakimś niecnym uczynku.
-Bill…My… Nic! – dziewczyna wydukała z przestrachem patrząc na jego groźny wyraz twarzy.
-Tak!? Ja widziałem zupełnie, co innego! – jego ostry ton o mało, co nie spowodował u niej wybuchu histerycznego płaczu.
Ich związek można było nazwać burzliwym, mimo tego, że trwał dobrych kilka dni. Za bardzo zależało im na sobie nawzajem by nie dochodziło do zbędnych konfliktów.
-Co to ma niby znaczyć?! – zmierzył bliźniaka surowym spojrzeniem.
-Naprawdę nic. – odpowiedział mu spokojnie nadal nie poruszając się z miejsca, w którym stał.
-Tak?! A wyglądacie jakbym was na czymś nakrył! –
-Bill! No, co ty?! – tego było już za dużo.
-Mówię to, co widzę! – krzyknął oburzony podchodząc o kilka kroków bliżej swojej dziewczyny.
-Nie przeginaj! – zaszlochała głośno i wbiegła do domu trzaskając drzwiami.
Bliźniakom serca ścisnęły się na widok łez dziewczyny, która obu była bardzo bliska.
Tom obrzucił bliźniaka nienawistnym spojrzeniem.
-Nic między nami nie zaszło. – wysyczał złowieszczo przymrużając oczy jak miał w zwyczaju robić, gdy był zły – Idź ją w tej chwili przeprosić! – nakazał bratu i wyminął go zmierzając powolnym krokiem ku drzwiom.
***
Dni wakacji mijały nieubłaganie, a upały i słońce dopisywały przez całe dwa tygodnie wakacji w Zakopanem. Ale powrót do domu zbliżał się już wielkimi krokami i z pewnością był nieuchronny.
Przyjeżdżając tu nie przypuszczała, że jej najskrytsze, a zarazem największe marzenie wreszcie się spełni i to w wyjątkowym dla niej miejscu. No, bo cóż może bardziej cieszyć niż ukochana osoba przy twoim boku i widok chowającej się ognistej kuli za obliczem „śpiących rycerzy”? Szczęście wtedy rozpiera ciało, a dusza pragnie śpiewać donośnym, przepięknym głosem rozbrzmiewającym w całym wymiarze.
-Bill. – szepnęła szturchając chłopaka łokciem w żebro.
-Mhm – mruknął sennie podnosząc nieznacznie brodę spoczywającą na czubku jej głowy.
-Nie śpij, tylko podziwiaj zachód słońca. – zaśmiała się pod nosem.
O pamiętnej kłótni na tarasie pamiętali już tylko bliźniacy, którzy od tamtego czasu nie mogli się ze sobą porozumieć.
-Szkoda, że jutro już wyjeżdżamy. – szepnęła zrezygnowana.
Chłopak lekko się wyprostował i delikatnie uchwycił podbródek Brązowłosej, tak by dziewczyna spojrzała mu w oczy.
-To była najwspanialsze wakacje mojego życia. – powiedział to tak czułym i przepełnionym miłością głosem, że w oczach Angeli stanęły łzy wzruszenia.
Chciała coś powiedzieć, ale słowa grzęzły jej w gardle, a na domiar wszystkiego poczuła miękkość warg chłopaka na swoich ustach, co już kompletnie pozbawiło ją możliwości wyrażenia tego, co czuje.
***
-Bill! Pośpiesz się! – krzyknęła dziewczyna z naciągniętym na głowę kapturem.
Czarnowłosy chłopak obrzucił ją tylko krótkim spojrzeniem siłując się z jedną z walizek. Wiedział, że Angela jest nie w humorze. Stała na tarasie opierając się o drewnianą balustradę i ani myślała pomóc mu z bagażami.
Powrót do rzeczywistości, do normalności i codziennych zmartwień bywa bardzo brutalny, jeżeli jest się nową dziewczyną Billa Kaulitza. Obawiała się tego bardzo. Bała się czy media nie zechcą zniszczyć tego, co ich łączy dla skandali i licznych, wyimaginowanych romansów by zwiększyć nakład swoich brukowców.
Gustav wyniósł już ostatnią walizkę, która po chwili została wepchnięta do bagażnika czarnego vana. Brązowłosa weszła do domu by sprawdzić czy wszystko zostało już zabrane. Rozejrzała się wokoło chcąc zapamiętać każdy szczegół tego wyjątkowego dla niej domu. Mieszkała tu zaledwie dwa tygodnie, a jej życie wywróciło się o 360 stopni. Czy na dobre? To się jeszcze okaże. To miejsce niosło ze sobą tyle wspomnień. Dobrych, ale także tych przykrych. Bądź, co bądź smutkiem napawała ją myśl, że musi wrócić do Niemiec. Bała się, że to, o co przeżyła tu, bez blasku fleszy, rozwrzeszczanych fanek i całej tej reszty rozpadnie się niczym domek z kart, bo przecież tak łatwo wszystko stracić. Wystarczy tylko chwila nieuwagi.
Ogarnęła wzrokiem pomieszczenie i wyszła przed dom, na taras, gdzie czekała już właścicielka. Angela oddała klucze, podziękowała grzecznie za gościnę i pożegnała się. Wsiadając do samochodu ostatni raz zerknęła na dom, w którym wydarzyło się tak wiele. Żałowała również, że pogoda nie dopisała. Góry jakby zalewały się łzami z powodu wyjazdu piątki młodych Niemców. Z za szarawych chmur i mlecznej mgły nie było widać żadnego szczytu. Nawet tego najsłynniejszego, pamiętnego – Giewontu. Przysiadła na miejscu pomiędzy Tomem a Billem, na końcu busa. Czarnowłosy już od rana wyczuwał melancholijny nastrój swojej dziewczyny, więc nic nie mówiąc chwycił ją za dłoń i mocno ścisnął chcąc dodać jej otuchy. Nieco zdziwiona spojrzała na chłopaka, na co ten tylko uśmiechnął się pokrzepiająco. Następnie wbił wzrok w ruchomy obraz za oknem samochodu.
Czekała ich długa podróż. Na samą myśl Angeli robiło się słabo. Nie lubiła zbyt długiej jazdy, a ta miała trwać kilkanaście dobrych godzin. Chłopcy byli już „zaprawieni w boju” ze zmęczeniem i ciągłymi rozjazdami.
Dziewczyna wyjęła ze swojej torby odtwarzacz MP3, słuchawki włożyła do uszu i oparła głowę o siedzenie, próbując się zdrzemnąć, z resztą jak wszyscy pozostali.
***
Podróż mijała w męczącej ciszy, ale takie wrażenia miała chyba tylko Angela. Zbliżający się zmierzch powoli ogarniał zacienioną przez drzewa drogę. Dziewczynie ścierpły nogi, jechali już powyżej dwóch i półgodziny bez przystanku, co dawało się wyraźne we znaki. Spojrzała w bok skąd dobiegało rytmiczne dudnienie perkusji i ginąca gdzieś w tle gitara razem z głosem wokalisty Green Day w słuchawkach Czarnowłosego. Chłopak siedział z głowa opartą o bezgłowie siedzenia i wzrokiem wbitym gdzieś w horyzont.
„-Ciekawe, o czym myśli” – przebiegło przez jej umysł.
W tym momencie był taki zwyczajny i tylko na jej wyłączność. Delikatnie wtuliła się w jego ramie. Chłopak wyrwany z zamyślenia lekko zdezorientowany spojrzał na Brązowłosa, a następnie objął ją ramieniem i mocno przytulił.
-Ej, bo mnie udusisz! – zaśmiała się w głos zwracając tym uwagę wszystkich wokoło.
-Gdzież bym śmiał! – zaśmiał się radośnie zdejmując słuchawki z uszu.
Ucałował czoło swojej dziewczyny i wyciągnął ręce do góry, by rozprostować zastałe mięśnie.
***
-Wreszcie! – krzyknął rozbudzony już Tom widząc tablice informacyjna z nazwą Magdeburg wita. - Boże, jestem wykończony! Zaki przyspiesz troszkę, co? – zwrócił się do rosłego mężczyzny uważnie wpatrującego się w drogę.
-Tom! Spokojnie jeszcze jakieś 20 min drogi i będziesz w domu.
-Poprawka. Jakieś 40 min, bo jeszcze nas musicie odstawić. – zauważył Gustav przypominając tym o swoim i Georga istnieniu.
-No tak, ale ja muszę do toalety! – szepnął konspiracyjnie, co nie uszło uwadze pary siedzącej kilka metrów dalej wywołując u nich głośne salwy śmiechu.
-Tom, zachowałbyś takie szczegóły dla siebie. – Bill obrzucił brata rozbawionym spojrzeniem, na co Dredziarz zareagował wystawieniem języka w zabawny sposób podnosząc jedną brew do góry. Brązowłosa obdarzyła uważnym spojrzeniem obojga. W samochodzie po mimo luźnej sytuacji panowała jakaś dziwna, napięta atmosfera, która dała się wyczuć wszystkim obecnym.
***
Kiedy wreszcie cała trójka dotarła na ulicę Wittenberger Straße było już po 23.00. Zaki podjechał najpierw pod dom państwa Koltz, wypakował dwie, duże walizki dziewczyny, która w tym czasie czule żegnała się ze swoim chłopakiem. Następnie wysiadła z busa i chwyciwszy za rączki swoich bagaży popędziła w stronę furtki. Rozejrzała się tylko wokoło i weszła na swoją posesję. Wszystko zdawało się być trochę inne niż dwa tygodnie temu, ale może tylko jej się wydawało? Niepokojące było jedynie to, że w cały domu panowała ciemność, a przecież rodzice o tej porze nigdy nie spali. Czyżby zapomnieli, że ona dzisiaj wraca?
Angela mając złe przeczucia podeszła do drzwi wejściowych i pociągnęła za klamkę. Niestety były one zamknięte, więc energicznie zapukała kilka razy, kiedy nie uzyskała żadnego odzewu poczęła przeszukiwać swoją torebkę.
-No nie no! Cholera! – przeklęła pod nosem – Też mi para… biznesowa! Ich pierworodna wraca do domu, a ich jak zawsze nie ma w domu. Wiecznie te przeklęte interesy! – prychnęła zezłoszczona pod nosem.
Sięgnęła jeszcze raz do torebki i po chwili wyciągnęła z niej swoją komórkę. Szybko wybrała numer Billa i poprosiła by przyszedł po nią.
Już po niecałych pięciu minutach Czarnowłosy niczym zwinny kot przeskoczył przez niewysoki płotek, przebiegł przez trawnik i stanął zziajany tuż przez Brązowłosą.
-Brawo Billuś. Pobiłeś rekord świata. – jej kąśliwa uwaga troszkę go uraziła, co nie udało mu się ukryć. Chwycił dwie walizki i ruszył przed siebie.
-Bill? Zwariowałeś? Daj mi te jedną! I przepraszam za tą złośliwość, ale jestem zdenerwowana.
Chłopak stanął, postawił bagaże i objął ją mocno.
-Nic się nie stało słoneczko. – musnął delikatnie jej usta – Wiesz, że nie widziałem cię aż dziesięć minut, a już zdążyłem się stęsknić jakby to minęły wieki? – uśmiechnął się szeroko.
-A ja za tobą nie! – wyrwała się z jego objęć i wystawiła mu język.
-To paskuda z ciebie. – skwitował.
Odwrócił się, chwycił za jedną z rączek i ruszył szybszym krokiem. Angela szybko chwyciła drugą walizkę i dogoniła chłopaka. Przez chwilę szli w milczeniu, obrzucając się tylko prowokującymi spojrzeniami.
-Wiesz, że życie jest niesprawiedliwe? To przez was zapomniałam kluczy, a wy mimo spóźnienia pamiętaliście o nich. – westchnęła ciężko.
-Yyy… Tak naprawdę to mama wrzuciła mi je do torby. Nawet do głowy mi nie przyszło. – uśmiechnął się rozbrajająco.
-Widzisz? Masz szczęście, wasza mama ma głowę na karku mimo tego, że jest artystką.
-To nie ma nic do rzeczy.
-Ma, bo ty jesteś, a kluczy zapomniałeś. – wymierzyła mu kuksańca w lewe ramie.
-Ej, nie bij mnie! – krzyknął na wpół oburzony, na wpół rozbawiony, bo się w sobie zamknę.
-O czasami by się przydało. – stwierdziła poważnie, po czym serdecznie się roześmiała.
***
-Bill patrz, co mam!
Do kuchni z cwanym uśmiechem wszedł Tom. W jednej ręce trzymał pęk jakichś kluczy i biała karteczkę.
-Co to?
-Masz, czytaj.

Moi, kochani chłopcy.
Proszę, przekażcie te klucze Angeli, gdyż je rodzice musieli nagle wyjechać w sprawach służbowych.
My z Gordonem również postanowiliśmy zrobić sobie wakacje i wyjechaliśmy na Majorkę na dwa tygodnie. Bawcie się dobrze i żadnych imprez pod nasza nieobecność!
Kocham Was! Mama



-Dawaj to! - zarządził młodszy z bliźniaków wyrywając z rąk brata klucze.
-Co zamierzasz zrobić? - spytał Dredziarz uważnie przyglądał się twarzy brata, na której błąkał się chytry, wręcz szatański uśmieszek.
-Jak to, co? Schować je gdzieś!
-Kłamstwo ma krótkie nóżki! – przestrzegł go brat.
-Ale szybko ucieka! - odciął się Czarnowłosy.
-Uważaj Bill, to cię kiedyś zgubi! – stwierdził Tom wzruszając ramionami i wyszedł z pomieszczania zostawiając swojego bliźniaka z dziwnym poczuciem winy.
Czy on już kiedyś przypadkiem tego nie słyszał?
***
Cała trója siedziała w milczeniu w przytulnej kuchni pani Kaulitza. Tom i Angela popijali kakao, a Bill ze smakiem wyjadał owy smakołyk w pierwotnym postaci z ozdobnego metalowego pudełeczka. Angela wpatrywał się w jakiś odległy punkt ostrożnie popijając gorący napój, Tom skubał kawałek suchej bułki, a Bill dokładnie oblizywał łyżeczkę by z powrotem zanurzyć ją w kakaowym przysmaku. Czas zdawał się płynąć tak powoli, że wszyscy mieli wrażenie, że w ogóle stanął.
Błogą i senna ciszę przerwał nagle trzask otwieranego zamka w drzwiach wejściowych, co zaniepokoiło nastolatków, bo przecież Simone i Gordon są na Majorce, a już nikt inny nie ma kluczy. Chłopcy szybko poderwali się z miejsca.
-Przecież to może być włamywacz. – stwierdziła półszeptem Brązowłosa.
-Angela ty siedź tutaj i nigdzie mi się stąd nie ruszaj. – nakazała Bill.
Tom skradając się do drzwi chwycił niewielki, niebieski wazonik i dał znać bliźniakowi żeby ten szedł tuż za nim.
Jakie było ich zdziwienie, gdy owym brzydkim, postarzałym mężczyzną w czarnej kominiarce okazała się młoda dziewczyna z kluczami i siatami pełnymi zakupów w rękach oraz rzucające się w oczy, fantazyjnie zaplecione, kolorowe, długie warkoczyki związane dużą czarną frotką.


Serdecznie zapraszam na mój drugi blog Flaming Angel TH oraz na Ein Part Twins

Black Angel

Twoja opinia: komentarze [11]


Minął rok, jak jeden dzień...
Data: niedziela, 7 października 2007
Czas: 15:49:42
Komentarze: 19
Treść: Tak, tak Kochane, to już rok prowadzę tego bloga. To właśnie od black'a (jak lubię na niego mawiać) zaczęła się moja przygoda z pisaniem, jak na razie udana. W między czasie powstał także Flaming Angel TH (historia zbuntowanej Lili i zadziornych tokiohotelowców) oraz Ein Part Twins (blog z moimi jednoczęściówkami o bliźniakach Kaulitz), jednak żaden z tych blogów nie cieszy się taką popularnością, co właśnie black-angel-bill-th. W tej chwili jestem na 111 blogach w dziale "Ulubionych", to naprawdę wielki zaszczyt. :)
Tak na dobra sprawę to dzisiaj powinnam dodać nową notkę, ale niestety nie jest ona skończona. Z moja wena bywało rożnie, ale zawsze staram sie by każda notka była co najmniej dobra, mam nadzieję, że osiągnęłam pobrany sobie cel.
Cóż więcej mogę Wam powiedzieć? Chyba tylko VIELEN DANK za to, że jesteście ze mną!!!


Black Angel

Twoja opinia: komentarze [19]


27. Nadzieje mogą być zgubne...
Data: poniedziałek, 6 sierpnia 2007
Czas: 16:14:29
Komentarze: 38
Treść: Kochane, zadziwiacie mnie. Poprzednia notka byłą naprawdę beznadziejna, napisana tylko po to żeby była i żeby nie dręczono mnie po tysiąc razy pytaniami, kiedy nowa notka, bo to mnie już cholernie stresuje i już wtedy to kompletna klapa wychodzi. Co akcji w opowiadaniu, na razie nie spodziewajcie się niczego nadzwyczajnego, bo tego nie planuje i nie planowałam. Akcja rozwinie się w swoim czasie.
Przepraszam za tak długą przerwę, ale nie czułam się w stanie napisać coś sensownego, aż do dzisiaj. :) Więc muszę tej mojej wenie zafundować jakąś bardzo krótką smycz by mi się już na tak długo nie gubiła. Następną notkę postaram się dodać jeszcze przed moim wyjazdem, czyli przed niedzielą, ale nic nie obiecuję! ;) Żeby potem nie było, że obiecałam a notki nie ma. :)
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. :*


UWAGA
Mam też komunikat do osób, które są powiadamiane o notkach a nie raczą się odwdzięczyć komentarzem, otóż zamierzam zmienić adres bloga, ewentualnie założyć hasło, do którego klucz dostaną tylko osoby komentujące, te których mam gg.

No to tyle.
Aaa! Zapomniałabym na śmierć, notkę dedykuje mojej ukochanej bliźniaczce Vanessce.
Dzięki Ci za wsparcie, Kochana! :*



Za oknem, na dworze już zaczęło się ściemniać. Piątka nastolatków, jak co wieczór siedziała w salonie niewielkiego, drewnianego, góralskiego domku. Gustav przysypiał, Tom i Georg pochłonięci byli rozmową o nowych chwytach gitarowych, które wykorzystają na koncertach, a Bill i Angela przytulali się i szeptali sobie czułe słówka od czasu do czasu wybuchając stłumionym śmiechem.
-Ej! A może pooglądamy jakiś film? – rzucił od niechcenia Georg by rozładować panujące w pokoju napięcie, którego sprawca był Tom „dyskretnie” spoglądający na zakochanych.
-Dobra, byle nie jakieś pornosy! – skrzywiła się Brązowłosa.
-Spoko, księżniczko. Oglądać takie filmy z tobą? Nigdy w życiu. Za młoda jesteś. – zaśmiał się brunet.
-O! Stary się znalazł! – poderwał się energicznie, wyrywając z ramion ukochanego.
Stanęła tuż przed brązowłosym zakładając ręce na biodrach i zrobiła groźną minę, co raczej wyglądało komicznie niż groźnie.
-Dobra, spokój! – krzyknął zezłoszczony, bo przebudzony ze snu, Gustav. – To może jakiś horror?
-Świetny pomysł. – poparł go Tom i Bill równocześnie.
-No może być, ale muszę mieć, do kogo się przytulić. Który jest chętny? – dziewczyna uśmiechnęła się kusząco. Wszyscy obecni panowie podnieśli ręce.
-Chwila, chwila! Angela jest moja i tylko ja mogę ją przytulać! – krzyknął Bill.
Podszedł do dziewczyny i objął ją pasie całując w skroń.
-Hola, hola panie Kaulitz! A co to ja jestem?! Towar na półce?! Kupisz i masz na wyłączność?! I jeszcze jakieś pretensje?! Tak?!– udawała oburzoną robiąc przy tym perfekcyjne miny, które zmyliły wszystkich.
-Nie...No ja… Ja po prostu nie chcę żeby ktoś inny cię dotykał. - zaczął się mętnie tłumaczyć.
Na jej twarzy wypłynął szeroki uśmiech.
-Przecież żartowałam! – Angela skoczyła na niego tak, że chłopak się zachwiał i oboje wylądowali na kanapie.
-I, co teraz? - wyszczerzył się Bill, mocno obejmując w pasie ukochaną.
Dziewczyna oparta na wyprostowanych rękach tuż nad twarzą czarnowłosego uśmiechnęła się kusicielsko.
-To się jeszcze zobaczy wieczorem, a teraz mnie puść.
-Ale wieczorem? Tak? – chciał się upewnić.
-Tak wariacie, a teraz mnie puść. – chłopak z rozanieloną miną wpatrywał się w Angelę, która z dziwnie chytrym uśmieszkiem wyswobodziła się z jego objęć.
-Bill, czyżbyś nie zauważył, że już jest wieczór? – zaśmiał się Gustav, który doskonale słyszał szepty zakochanych gdyż siedział tuż obok.
Zdezorientowany chłopak rozejrzał się dokoła.
-No tak, cholera! – uderzył się otwarta dłonią w czoło i bezwładnie opadł na kanapę, z której przed sekundą wstał.
Następnie podniósł głowę i wbił nienawistny wzrok w stojącą koło Georga dziewczynę.
-Zabiję! Słyszysz! – wrzasnął rozdrażniony nastolatek.
Szybko poderwał się z kanapy i złapał Brązowłosą w pasie zanim ta zdążyła przed nim uciec.
-AAAA! Puść mnie! – pisnęła
-Ani mi się śni! – wytknął jej język.
-Ech, wariat z ciebie! – dziewczyna próbował się wyswobodzić z jego uścisku, ale to nic nie dawało.
-Się wie. Ze mną nigdy nic nie wiadomo. – westchnął z lekkim sarkazmem w głosie niebezpiecznie przyglądając jej się.
-No tak, takie homo-nie wiadomo! – wybuchnęła głośnym śmiechem a wraz z nią reszta zespołu.
-No stary! Nieźle ci przywaliła! Hahaha! – Tom trzymał się za brzuch zginając wpół.
Bill tylko spojrzał na niego piorunującym wzrokiem i ze skwaszoną miną puścił Angelę.
-No dzięki! Wiesz?! – odwrócił się do niej tyłem zakładając ręce na brzuchu.
-Ej, Billuś – próbowała się przymilić obejmując Czarnowłosego – Wybaczysz mi?
-Będziesz musiała mi to wynagrodzić. – odwrócił się do niej z szatańskim uśmieszkiem aż dreszcze przebiegły ja po plecach.
Gustav i Georg z zaciekawieniem wyczekiwali, na jaki pomysł wpadł Bill, zaś Tom wpatrywał się w brata z niemałym niepokojem.
-A niby jak? – spojrzała na niego podejrzliwie.
Bill wskazał palcem na swój policzek.
-Sto buziaków i ci wybaczę. – wzruszył od niechcenia ramionami.
-Aż sto? – teatralnie wykrzywiła twarz na znak swojego rzekomego niezadowolenia.
-To i tak niska cena jak za takie poniżenie, którego doznałem od mojej własnej dziewczyny.
-Eeech, niech ci będzie. – podeszła do niego i dała buziaka we wskazany wcześniej policzek. Gdy lekko się odchyliłaby spojrzeć w jego oczy, on szybkim, mocnym ruchem złapał ją w pasie przysuwając do siebie. Stykali się czubkami nosów i zaglądali sobie głęboko w oczy. Sekundy dzieliły ich od połączenia się w namiętnym pocałunku, jednak Bill miał inny pomysł. W końcu zemsta to zemsta. A ta na pewno będzie słodka. Z szatańskim uśmieszkiem chwycił ją za nadgarstki i leciutko popchnął w kierunku kanapy. Zupełnie zapominając o tym, że nie są sami w pokoju. Cóż, zakochani.
Brunet usiadł na dziewczynie i przytrzymywał ręce nad jej głową.
-No i co mi teraz zrobisz?
-A jeszcze nie wiem. Ale to będzie coś okrutnego. Hmm... – droczył się z nią – Już wiem... zacałuje cię na śmierć. – zaśmiał się powoli zbliżając swoją twarz.
-No to muszę przyznać, że będzie to najpiękniejsza śmierć, jaką sobie mogłam wymarzyć. – uśmiechnęła się.
Bill już prawie stykał się wargami z ustami dziewczyny, gdy...
-Ej my tu nadal jesteśmy!- zaprotestował Georg – Nie chcemy patrzeć na wasze migdalenie. Chłopcy już od dłuższej chwili wpatrywali się w poczynania zakochanych. Z czasem Tom odwrócił wzrok. To bolało, cholernie bolało. I po co było mu się zmieniać? Żeby cierpieć? Życie jest takie niesprawiedliwe.
Czarnowłosy gwałtownie podniósł głowę.
-A faktycznie. – uśmiechnął się lekko speszony.
Szybko wstał z Angeli, złapał ją za rękę i pociągnął na górę. Zdezorientowana dziewczyna posłusznie podążyła za ukochanym. Dredziarz odprowadził zakochanych wzrokiem na schody, gdzie po chwili zniknęli.
-No i teraz to dopiero będziemy mieć rozrywkę! – zaśmiał się Georg zakładając długą grzywkę za ucho.
-Och, zamknij się! – krzyknął Tom i wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
-No to powiem ci drogi przyjacielu, że zapowiada się ciekawie najbliższy rok. – westchnął ciężko Gustav.
-Ja mu daje najwyżej 3 miesiące. Powykorzystuje sobie parę dziewczyn po koncertach i mu przejdzie. – stwierdził wzruszając ramionami Georg.
-Oj nie przesadzaj stary, nie rób z niego potwora. – Toma bronił Blondyn.
-Gustav przecież wiesz, jak jest. On się nigdy nie zmieni.
-To przegapiłeś coś. On już się zmienił.
***
Czarnowłosy zamknął drzwi na klucz i z diabelskim uśmieszkiem powoli podszedł do dziewczyny, która stała przy oknie, odwrócona do niego plecami.
-Bill? Co jest? – zwróciła głowę w jego kierunku, ale gdy tylko dostrzegła wyraz jego twarzy od razu zrozumiała, o co może mu chodzić.
Kiedy Bill stał na tyle blisko, ciasno objął ją w pasie i obrócił przodem do siebie. Spojrzał głęboko w jej oczy powoli zbliżając usta do jej twarz. Przymknął powieki i złączył usta z wargami ukochanej. Delikatne niczym muśnięcia skrzydeł motyla miały smak jej mandarynkowego błyszczyka. Jego wargi całowały każdy skrawek jej skóry. Delikatnie koniuszkiem języka rozchylił jej różane usta zatracając się w coraz to namiętniejszym pocałunku.
Angela zarzuciła mu ręce na kark delikatnie pieszcząc opuszkami. Następnie wplotła palce w jego gęste, czarne włosy przybliżając go tym do siebie, pogłębiła pocałunek. Jego kolczyk w przyjemny sposób gładził jej podniebienie wzbudzając tym euforię i dreszcze na całym ciele. Ich języki pieściły się nawzajem.
Usiedli na łóżku nie odrywając się od siebie. Bill położył jedną dłoń na jej pośladku, a drugą gładził po plecach. Delikatnie popchnął ją na materac, tak by się na nim położyła. Nie zastanawiając się wiele usiadł na niej okrakiem. Delikatnie pieścił jej szyje swoimi rozgrzanymi i lekko podpuchniętymi ustami. Brązowłosa odchyliła głowę do tyłu dając mu większe pole manewru. Zamruczała cicho czując jego ciepły język zmierzający w kierunku dekoltu. Jego włosy w subtelny sposób podrażniały jej wrażliwa w tym momencie na jakikolwiek dotyk, skórę, co przyprawiało ją o przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele.
Zsunął jedno ramiączko jej bluzki obcałowując ramię. Ostrożnie, by jej nie spłoszyć wsunął dłonie pod jej koszulkę. Chciał się nasycić jej idealnym ciałem. Nie zareagowała na to, jej zdrowy rozsądek został uśpiony. Pragnęła go tak samo jak on jej, chciała przeżyć z nim swój pierwszy raz, ale czy aby właśnie nadszedł właściwy moment? Czarnowłosy delikatnie kąsał jej szyje nie wiedząc, jaka wewnętrzna walka właśnie toczy się w jego ukochanej. Nieświadomy niczego chciał postąpić krok na przód. Jego ręce bardzo powoli przesuwały się ku górze razem z jej bluzką. Był pewien, że właśnie dziś będzie jego, ale czy się, aby nie przeliczył?
-Bill… - wydyszała rozpalona zaistniałą sytuacją – Bill, ja nie jestem pewna czy tego chce. – wyszeptała z lekkim przestrachem spoglądając w jego zamglone oczy – Kocham cię, ale to wszystko idzie dla mnie za szybko.
A tak bardzo chciał zasmakować jej ciała. Pragnienie go rozpalało, nie chciał wymuszać na niej niczego, ale naprawdę trudno było mu się pohamować. Bez słowa wyprostował się na rękach i zszedł z niej. W pokoju zapanowała niezręczna cisza. Chłopak przysiadł na skraju łóżka chowając twarz w dłoniach. Kochał ją całym sercem i równie mocno pożądał. Sam czasem nie umiał poradzić sobie ze swoim uczuciem. Nie chciał jej nieświadomie skrzywdzić.
Podobne potyczki sprzecznych uczuć toczyły się w głowie brązowłosej dziewczyny w dalszym ciągu leżącej na wznak, na łóżku. Jej wzrok nieobecny, wpatrzony w jakiś punkt na białym lekko ściętym suficie. Nagle ciszę w pokoju przerwał dzwonek telefonu Czarnowłosego. Wyjął on komórkę z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz.

NINKA

-To Nina. – odezwał się na głos kierując swoje słowa gdzieś w przestrzeń.
-No to masz okazję wszystko z nią załatwić. – odpowiedział mu bezbarwnym głosem Angela poprawiając swoją lekko wymiętą bluzkę.
Chłopak gwałtownie się odwrócił i spojrzał na nią karcącym wzrokiem.
-Angela, już ci mówiłem, że nie załatwię tego w taki sposób! To było by nie fair!
-Nie fair to ty jesteś w stosunku do mnie! – prychnęła.
Podniosła się z łóżka i wybiegła z pokoju trzaskając drzwiami.
-No i pięknie. – mruknął sarkastycznie pod nosem.
Spojrzał na trzymaną w dłoni komórkę, która dzwoniła już dłuższy czas. Zebrał się w sobie, odetchnął głęboko i przycisnął klawisz inicjujący połączenie przystawiając aparat do ucha.
-Tak?
-Hej Kotku! Tęskniłeś?! - usłyszał w słuchawce piskliwy głosik swojej „byłej” dziewczyny, który w tym momencie był niesamowicie irytujący.
-Cześć. – odpowiedział sucho.
-Ej, Kochanie? Coś się stało? - jej głos zrobił się szorstki acz zamaskowany słodkim, wręcz lukrowym tonem.
-Tak. Boli mnie głowa i nie jestem w humorze. Sorry, ale muszę kończyć. Cześć. – nie pozwolił jej dojść do słowa szybko się rozłączając. Odetchnął głęboko i opadł na łóżko rozkładając ręce.
-Dlaczego wszystko musi być takie skomplikowane? – mruknął markotnie pod nosem.
***
Szybko zbiegła po schodach. Krew wraz ze złością w niej buzowała. Przebiegła przez pokój ignorując zdziwione oraz pytające spojrzenie siedzącego na kanapie Dredziarz i zniknęła w przedpokoju trzaskając drzwiami.
Chłopak ociężale podniósł się z sofy, schował telefon, którym się bawi do kieszeni i ruszył za brunetką. Zastał ją opierającą się o balustradę na werandzie domu.
Stała tam samotnie, taka piękna, wiatr rozwiewał jej włosy mieniące się niesamowitym blaskiem w świetle księżyca. Tak bardzo chciał się do niej przytulić, zakosztować jej ust, ale wiedział, że to było niemożliwe. Został mu tylko przyjaźń, a może aż przyjaźń?
Stanął tuż obok niej. Zamyślona wpatrywała się gdzieś przed siebie.
-Pokłóciłaś się z Billem.- bardziej stwierdził niż zapytał.
-Skąd wiesz? – wybudziła się z zamyślenia i nieprzytomnym wzrokiem spojrzała na niego.
-Nie dało się nie słyszeć. – spuściła głowę lekko zażenowana – Ej, ale nie martw się. To się zdarza w każdym związku. – objął ją ramieniem czując, że lekko drży z zimna.
Dziewczyna wtulił się w jego ciepłą bluzę.
-Dzięki, Tom. – wyszeptała.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem.
-Nie powinnaś się tak przejmować Niną. Bill kocha ciebie, nie ją. I to naprawdę dobrze, że on nie zrywa związków w taki sposób, jaki ja to niegdyś robiłem. To naprawdę nieuczciwe. Teraz to wiem.
-Tak wiem, już Gustav mi to tłumaczył, ale co ja poradzę, że to mnie tak denerwuje?
-To zrozumiałe, że chcesz być tą jedyna, ale zrozum, że i tak już nią jesteś. Nina to już przeszłość dla tego mojego głupkowatego braciszka. – uśmiechnął się do niej widząc jak jej oczy nabierają tego magicznego blasku.
Nieznacznie zbliżył do niej twarz, gdy ta nagle mocno się do niego przytuliła zrywając kontakt wzrokowy.
-Jeszcze raz dzięki Tom, jesteś najlepszym na świecie przyjacielem.
Zamilkli na chwilę wsłuchując się w szum drzew poruszanych przez nocny, chłodny wiatr.
Jednak ta cisza nie była krępująca, w tej chwili słowa były zbędę. Dla niej nie było to czymś bardziej znaczącym, ale dla niego tak. Nie chciał robić sobie kolejnych, zgubnych w skutkach nadziei.
Stali w swoich objęciach już dłuższą chwilę, gdy nagle…
-Co tu się dzieje? – usłyszeli znajomy głos.


Mam nadzieje, że się podobało. :)

Jeśli ktoś chce być powiadamiany o nowych notkach to proszę o pozostawienie swojego numeru gg lub odezwanie się do mnie na 569650. W inny sposób nie powiadamiam.

Czytający a nie komentujący powinien czuć się jak złodziej
kradnący kawałek mojej duszy...



Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th


Black Angel

Twoja opinia: komentarze [38]


26. Burza na spokojnym niebie?
Data: poniedziałek, 25 czerwca 2007
Czas: 14:55:30
Komentarze: 26
Treść: Nie pozostaje mi nic innego jak przeprosić Was po raz kolejny. Przepraszam za tak długą nieobecność i zaniedbanie opowiadania oraz Was. Jeszcze raz przepraszam.

Jej głowa wygodnie spoczywała na jego klatce piersiowej, która miaro podnosiła się i opadała. Przetarła ręką oczy i spojrzała na śpiącego Billa. Jego prawa ręka spoczywała na jej talii a druga swobodnie leżała na prześcieradle. Lekko rozchylone usta kusiłyby je pocałować. Przygryzła wargę.
Wyglądał tak słodko i niewinnie. Nikt patrząc na niego w tej chwili nie przypuszczałby, że jest przebojowym frontmanem jednego z najsłynniejszych rockowych zespołów w Europie, że praktycznie każde jego marzenie zostaje spełnione.
Na jego twarz wypłynął lekki grymas. Gwałtownie obrócił głowę. Brunetka powoli sięgnęła dłonią by pogłaskać go nią po policzku. Uspokoił się czując przyjemne ciepło na swojej twarzy. Jej ciepło. Ona umiała przegonić każde zło, każdy koszmarny sen. Niekiedy czuł, że jest jego Aniołem Stróżem.
Powoli osunęła głowę na jego tors wracając do poprzedniej pozycji. Próbował jeszcze zasnąć, ale poczuła jego dłoń - którą przeniósł z jej talii - na swoich placach.
Podniosła głowę.
-O widzę, że mój Billuś już nie śpi. – uśmiechnęła się promiennie.
-A ja czułem, że mój Kotek już od dawana nie może spać. – odwzajemnił uśmiech całując ją w czoło.
-A jakoś tak wyszło – posmutniała, co nie uszło jego uwadze – Wiesz? Dobrze, że jesteś. – przytuliła się do niego mocniej.
-Coś się stało? – zapytał spokojnie oplatając ją ramionami.
-Nie, nic. Tylko… teraz już nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. – jedna kryształowa łza spłynęła po jej policzku spadają na jego rozgrzany tors.
-Proszę, nie płacz. My już zawsze będziemy razem. – otarł kolejną diamentową kroplę – Obiecuję – szepnął zbliżając swoje wargi do jej ust. Złożył na nich namiętny pocałunek, pełen czułości i poświęcenia. W następnej chwili już oboje leżeli na sobie. Angela śmiała się w niebo głosy gdyż Bill swoim kolczykiem łaskotał ją po szyi. Po minucie zaprzestał swoich „tortur” i oparł się na rękach tuż nad jej głową. Spojrzał głęboko w jej oczy i złożył delikatny pocałunek na jej różanych ustach. Oderwawszy się od niej znów spojrzał w jej lekko zamglone tęczówki szybko oblizując usta.
-Kocham cię. – wyszeptała patrząc na niego wzrokiem pełnym miłości – Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że jesteś – podciągnęła się na łokciach i z taką samą delikatnością, co on, pocałował go w sam środek ust.
-Ja ciebie też cię kocham nad życie i nie pozwolę by coś nas rozdzieliło. Nigdy.
Obietnice. Niektóre bywają bez pokrycia. Jak będzie tym razem?
***
-Hej, chłopaki?!- krzyknęła schodząc ze schodów – Zna się któryś na robieniu równych, RÓWNYCH – podkreśliła - przedziałków na głowie? Bo mi za cholerę nie chce wyjść. – skrzywiła się nie znacznie, na co chłopcy zareagowali lekkimi uśmieszkami. No, cóż nie byli przyzwyczajeni do towarzystwa dziewczyny przez praktycznie 24 godziny na dobę. Ciągłe przeglądanie się w lustrze czy też wystawach sklepowych. Cóż, mawiają, że kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa. Mają kompletne różne podejście do wszystkiego. Co innego Bill, ale to już inna kwestia.
-Ja to się znam na tych innych przedziałkach. – Tom głupkowato się wyszczerzył.
Sam nie wiedziała, dlaczego tak powiedział. Wszyscy obecni w pokoju dziwnie na niego popatrzyli. Wrócił dawny Tom? Może po części. W końcu udawanie wcale nie jest takie trudne.
-Tomuś? Ruszyłbyś od czasu do czasu tym, co kryje się pod dredami zanim coś chlapniesz – postukała się w czoło – No to umie ktoś?
-Ja umiem! W końcu jako jedyny mam siostrę. Umiem też czesać zygzakiem – Gustav pochwalił się, dumnie wypinając pierś do przodu.
-Ja za to jestem dobry w rozbieraniu – Czarnowłosy znacząco spojrzał i uśmiechnął się do Angeli.
Reszta Tokiohotelowców lekko zdziwiona popatrzyła na zakochanych.
-Taa? A ja myślałem, że to Tom jest w tym mistrzem. - stwierdził Georg wymieniając spojrzenia z Dredziarzem.
-O matko! – Tom przewrócił oczami i skierował się w stronę kuchni – Chce ktoś coś do picia? –Tak, red-bulla! – krzyknęli obaj, Bill i Georg.
-To przyjdźcie i sobie weźcie – zaśmiał się Dred.
Chłopaki wyszli z pokoju a Gustav – szczotką, która przyniosła ze sobą Angela - przeczesał jej długie włosy.
-No dobra Gusti! Do roboty – zaśmiała się perliście – A warkocze umiesz pleść? – przymrużyła jedno oko.
-No! – przytaknął.
-O no to mi z nieba spadłeś! – ucieszyła się.
-O, co to, to nie! – zaprotestował Czarnowłosy, którego głowa wystawał z za framugi kuchni – To ty mi z nieba spadłaś! – krzyknął.
-Doprawdy? A myślałam, że Nina. – zironizowała.
-Ona to rozdział zamknięty. – chłopak usiadł na kanapie z puszką Red-Bulla w ręce przyglądając się brunetce.
-No nie zupełnie – przekręciła głowę w kierunku swojego chłopaka, na co Gustav się nieznacznie skrzywił gdyż właśnie miał zamiar brać się za swoje „dzieło”.
-No przecież nie zadzwonię i nie powiem jej, że to koniec! – krzyknął oburzony.
Bardzo nie lubił, gdy ktoś mówił mu, co ma robić. Denerwowało go to najbardziej na świecie
–A może mam jej SMSa wysłać, co? – kontynuował.
-Może trzeba było o tym pomyśleć zanim związałeś się ze mną, co?! – Angela zareagował dość impulsywnie energicznie wstając z oparcia kanapy.
Zmieniła się. Nigdy wcześniej nie była taka stanowcza, taka silna?
O tak, była silna, a może to tylko pozory. Złudna pewność siebie, która pryśnie szybciej niż bańka mydlana?
***
-Boże jak on mnie czasami na maxa wkurza. – zacisnęła zęby – Dupek! – krzyknęła zaciskając pięści.
Właśnie siedziała na wannie czesana przez Gustava w łazience, w której wczoraj o mały włos nie doszło do czegoś więcej między nią a Billem. Blondyn sprawił wrażenie skupionego na swoim zajęciu, a ściślej mówić na zabawie w osobistego fryzjera brunetki.
-Ja go czasami zupełnie, a to zupełnie nie rozumiem. – złościła się nadal.
-Wiesz, to dobrze o nim świadczy, że chce załatwić tą sprawę w cztery oczy, a nie przez telefon czy SMSa, To było by nieuczciwe w stosunku do Niny.
-No niby prawda, ale ja jestem o niego tak cholernie zazdrosna.
-No i masz pełne prawo – chłopak lekko uśmiechną się pod nosem. – Na twoim miejscu też byłbym zazdrosny – jego uśmiech się powiększył.
Angela cicho się zaśmiała.
-No, już skończone. – Gustav odłożył fioletową szczotkę na pralkę stojącą koło wanny –
-Teraz możesz iść się z nim pogodzić. Tylko wiesz nie szaleć mi tam – puścił jej oczko.
-Gusti? – zaczęła sztucznie przesłodzonym głosikiem – A chcesz dostać po głowie – dodała już ostrzej.
-Ej! Żartowałem! – zaśmiał się z groźnego wyrazu twarzy Angeli.
-No ja myślę! – wyszczerzyła żeby w szczerym uśmiechu przeglądają się w lustrze.
-Dobra to ja idę.
-Dobra to jest zupa z bobra. – wystawiła mu język.
-Dobrze bobrze – odwzajemnił gest robiąc unik przed lecącą w niego zieloną gąbką i to w dodatku jego zieloną gąbką.
Bez wahania podniósł lecący przez paroma chwilami w jego stronę przedmiot i cisnął nim wprost w pochylającą się nad zlewem nastolatkę. Ta z szatańskim uśmieszkiem zmoczyła gąbkę i powtórnie chciała rzucić nią w blondyna, ale ten w ekspresowym tępię zniknął za drzwiami.
-Idę na miasto! Sami sobie zróbcie obiad – wrzasnął na cały dom i zniknął za drzwiami frontowymi.
***
-Pomocy! Pomocy! Umieram! – do kuchni wszedł w pół zgięty, trzymający się za brzuch Gustav. Wszyscy obecni w kuchni, czyli Angela i bliźniacy zdziwieni spojrzeli na blondyna.
-Czego się tak wydzierasz?- Tom popatrzył na Gustava z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Gusti? Co się stało? – zatroskana dziewczyna wstała z kolan Billa i podeszła do chłopaka.
-Chyba się czymś zatrułem w chińskiej restauracji, tu niedaleko.
-Przecież ty nie nawiedzisz ryb. - wykrzyknął zdziwiony Tom.
Perkusista ignorując „wielkie odkrycie” przyjaciela krzywił się ściskając w pasie.
-Ojej ku to chodź tu do mnie, mój ty biedaku a za razem mój prywatny fryzjerze. Chodź – wyciągnęła rękę- Zaparzę ci miętę, to powinno pomóc. – pocałował go po przyjacielsku w czoło.
W Billu aż się zagotowało. Był cholernym zazdrośnikiem i gdyby nie stan, w jakim znajdował się Gustav bez wątpienia by mu przywalił.
-Ej no! Bo będę zazdrosny! – krzyknął urażony Czarnowłosy.
-Kochanie ty moje. – zwróciła się do Billa ujmując jego twarz w dłonie – Zazdrosny jesteś o mnie? - pocałował go a czubek nosa.
-A, dlaczego nie w usta? – śmiesznie zmarszczył czoło ignorując jej drugie pytanie.
-Bo nie zasłużyłeś – wytknę mu język- I nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. Zazdrosny jesteś? – siadł na jego kolanach okrakiem zakładając ręce na karku.
Spojrzała w jego brązowe tęczówki zachęcająco oblizując wargi.
-Jak cholera – odparł jakby zahipnotyzowany wpatrując się w jej czerwone, miękkie wargi.
-Ej długo jeszcze będzie się tak migdalić? Bo jak Gustav zaraz tej mięty nie dostanie to zaraz spocznie nam na tej pięknie lśniąco - czystej podłodze. – zachichotał Tom ignorując fakt, iż jego brata właśnie flirtuje ze swoją dziewczyną, do której on z resztą pałał uczuciem.
-Już, już – zawołała Angela wyrywając się z objęć ukochanego.


Tak wiem, notka jest po prostu okropna i krótka. Obiecuję, że postaram się by następna była lepsza i o wiele szybciej niż ta. :)
Za błędy też przepraszam.

Jeśli ktoś chce być powiadamiany o nowych notkach to proszę o pozostawienie swojego numeru gg lub odezwanie się do mnie na 569650. W inny sposób nie powiadamiam.

PS. Chciałam też zaprosić na moją jednoczęściówkę TUTAJ (trzeba się zalogować)


Czytający a nie komentujący powinien czuć się jak złodziej
kradnący kawałek mojej duszy...



Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th


Black Angel

Twoja opinia: komentarze [26]


25. Zapach gorzkiej czekolady...
Data: piątek, 1 czerwca 2007
Czas: 14:48:34
Komentarze: 33
Treść: Witam wszystkich! Znów jestem zmuszona Was przeprosić za tak długą nie obecność, a więc przepraszam!
Dzięki za wszystkie komentarze, choć było ich znacznie mniej niż poprzednim razem, no trudno. Widocznie nie zasłużyłam na więcej.
Chciałam się też odnieść do kilku komentarz. Otóż tak samo jak brzmi tytuł piosenki obecnej na blogu (polecam posłuchać, ja jestem od niej uzależniona :D) „It’s not over.” To jeszcze nie koniec opowiadania. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli (mam nadzieję, że pójdzie) to będzie jeszcze sporo notek. No cóż, plany są, ale czy wyjdą? To się zobaczy.
Chciała też podziękować moim obu przyjaciółkom Monice i Hamletce z tym, że to dzięki Hamletce jest ta notka. Bez niej jeszcze długo byście musieli czekać. Wena znów mi nie dopisuje, mam nadzieję, że to przejściowe i już niedługo wszystko wróci do normy.
Jak widać(zapewne ;)) zmieniłam wystrój bloga, mam nadzieję, że się podoba, jest on tylko przejściowy. Potrzebowałam jakiejś zmiany i tyle. Ale szablonik z Angelą już niedługo wróci ;)
No to chyba na tyle.
Aaaa, tak przyszło mi do głowy, że może Wy macie jakieś pomysły na notki? Jeśli tak to ja bardzo chętnie je poznam. Kto wie, może coś mnie zainspiruje? A jeśli takowe pomysły macie to piszcie w komach albo na moje gg :)
Życzę smacznego konsumowania notki!




Tak strasznie mu tego zazdrościł. Coś ściskało go w środku. Nie umiał już tłumić w sobie tego uczucia słuchając o tym jak to Bill jest bezgranicznie szczęśliwy, jak bardzo się kochają i że ona jest tą jedyną przeznaczoną właśnie jemu. Nie wytrzymywał tego, najzwyczajniej w świecie nerwy puściły mu niosąc za sobą potok niechcianych słów.
-Bill! Dlaczego jesteś takim cholernym egoistą?! Co?! Robisz mi na złość?! – wrzasnął patrząc na chłopaka nienawistnym wzrokiem – Jak możesz?! Przecież wiesz jak mi na niej zależy! Mógłbyś zachować tego typu rzeczy dla siebie! – przez cały czas krzyczał nie zważając na nic uwagi.
-Tom, przepraszam. Nie pomyślałem – próbował uspokoić brata zdziwiony jego wybucham Czarnowłosy.
-Jasne! Ty nigdy nie myślisz o innych! Zawsze byłeś pieprzonym egoistą, który nie liczy się z nikim!
-Ale…Stary, ja naprawdę nie wiedziałem, że tak ci na niej zależy! – bronił się.
-Ta?! I co by to dało…? Nic!
Bill w skupieniu przyglądał się bratu. Nie wiedziało, co ma mu odpowiedzieć. Nigdy nie widział go w takim stanie. Zrobiło mu się głupio, że sam doprowadził do takiej sytuacji.
-Tom… Wszystko będzie ok. – chciał poklepać brata w ramie, ale ten się gwałtownie odsunął.
-Ty naprawę nic nie rozumiesz! – wykrzyknął oburzony – Ja ją kocham! Rozumiesz to?! Kocham ją!
Czarnowłosy z otępieniem wpatrywał się w bliźniaka. Tego się nie spodziewał. Nigdy w życiu nie przyszyłby mu to do głowy. Owszem, praktycznie za każdym razem zadurzali się w tych samych dziewczynach, ale i tak nie kłócili się o nie. Zawsze jakoś wszystko samo się rozwiązywało. Nie raz przegrał z Tomem, tak samo jak Tom z nim. Nigdy nie było to nic poważnego, na stałe. Tym razem było inaczej. Jego bliźniak naprawdę się zaangażował. Wiedział to. Czuł.
-Ona o tym wie? – zapytał oschle.
-Nie. – burknął Dredziarz opierając się łokciami o barierkę. Czarnowłosy westchnął głośno. Przystawił jedną dłoń do czoła głośno wypuszczając następną porcje powietrza.
Obaj bracia nie wiedzieli, że są uważnie obserwowani przez parę bystrych tęczówek i to już od dłuższego czasu.
***
Weszła do kuchni z dość nie wyraźną miną. Podeszła do okna otwierając je na oścież by rześkie, poranne powietrze mogło się wedrzeć do środka. Po tym, co wczoraj usłyszała nie mogła zasnąć przez praktycznie całą noc. Była wykończona. Przez cały czas analizowała każdą chwile spędzoną z Tomem. Czy to, aby ona nie prowokowała go nieświadomie? Czy to, aby nie ona jest winna zaistniałej sytuacji? Miała tyle wątpliwości.
Stanęła koło Billa wpatrując się tępo w jakiś punkt na ścianie. Ten odłożywszy swoją grzankę na talerz i pociągnął dziewczynę na swoje kolana. Spojrzał w jej smutne oczy i pocałował w czubek nosa.
-Kochanie coś się stało? – zmartwionym wzrokiem wpatrywał się w nią.
Podniósł dłoń i odgarnął z jej policzka niesforne kosmyki brązowych loków. Sam nie wyglądał lepiej. Podpuchnięte oczy, włosy w totalnym nieładzie. Widać było, że on też nie mógł spać. Dziewczyna spojrzał mu w oczy i bez słowa przytuliła się do niego mocno. Chłopak delikatnie pogładził ją dłońmi po plecach. Nie wiedział, o co jej chodzi, ale teraz to było mało ważne.
-Wszystko będzie ok. – szepnął jej do ucha i delikatnie pocałował ją w szyję.
Odchyliła głowę by dać mu lepszy dostęp, gdy do kuchni wszedł Tom. Angela od razu odskoczyła od Billa.
Dziwne, poczuła się jakby robiła coś złego. Dredziarz obojętnym pustym wzrokiem spojrzał na parę i wyszedł z pomieszczenia. Dziewczyna bez większego zastanowienia ruszyła za nim.
-Tom! Musimy pogadać.
Spojrzał na nią i tylko kiwną głową.
***
Już od dłuższego czasu szli w milczeniu oglądając piękną okolicę.
-Tom, chyba musimy pogadać. – jej mina była niewyraźna, co go bardzo zaniepokoiło – Słyszałam wszystko… - chłopak lekko zdziwiony spojrzał na nią z ukosa -…to, co mówiłeś w nocy.- westchnęła głośno robiąc krótką pauzę - Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? – nagle stanęła naprzeciwko niego i próbowała pochwycić jego spojrzenie, ale ten za każdym razem odwracał wzrok.
-A, co by to zmieniło? Wiem, co czujesz do Billa i jestem pewien, że to się nigdy nie zmieni. – wzruszył ramionami udając zupełną obojętność.
Czuł się dziwnie. Chciał być na nią zły. Oczekiwał, że właśnie ta złość i pstryknięcie palcami wystarczy żeby się odkochać? Głupiec.
Tym razem to ona spuściła wzrok, bo co niby miała mu odpowiedzieć. Doskonale wiedziała jak on się teraz czuje. Sama to przerabiała zaledwie kilka dni temu z tym, że ona zawsze mogła na nim polegać. Kochała go ja brata, jak najlepszego przyjaciela, ale nic więcej. Nie chciała żeby cierpiał, tak jak ona. Tak bardzo chciała mu tego zaoszczędzić.
-Tom… ja… nie wiedziałam. Ja… nawet nie przypuszczałam. – podniosła wzrok z załzawionymi oczami -Przepraszam – wyszeptała.
Chłopak oderwał wzrok od szumiącego, górskiego potoku przenosząc go na twarz stojącej przed nim dziewczyny.
-Nie chcę żebyś przeze mnie cierpiał. – wyszeptała.
Głos jej drżał.
Poczuł się winny, to przez niego była bliska płaczu. Bez słowa podszedł i objął ja mocno.
-Nie mówiłem, bo wiedziałem, że to się właśnie tak skończy. – wyszeptał opierając brodę na jej głowie – Nie chciałem niszczyć naszej przyjaźni. Ona jest ważniejsza od tego mojego głupiego uczucia.
-Wcale nie głupiego – zachlipała po cichu.
Przełożył jedną dłoń z jej pleców na włosy delikatnie je gładząc.
-Tom? – szepnęła powoli odsuwając twarz od jego obszernej koszulki – Co teraz będzie? – poparzyła z przestrachem w jego ciepłe brązowe tęczówki, tak podobna do Billa a za razem tak różne.
-Wszystko po staremu. – uśmiechnął się lekko - Nie będę rywalizował z Billem o twoje uczucie, bo wiem, że przegrałbym już na starcie tracąc brata i ciebie. A tego bym nie chciał najbardziej na świecie.
-Ale Tom… - zaczęła.
-Nic nie mów – przerwał jej – Znasz mnie, nie długo mi przejdzie i wszystko będzie jak dawniej – uśmiechną się pokrzepiająco- Wracamy?
Kiwnęła głową.
Wszystko będzie jak dawniej? Nie byłabym tego taka pewna. Wierzył w to? Czy próbował wmówić?
***
Weszła do łazienki i zrzuciła z siebie ubranie. Następnie podeszła do dużej, białej wanny i napuściła do niej gorącej wody. Dolała płynu do kąpieli i przysiadła na brzegu wanny obserwując jak tworzy się biała, lekko mieniąca się piana. Po niedługiej chwili wskoczyła do gorącej wody i relaksował się ślicznym zapachem gorzkiej czekolady.
-Cholera! Zapomniałam ręcznika! – krzyknęła na siebie wychodzą z wanny i rozglądając się po pomieszczeniu. Na wieszaku obok drzwi wisiał jedynie ręcznik Billa. Był dość krótki, ale zakrywał to, co najważniejsze.
-Dobrze, że on wszędzie zostawia po sobie rzeczy. A już w szczególności ręczniki. – zaśmiała się pod nosem wycierając swoje zgrabne ciało granatowym, puszystym kawałkiem materiału. Tak ładnie pachniał jego wodą kolońską.
„-A właśnie, Bill. Czy spodobałabym mu się właśnie taka - prawie naga, owinięta jedynie w ręcznik?”
Po jej ciele przeszły dreszcze na samą myśl o tym. Potrząsnęła nieznacznie głową chcą wyrzucić tą myśl.
„- O czym ty myślisz!” – skarciła się w duchu.
Wysuszyła włosy i nasmarowała ciało balsamem miodowo - czekoladowym. Przysiadła na wannie delektując się jego słodkim zapachem czekała aż wchłonie się w jej ciało. Spojrzała w lustro wiszące naprzeciwko, nad niedużą umywalką. Zobaczyła w nim roziskrzone oczy szczęśliwej dziewczyny i lekko zadarty nosek, który dodawały jej obliczu niesamowitego uroku. Ze związanego niedbale kucyka wystawało kilka pasm włosów. Już od dawna nie widziała siebie takiej.
Nagle ciszę panującą w pomieszczeniu zakłóciło wtargnięcie czarnowłosego chłopaka.
-Uuu! Wiedzę, że nieźle trafiłem! – uśmiechnął się chytrze, a wręcz szatańsko jednocześnie zamykając drzwi do łazienki na klucz.
Oszołomiona Brązowłosa stała jak wryta, nie wiedząc, co ma zrobić. Dopiero po chwili zdołała wykrztusić z siebie słowa.
-Bill? Czy ty do reszty zwariowałeś?! A tak w ogóle to, co ty tutaj robisz?! I… jak tu w ogóle wszedłeś?!
-Na, które pytanie mam odpowiedzieć najpierw? – uśmiechnął się cwaniacko – No wiec, odpowiadając po kolei; Nie, nie zwariowałem, jeszcze nie. Chociaż tak patrząc na ciebie to można by. – lekko przymrużył oczy wpatrując się w zgrabną sylwetkę dziewczyny - Po drugie – zaakcentował – przyszedłem umyć ręce, a po trzecie i ostatnie wszedłem tu drzwiami, bo zapomniałaś się zamknąć. – powiedział uśmiechając się słodko.
„-No tak, cholera!” – zaklęła w myślach.
-Ciesz się, że nie wpadłem tu kilkanaście minut wcześniej, bo widzę, że mogło być ciekawie – uśmiechnął się chytrze kolejny raz mierząc dziewczynę pożądliwym wzrokiem – A mówiłem ci już, że sexi wyglądasz w moim ręczniku? – chłopak powoli zbliżał się do dziewczyny z szatańskim uśmieszkiem na jego pełnych ustach. Oczy niebezpiecznie mu się iskrzyły.
-Biiiill! – pisnęła – Ty wstrętny świntuchu! – zaśmiała się pod nosem - Co ci chodzi po tej twojej rozczochranej łepetynie?! – nie wiedziała czy ma się śmiać się czy też płakać.
-Zobaczysz… - szepnął, ponieważ stał już bardzo blisko niej – Chciałbym cię skosztować – delikatnie przygryzł płatek jej ucha.
-Że, co? – szeroko otworzyła oczy.
-No, twoją skórę – poprawił się – Bo strasznie słodko pachniesz. Jestem ciekaw czy tak samo smakujesz… – wyszczerzył zęby spoglądając na nią z ukosa.
-Ani mi się waż! – krzyknęła, jednak było już za późno. Chłopak pochylając się nad nią i delikatnie, koniuszkiem języka przejechał po jej nagim ramieniu. W jednej chwili jej ciało przeszył przyjemny dreszcz podniecenia. Jego gorące usta przeniosły się na szyje, delikatnie kąsając ją zębami. Czuła się cudownie, ale cały czas bała się, że ten przeklęty ręcznik z niej spadnie albo, co gorsza on zechce go z niej zdjąć. Widziała jednak, że on nie zrobi nic wbrew jej woli.
Chłopak delikatnie, jedną ręką objął ją w pasie podciągając w górę, by wstała. Powoli torował sobie drogę do jej ust, gdy wreszcie dotarł do nich językiem rozchylił jej czerwone wargi. Dłońmi przejechał po całej długości wilgotnego ręcznika zatrzymując się chwilę na pośladkach Brązowłosej. Powoli odsunął się od dziewczyny by móc napawać się tym cudownym widokiem. Była dla niego taka piękna. Tylko jego. Była taka subtelna.
Ta subtelność była dla niego czymś wyjątkowym.
Spojrzał na wyłaniające się spod opadającego ręcznika krągłe piersi. Dziewczyna zaklęła w duchu. Speszyło ją to bardzo. Zerknęła na niego niepewnie. Spostrzegła jak jego oczy pociemniały nagle, jak cały zesztywniał i głęboko nabrał powietrza. Pospiesznie zakryła dłońmi piersi i odwróciła twarz, by nie patrzeć mu w oczy. Czarnowłosy dotknął opuszczkami palców jej dłoni i delikatnym, powolnym ruchem zsunął je z jej krągłości splatając je w uścisku. Spojrzał uspakajając w jej oczy i szepnął:
-Jesteś piękna, chcę na ciebie patrzeć i zapamiętać tę chwilę na zawsze.
-Bill, zawstydzasz mnie. – odparła starając się wyślizgnąć dłonie.
Chłopak nie reagował na jej protesty. Wiedział, że nie jest w stanie zrobić jej krzywdę, że nie zrobi niczego, czego ona sama nie będzie pragnęła. Kochał ja i chciał jedynie jej szczęścia, uśmiechu, jej spełnienia. Pochylił głowę i złożył delikatny, a zarazem pełen namiętności pocałunek tuż nad jej lewą piersią. Dziewczyna wstrzymała powietrze. Jeszcze nikt nie wzbudził w niej takich uczuć, jeszcze nikomu nie pozwoliła być tak blisko. Ufała mu i była pewna, że w odpowiednim momencie się zatrzyma. Dreszcze rozeszły się po jej ciele, gdy poczuła na rozgrzanej skórze jego język. Pisnęła, gdy poczuła na swojej piersi jego srebrną kuleczkę. Zdawała sobie jednak sprawę, że gdy nie przystopuje tej niewinnej jeszcze zabawy, to sprawy potoczą się zbyt szybko, jak dla niej.
-Bill… – jęknęła cicho.
-Tak, Aniołku…? - oderwał usta od niej i spojrzał w oczy.
-Jeszcze za wcześnie… - wytłumaczyła mu.
-Rozumiem – odparł i odsunął się od niej.
Cały był rozpalony pożądaniem. Tak, pożądaniem. Mimo tak młodego wieku, dobrze wiedział, że chce pieścić i kochać ją, tak jak jeszcze nikt. Nie miał jednak wątpliwości, że miłość do niej była ważniejsza od zaspokojenia swojego ciała. Wziął do ręki jej zsunięty do pasa ręcznik i ku zdziwieniu dziewczyny zaczął ją nim okrywać. Opierała się początkowo. Wstydziła się Billa. Mimo, że nie chcieli mieć przed sobą tajemnic czuła się skrępowana i zażenowana tą sytuacją. Może nie powinna dać mu się całować i pieścił. To było dla niej zbyt wcześnie. Tysiące takich myśli krążyły po jej głowie.
-Poczekam na zewnątrz, a potem zaniosę moja księżniczkę do łóżka. – uśmiechnął się i wyszedł z łazienki.
Po chwili dziewczyna stała przed nim gotowa do snu. Do snu, w którym na pewno będzie gościł również on.


Jeśli ktoś chce być powiadamiany o nowych notkach to proszę o pozostawienie swojego numeru gg lub odezwanie się do mnie na 569650. W inny sposób nie powiadamiam.

Czytający a nie komentujący powinien czuć się jak złodziej
kradnący kawałek mojej duszy...



Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th


Black Angel

Twoja opinia: komentarze [33]


24. Zakochani
Data: środa, 16 maja 2007
Czas: 16:21:22
Komentarze: 35
Treść: Przepraszam za tak długą nieobecność, mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Dzięki za tyle komentarzy, jesteście naprawdę wspaniali. Cieszy mnie, że czytacie i zależy Wam na tym opowiadaniu. Za to też dziękuję.
Dzisiaj już nie przedłużam i zapraszam do czytania i komentowania :)

EDIT (29.05.2007)
Jak widać zmieniłam szablon, ale tylko na najbliższy czas. A notki możecie spodziewać sie w najbliższym czasie. ;)

Ostatni raz z ogromną czułością musnął jej dolna wargę. Szybko, lubieżnie oblizał swoje wargi chcąc delektować się smakiem jej ust. Patrząc na ten niewinny gest w jednej chwili zapłonął w niej jakiś nieznany ogień. Czuła niedosyt, chciała więcej i więcej.
Stała się zachłanna? Zachłanna na jego dotyk, jego pieszczoty?
A nawet gdyby, to, co?
To chyba nie przestępstwo.
Oboje upojeni szczęściem, wypełnieni nim po brzegi, krańce możliwości wpatrywali się sobie w oczy, z których emanowała euforia i bezgraniczne szczęście. Wreszcie byli razem, wreszcie mieli siebie.
Chłopak pochylił się nad jej wargami. Czuła na nich mrowienie i jego ciepły oddech.
-Kocham Cię – wyszeptał uśmiechając się lekko na to jak jej oblicze wprost promienieje podczas wypowiadania tych słów.
Jej oczy tak ślicznie błyszczały w blasku przecinających niebo błyskawic. Jaskinia, a właściwie grota była niewielka. Na całej jej długości rozciągał się wydrążone w skale wejście. Zaledwie kilka metrów dzielił ich od moknięcia w ulewie. Deszcz zacinał z taką samą siłą, co na początku. Zaczynało się już ściemniać, co nie wróżyło nic dobrego.
-Ja ciebie też. – wyszeptała głaszcząc go zmarzniętą dłonią po policzku.
Chłopak pochwycił jej rękę.
-Zimno ci? – zapytał troskliwie.
-Nie - mruknęła wtulając się w jego tors – Teraz już nie.
Czarnowłosy mocniej otulił ramionami swoją ukochaną. Oparł brodę na jej głowie wplatając szczupłe, długie palce w jej lekko kręcące się pukle. Po głowie krążyło mu tysiące myśli. Jak teraz, po wypowiedzeniu tych dwóch magicznych słów będzie wyglądać jego życie? Bawił się końcówkami jej włosów przeplatając je między palcami.
Brązowłosa po raz pierwszy od tak dawna wreszcie czuła się bezpiecznie w ramionach ukochanego. Była przekonana, że dałaby rade każdym przeciwnościom losu. Ale w tej chwili wsłuchiwała się w kojące dla swoich zmysłów bicie jego serca. W tym momencie nie było niczego poza nimi. Zakochanymi.
-Możesz to jeszcze raz powtórzyć? – szepnęła po chwili mącąc cisze panująca w około zakłócającą zaledwie przez dudniący deszcz i świst wiatru.
-Co? – wyrwała go z zamyślenia.
-Powiedzieć, że mnie kochasz.
-Jasne. – uśmiechnął się pod nosem - Kocham cię najbardziej na świecie i już nigdy nic ani nikt nas nie rozdzieli. Nie pozwolę na to. Zawsze będę cię kochał, aż to ostatniego tchnienia. – szepnął wprost to jej ucha. Jej ciało przeszedł dreszcz. Jego szept działał na nią kojąco a zarazem rozniecał w niej nieznane dotąd uczucia.
-Obiecujesz?
-Tak Słoneczko. Obiecuje. - delikatnie ucałował czubek jej głowy.
-To dobrze. – mruknęła na w półsennie – Bo nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
Chłopak pogłaskał ją po głowie następnie przeniósł ręce na jej plecy powoli je gładząc. Nie zwracał większej uwagi na to, że jego dłonie są skostniałe i lekko sine.
Miłość rozgrzewa?
Może nie ciało, ale na pewno duszę.
-Słodkich snów księżniczko – szepnął jej na ucho opierając policzek na jej głowie.
***
Przyroda dopiero, co budził się do życia, czekając na pierwszy blask jutrzenki. Na niebie po wieczornej ulewie nie było ani śladu żadnych nawet najmniejszych obłoków. Nabierało ono odcienia jasnoniebieskiego. Poranna rosa mieszała się z kryształowymi kroplami wczorajszego deszczu. Srebrzysta mgła jeszcze unosiła się wysoko by z każdą chwilą opaść i podzielić swój codzienny los. Zniknąć tak jakby jej nigdy nie było.
Chłodne, rześkie powietrze delikatnie chłostało po twarzach parę śpiących nastolatków.
Brązowłosa już od dłuższej chwili nie spała. Jednak nie otwierała oczu trwając w bezruchu, w ramionach ukochanego. Rozkoszowała się zapachem świeżej mięty należącym do jej ukochanego. Powoli otworzyła oczy by upewnić, się, że to, co wczoraj się stało nie przyśniło jej się. Delikatnie uniosła głowę. Szyja strasznie ją bolała, cała ścierpła. Powoli wyprostowała nogi. Ostrożnie odwróciła głowę do tyłu, w kierunku obejmującego ją Billa. Chłopak miał odchyloną głowę to tyłu i lekko rozwarte usta. Miała wielką ochotę go pocałować, ale wtedy na pewno by się obudził. Godzina była zapewne dość wczesna sądząc po tym, że na zewnątrz było jeszcze szaro. Powoli zdjęła z siebie ręce Czarnowłosego i wstała by się porządnie rozciągnąć. Ziewnęła przeciągle, spojrzała ostatni raz na śpiącego chłopaka i wyszła z groty. Na zewnątrz było jeszcze chłodniej niż w środku. Obciągnęła rękawy bluzy i skierowała swoje kroki na wprost dużego kamienia, na którym przysiadła. Odetchnęła głęboko świeżym, górskim powietrzem, które pachniało wczorajszym deszczem i jodłą. Rozejrzała się do dokoła, tak dawno tu nie była. Gdzieś w dole las spowity poranną mgłą, góry, dzika natura. Doskonale się tu czuła. Rozkoszowała się widokiem bardzo wczesnego poranka.
Zawsze uwielbiała oglądać wschody słońca, a teraz, już za kilka chwil będzie mieć okazję. Znowu ziewnęła zakrywając dłońmi usta. Z za horyzontu, który pokrywały góry zaczynały wygląd pierwsze promienie słoneczne. Nagle poczuła na swoim policzku czyjeś ciepłe usta i ręce oplatające ją w pasie.
-Jak się spało księżniczko? – jego ciepły oddech omiótł fragment jej policzka i ucho.
Uśmiechnęła się pod nosem.
-Chyba lepiej niż tobie. Ja miałam się, w kogo wtulić – zwróciła do niego głowę i przymykając powieki złożyła pocałunek na jego lekko sinych ustach.
-Kocham cię – powiedziała śmiejąc się.
Szczęście wprost promieniowało z niej, nie mogła nad nim zapanować. Chciała skakać z radości. Wykrzyczeć światu, jak bardzo się cieszy.
-Ja ciebie też – po raz kolejny musnął jej wargi.
-Mmm, jesteś bardzo smaczny, ale musimy się już zbierać, jeszcze kawałek drogi przed nami. – zaśmiała się dziewczyna podrywając się z miejsca.
-Musimy? – mruknął - Tu jest pięknie. A tak w ogóle to skąd wiedziałaś, że będziemy się tu mogli schronić?
-To długo historia kiedyś ci ją opowiem. – uśmiechnęła się i weszła do groty po swój plecak.
Chłopak podążył w jej ślady.
***
Wrócili na szlak, maszerowali już ponad godzinę rozmawiając na jakieś luźne tematy. Bill był już zmęczony
-Odpocznijmy! – sapnął opadając na pobliski kamień.
-O widzę, że kondychy brak. - zaśmiała się w głos.
-Tak, tak. Śmiej się śmiej. – zmrużył złowieszczo oczy.
-No dobra, ale nie długo. Posuń się.
-Możesz na kolana. – wyszczerzył zęby klepiąc dłońmi o swoje nogi.
-Oj, ja jestem ciężka. Połamię cię. – zaśmiał się cały czas stojąc naprzeciw niego.
Chłopak nie wiele myśląc pociągną ją za nadgarstek sadzając na kolanach.
-Eee, jakoś przeżyje – zaśmiał się w głos.
-No wiesz ty, co?! – popatrzyła na chłopaka z oburzeniem.
-Kotku, nie obrażaj się. Żartowałem.
-Focham się na ciebie. – zrobiła usta w dzióbek.
-Oj daj spokój. – jęknął wpatrując się przed siebie na skały wyłaniającą się z chmur.
Kształt góry coś mu przypominał. Gdzieś go już widział. Lekko przymrużył oczy.
-Angie, co to za góra? – wskazał ręka przed siebie.
-To?- spojrzała we wskazanym jej kierunku – To Giewont. To góra z krzyżem, którą wiać z naszych okiem.
-No tak! - olśniło go - Ale ona jest jakaś taka inna z bliska – lekko przechylił głowę.
Dziewczyna zaśmiała się pod nosem.
-Bo my jesteśmy z drugiej strony.
Chłopak otworzył ze zdziwienia usta.
-Serio?
-Serio, serio – uśmiechnęła się – A wiesz, jest legenda, że w jaskini w skałach Giewontu śpią rycerze polskiego króla Bolesława Śmiałego, a według innych wierzeń gdzieś tam – skinęła głową w kierunku skalistej ściany – ukryte są bogactwa strzeżone przez okrutnego mnicha.
-No to może zbierajmy się stąd. - zaśmiał się Bill.
-No to chodźmy – przytaknęła podnosząc się w jego kolan.
Mgła powoli ustępowała z każdą chwilą ukazując coraz więcej szczytów znajdujących się wokoło. Widoki rozpościerające się przed nimi były imponujące. Takie mało rzeczywiste i zupełnie nie osiągalne. Zdawało się, że wyciągniesz dłoń i złapiesz chmurę. Nic bardziej mylnego. To iluzja… Nic rzeczywistego…
***
-Jeszcze ich nie ma? – spytał Tom wchodząc do kuchni.
Ziewną głośno i usiadł koło Gustava tępo wpatrującego się w swoja parującą kawę.
Georg zerknął w kierunku Toma. Nie rozumiał go czasami. Jego brat nie wrócił na noc, a on najspokojniej na świecie pyta się czy jeszcze ich nie ma. Z nim rozumiał się lepiej niż z Billem. Mieli całkiem podobne poglądy, choć nie zawsze się ze sobą zgadzali. Wiedział, jak Tom kocha swojego brata no i jak zależy mu na Angeli. Ten jego spokój był jakiś niepokojący.
- Jeszcze nie.
-No to ciekawe gdzie tak zabalowali. – zaśmiał się.
Czyżby sztucznie?
-Miejmy nadzieje, że nic się nie stało. Słyszeliście jak wczoraj grzmiało.
-No. Dobrze, że nie padało. – przytaknął Tom – Tak swoją drogą to zdziwiłbym się gdyby Bill zaciągnął Angelę do jakiegoś hoteliku i dlatego nie wrócili na noc. – złowieszczo zmrużył oczy wpatrując się przez okno.
-Ej Tom, nie pozwalaj sobie. Bill to nie ty, a Angie to nie jedna z łatwych lasek, z którymi ty spałeś. – bronił przyjaciół Gustav.
Wiedział że chyba troszkę przesadził można to było wywnioskować patrząc na nieodgadniony wyraz twarzy Dredziarza.
Tom nic nie odpowiedział, ale chyba przyznał kumplowi racje, przegiął. Cholerna zazdrość, co ona z człowiekiem robi.
„Ale między nimi nic nie ma. Chyba, że ten przygłup wreszcie wziął się w garść i coś z tym zrobił.” – pomyślał.
-Sorry, przesadziłem. – niepewnie spojrzał na blondyna.
-No, ale to rzeczywiście dziwne. Nawet nie zadzwonili i mają komórki powyłączane. Istna paranoja. Miejmy nadzieje, że nic im się w tych górach nie stało, bo tylko tego by brakowało.
-Szkoda, że pozwoliliśmy im iść samym. – Tom poprawił sobie jeansy
-Ej, ja chciałem iść! – oburzył się Gustav – Nie wiem, dlaczego wy nie chcieliście i mi zabroniliście!
-Oj Gusti, wcale ci nie zabroniliśmy, a tak w ogóle to ty już całkiem oślepłeś?
-Po pierwsze to nie mów do mnie Gusti! – żachnął się – Po drugie to nie jestem ślepy! To, że noszę okulary nie upoważnia was do drwin ze mnie! – wrzasnął wstając od stołu.
-Oj Gustav, nie obrażaj się. – westchnął Tom.
-My sobie wcale z ciebie nie drwimy! – dołączył się Georg – Nie widziałeś, że oni powinni wreszcie pobyć ze sobą sam na sam, bez żadnych świadków?
Nie usłyszeli żadnego odzewu.
Obaj chłopcy chcieli załagodzić spór. Gustav był znany z tego, że lubi się obrażać o byle, co.
Nie wiedzieli tylko jednego. Gustav, tak samo jak Angela uwielbiali wkręcać resztę. Tylko, że on nigdy się z tym nie zdradził. Wyborna zabawa czyż nie?
Blondyn mimo swej niepozorności był niezłym żartownisiem.
-Stary słyszysz nas? – odezwał się brunet trącając kumpla łokciem.
-Słyszę. – silił się na obojętny ton, panując nad drżącym głosem – Ale nie mam zamiaru wam odpowiadać.
-Daj spokój! Nie fochaj się. – Tom ukradkiem upił łyka nie ruszonej jeszcze przez blondyna kawy.
Ten w nieskończoność, albo, co najmniej przez jakąś godzinę mógłby tak męczyć przyjaciół, ale właśnie w tym momencie usłyszeli trzask zamykanych drzwi. Wszyscy, we trzej wyjrzeli do przedpokoju. Przed nimi stała para śmiejących się nastolatków trzymających się za ręce. Tom z wrażenia aż otworzył buzię. Georg razem z Gustavem wpatrywali się w Angelę i Billa z szeroko otwartymi oczami.
-No co tak patrzycie? – dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
-Wy…wy…wy?! – Zająknął się Gustav unosząc palec wskazując na stojąca parę.
-Jesteśmy razem. – odparł dumnie Bill obejmując ramieniem swoją ukochaną.
***
-Ej wybierzmy się do McDonalds’a! – krzyknęła Angela.
Obecnie leżała na kanapie i oglądała telewizję. Po krótkiej chwili z łazienki na dole wyłonił się Bill.
-Ja jestem za! Jestem głodny jak wilk! – wykrzyknął siadając na brzegu kanapy i całując ukochaną w czoło.
Po sekundzie z góry zbiegł Tom.
-Ja też! I Gustav i Georg też pewnie tak.
-A gdzie Zaki? – spytała dziewczyna – Nie wiedziałam go odkąd wróciliśmy.
-A ja wiem? – lekko skrzywił się Dredziarz.
-A ja wiem! – ktoś zaśmiał się – Tu!
Wszyscy zwrócili się w kierunku drzwi od salonu, w których stał nikt inni niż ochroniarz TH.
-No to się zbieramy!- zarządziła.
Wstała z kanapy, złapała dłoń Billa i pociągnęła go za sobą w kierunku drzwi.
***
-O, jaaa, ale byłam głodna- jęknęła nastolatka.
-Ja też – mruknął Bill sięgając po swojego waniliowego shake’a. Obserwująca go dziewczyna lekko się skrzywiła.
-Wiesz, co, ja na twoim miejscu nie piłabym tego. – skrzywiła się patrząc jak chłopak przystawia do ust słomkę.
-Czytałam gdzieś, że w Anglii do shake’ów dodawali… - przerwała uważnie spoglądając na chłopaków nie za bardzo zainteresowanych tematem. Jedynie Bill pociągając napój ze słomki zdawał się słuchać.
-Dodawali… - powtórzyła – …spermę.
Bill słysząc to prawie się udławił przełykanym napojem. Jego mina diametralnie się zmieniła.
-O fuuu! – pisnął wycierając usta w serwetkę
-Blee, Bill! Ty oblechu! Co ty pijesz?! – zaśmiał się Dredziarz.
-No, co?! Jak sam to zauważyłeś to ja to piję, a właściwie już wypiłem! - krzywił się chłopak. wystawiając języka na wierzch, na co Gustav, Georg i Angela wybuchli głośnym śmiechem.
-No wiesz…hahaha tak było w Angli… haha… nie w Polsce! Jest…hahaha, więc szansa…, że tobie…hahaha ta wątpliwa… przyjemność…hahahahaha się nie…haha przydarzyła. – wyjęczała pokładając się na stoliku. Nie mogła powstrzymać salw niekontrolowanego śmiechu.
Wszyscy ludzie siedzący przy pobliskich stolikach patrzyli na rozbawionych nastolatków. Nie zwrócili na to większej uwagi.
-Ale jak jednak coś tam dodali? – martwił się Czarnowłosy.
-No to w ciążę raczej nie zajdziesz! – stwierdził Gustav zaśmiewając się na całe gardło.
-Hahahaha… no z moim szanownym…hahaha braciszkiem to nigdy nic nie wiadomo! –zawtórował mu Tom.
-Taaa, bardzo zabawne – zironizował Billa – A ty będziesz ojcem – wystawiając język bratu.
-Taaaa, chciałbyś! – chłopak odgryzł się.
-No jasne! Wprost o tym marzę! – zironizował wokalista.
Tom chciał już coś powiedzieć, ale Bill go ubiegł.
-Lepiej zapchaj się frytkami! – syknął złowieszczo szatyn – I… daj łyka coli! – zdezorientowany nagłą zmianą nastroju brata Tom nie spostrzegł, że ten sięgnął po jego napój upijając z niego łyk.
-Czyś ty zgłupiał myśląc, że będę pić po tobie ty zaspermiony czubie?! – wrzasnął oburzony Dredziarz opierając się o oparcie metalowego krzesła.
-Co się drzesz? Stać cię to se kupisz nową colę. – brat wystawił mu język.
Tom zezłoszczony podniósł się z krzesła skrzypiąc przy tym niemiłosiernie.
-O jak idziesz to możesz i mi zamówić duże frytki. – oznajmił z uśmiechem na ustach Gustav.
-No a mi Big Mac’a – dodał Georg.
-O, a mi Sprite! Jeśli oczywiście możesz – uśmiechnęła się do niego.
-To se sami kupcie. – prychnął odchodząc od stolika, ale już po chwili wrócił z wszystkimi zamówieniami
-Znajcie moją dobroć patafiany. – odpowiedział dumnie z lekkim uśmiechem na pytające spojrzenia reszty.
***
-Wiesz, ta twoja bluzka jest nawet wygodniejsza od mojej piżamy i tak ładnie pachnie tobą. – stwierdziła Brązowłosa kładąc się do łóżka.
-A ja to bym cię wolał bez niej. – zamruczał.
-Ej! Erotomanie ty jeden! – zaśmiała się w głos czując na swoim ciele jego zimne palce. Nie przeszkadzało jej to zbytnio.
-Wam, facetom to tylko jedno w głowie – westchnęła z dezaprobatą.
-A, co ja na to poradzę, że tak na mnie działasz? – wyszeptał ocierając się ustami o płatek jej ucha.
-Najlepiej zapanuj nad sobą. – uśmiechnęła się pod nosem wyciągając jego dłoń z pod swojej koszulki.
-Chyba bardzo śpiący byłeś, co?
-No byłem, ale teraz mam ochotę na pewną piękną dziewczynę? – delikatnie musnął jej kark.
-To się będziesz musiał smakiem obejść. – uśmiechnęła się złośliwie, odwracając się do niego przodem.
W jego oczach dostrzegła iskierkę pożądania. Ok, są razem, ale dopiero od kilku godzin, to nie znaczy, że od razu mają iść ze sobą do łóżka. Posmutniała. Złożyła na jego ustach delikatny pocałunek i odwróciła się do niego plecami.
-Dobranoc. – mruknęła pod nosem gasząc nocna lampkę.
Wyraźnie zauważył, że coś jest nie tak. Przybliżył się do niej opierając brodę na jej ramieniu.
-Kotku? Chyba nie powiedziałem niczego złego? - szepnął składając na jej aksamitnej skórze pocałunek.
-Nie. – mruknęła
-Ja żartowałem przecież wiesz. Niczego od ciebie nie wymagam. Mam nadzieje, że tak nie pomyślałaś, co? Słoneczko?
-Nie. – odpowiedziała lakonicznie.
-W taki razie… Śpij dobrze księżniczko. – wyszeptał do jej ucha składając na nim delikatny pocałunek.
Powoli wstał z łóżka, nałożył jeansy i bluzkę leżące na krześle obok i po cichu wyszedł z pokoju.
***
„Cholera, ile można udawać” – przeklął w duchu uderzając pięścią o barierkę. Odetchnął głęboko zamykając przy tym oczy i licząc do dziesięciu. Musiał się uspokoić, zapanować nad sobą i swoimi emocjami. Samoistnie zacisnął dłonie na drewnianej balustradzie na wspomnienie tego jak Bill i Angela wpatrywali się sobie w oczy. To było wprost nie do zniesienia. A te czułe słówka, gesty. Mdliło go na samą myśl. Popadał ze skrajności w skrajność. Raz chciał krzyczeć, wyć z rozpaczy, a raz wszystko było mu kompletnie obojętne. Przecież sam namawiał Billa, żeby ten wyznał swoje uczucia Angeli. Dobrze widział, co ona do niego czuje. Zapewne zdawał sobie sprawę z tego jak wszystko się potoczy.
„-Któż by myślał, że Tom Kaulitz, niepoprawny flirciarz będzie kiedykolwiek zakochany to w jednej dziewczynie i to w dodatku bez wzajemności” – zaśmiał się gorzko pod nosem – „To śmieszne!”
Ale jakie prawdziwe.
„-To tak wygląda TA prawdziwa miłość? Jeśli tak to ja bardzo za taka dziękuję! – prychnął.
Nieszczęśliwą miłość można nazwać mianem prawdziwej?
Chłopak spojrzał w górę, na rozgwieżdżone niebo. Nie był typem romantyka, ta działka należała do Billa, ale nie był też nieczuły. Co prawda może nie lubił zbyt często wpatrywać się w gwiazdy, może szkoda było mu nocy na obserwowanie galaktyki, a może nawet go to nie urzekało? Teraz było inaczej. Zmienił się i to bardzo. Czasami sam siebie nie poznawał. To dobrze? Nie wiedział. Nie wiedział też czy dobrze czuje się z swoim „nowym ja”. Wpatrywanie się w niebo wzbudza do refleksji? Niektórych nie, a innych tak. On zaliczał się do tej drugiej grupy. Wreszcie miał czas przemyśleć swoje życie i to jak postępuje. Niedługo.
Przejmującą ciszę letniej nocy zakłóciło skrzypnięcie drzwi tarasu. Nie musiał się odwracać żeby wiedzieć, kto zaszczycił go swoją obecnością.
-Nie możesz spać? – spytał młodszy Kaulitz.
-Jak widać – odpowiedział przez zaciśnięte zęby.
Czarnowłosy stanął koło brata opierając się o poręcz. Nie chciał go teraz widzieć, tylko nie teraz. Nie był w stanie rozmawiać normalnie, bez zbędnych emocji, a już na pewno nie z nim.
-Mówię ci, ale ja jestem szczęśliwy. Ona jest cudowna… - powiedział spoglądając w gwiazdy.
„-To wiem”
-Nawet nie wiesz jak.
„-No nie wiem.”
-Ale byłem idiotą nie widząc tego, co ona do mnie czuje.
„To też wiem”
-Nawet nie wiesz, jaki jestem szczęśliwy – Bill na chwilę zerknął na brata upewniając się, że ten słucha.
„-To się ciesz póki możesz” – starszy Kaulitz spoglądał kątem oka na uśmiechniętego od ucha do ucha brata. Od niego wprost promieniało szczęście. Tak bardzo mu tego zazdrościł.


Jeśli ktoś chce być powiadamiany o nowych notkach to proszę o pozostawienie swojego numeru gg lub odezwanie się do mnie na 569650.

Czytający a nie komentujący powinien czuć się jak złodziej
kradnący kawałek mojej duszy...



Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th


Black Angel

Twoja opinia: komentarze [35]


23.Marzenia się spełniają...
Data: piątek, 27 kwietnia 2007
Czas: 16:43:00
Komentarze: 51
Treść: Bardzo Wam dziękuję za wszystkie komentarze i życzenie mi powodzenia na egzaminach. :)
Wiecie, głupio mi się przyznać, ale miała taki czas w ciągu tych dwóch tygodni, kiedy chciałam usunąć to opowiadanie i skończyć z pisaniem, zerwać wszelkie kontakty, po prostu zniknąć jako Black Angel.
Ale, na szczęście (chyba) podjęłam decyzję, że nie mogę tak po prostu usunąć tego, bloga i tą historię, to byłoby nie fair w stosunku do Was, moich, kochanych czytelników, którzy poświęcacie swój czas na czytanie tego.
Dziękuje Wam za to!
Jesteście naprawdę kochani! Notkę dedykuje wszystkim stałym czytelnikom!!!

A mam jeszcze APEL! Mój blog nie jest do reklamowania się!!! Jeśli sama nie proszę o powiadomienie mnie o nowej notce to nie życzę sobie tego typu komentarzy. A jeśli już bardzo musisz się reklamować to poświęcić, choć chwilę i przeczytaj oraz skomentuj notkę. W innym przypadku, tego typu komentarze będą USUWANE!!!

Dobra koniec orędzia! Czytać i komentować! :D



-Tak, słucham. – Czarnowłosy przycisnął zieloną słuchawkę przykładając telefon do ucha.
-Bill, misiu! Dlaczego się nie odzywasz? Mieliśmy dzwonić do siebie codziennie, a ty nic! Twoja Ninka powinna się chyba obrazić!
-Nina, przepraszam. Ale…ale jakoś tak wyszło. – powiedział na jednym wydechu.
Oki, niech ci będzie! – zaśmiała się do słuchawki – A co robisz kochanie?
-Yyy…No gadam z tobą. – usłyszał śmiech w słuchawce.
-No tak, ale co po za tym? – dociekała.
-A tak po za tym to nic ciekawego.
-A gdzie jesteś? – padło pytanie, którego się najbardziej obawiał.
Przez chwile zamarł w bezruchu.
Powiedzieć czy nie?
Powiedzieć.
I tak prędzej czy później by się wydało.
-Yyy… w Polsce. Przyjechaliśmy tu na wakacje, razem z Angelą. Jesteśmy w takiej miejscowości w górach, ale nie pamiętam jak się nazywa.
-Znając Angie i górską miejscowość to zapewne jest to Zakopane.
-O! Właśnie tak!
-Ona chyba naprawdę jest uzależniona od adrenaliny. Jak mnie w tamtym roku zabrała… – Pamiętasz? Nie widzieliśmy się przez 2 tygodnie, na taką „wycieczkę” to ledwo, co z niej wróciłam! Straciłam 4 tipsy i miałam obtarte stopy do krwi. Myślałam, że umrę! Nie daj jej się nigdzie wyprowadzić. – zaśmiała się do słuchawki.
„Boże, co za kretynka! Angela na pewno nigdy nie przejęłaby się połamanymi tipsami. O jaaa! Gdzie ja do tej pory miałem rozum?” – wytykał sobie w myślach
-Bill! Bill! Jesteś tam?! Słuchasz mnie w ogóle?!
-Co? Aaa, tak słucham.
-No to chętnie bym do ciebie przyjechała…
„O nie tylko nie to!”
-…ale niedługo wyjeżdżam z rodzicami na Wyspy Kanaryjskie. Sam rozumiesz?
-Tak, jasne. – westchnął.
Z ulgą?
-Musze już kończyć. Papapapa całuje cię kochany! Muuua!
-Tak, pa.
***
Godzina była już zapewne bardzo późna. W całym domu królowała cisza i mrok. Pełnia była zjawiskowa, jej blask wkradał się do pokoju przez nie zasłonięte żaluzje w oknach. Pocięte pasma padały wprost na jej śliczną buzię. Rozsypane włosy tworzyły swego rodzaju aureole wokół głowy.
Czarnowłosy chłopak leżał z głową podpartą na dłoni przyglądając się śpiącej obok dziewczynie. Nie mógł oderwać od niej oczu, w końcu teraz bezkarnie mógł napawać się jej widokiem. Bez żadnych konsekwencji. Gdy śpi wygląda niczym Anioł, który zstąpił z nieba by uratować, choć jedną duszę przed piekielną czeluścią. Lekko uśmiechała się przez sen. Widocznie coś przyjemnego jej się śniło. Cudowny widok.
Teraz już tylko zostało mu z nią porozmawiać. Wyjaśnić, co czuje.
„To nie będzie takie proste” – westchnął po cichu przenosząc wzrok na widok za oknem.
Nagle dziewczyna gwałtownie się poruszyła. Na jej twarz wypłynął grymas, śmiesznie zmarszczyła czoło. Chłopak powoli uniósł dłoń i przyłożył do jej policzka. Delikatnie i dość niepewnie go głaszcząc. Momentalnie jej twarz się rozpogodziła, a na usta wypełzł błogi uśmiech.
-Śpij dobrze księżniczko – pochylił się nad nią i delikatnie musnął jej czoło. Ostrożnie zsunął się na poduszkę obok. Angela przekręciła się do niego plecami.
„A gdyby tak…?” – pewna myśl przemknęła mu przez głowę.
Wsunął dłoń pod kołdrę. Niepewnie dotknął jej nagiego brzucha. Delikatnie przejechał opuszkiem palców po jej jedwabiście gładkiej skórze.
„Bill!” – warknął na siebie w myślach za „kosmate myśli”, które przez chwilę nawiedziły jego głowę - „Hamuj swoje zwierzęce instynkty!”.
Ostrożnie, bez zbędnego pośpiechu sięgnął po bluzkę, która jej się podwinęła, powoli zakrywając nią jej ciało. Chwytając ja w pasie delikatnie przysunął ją do siebie wtulając głowę w jej szyje i włosy. Pachniały tak rozkosznie. Czuł się cudownie trzymając w ramionach tą kruchą istotkę, która obdarzył niezwykłym uczuciem.
***
Promienie słoneczne wprost padające na jej twarz przebudziły ją z jakiegoś pięknego snu, którego nie mogła sobie za nic przypomnieć. Powoli otworzyła oczy, przecierając je uprzednio dłonią. Czuła się jakoś tak dziwnie bezpieczna. Powoli ruszyła się na łóżku w celu podniesienia z się z niego, ale ręka śpiącego obok chłopaka mocno obejmowała ją w pasie, nie dając żadnego pola manewru. Gdy ta chciał mu się jakoś wyślizgnąć on jeszcze mocniej zacisnął uścisk mrucząc coś niezrozumiale pod nosem.
-Bill. – szepnęła chcą zdjąć jego prawą rękę ze swoje ciała.
Po nieudanych próbach bezwładnie opadła na poduszkę. Przewracając się na plecy zwróciła głowę w kierunku Czarnowłosego. Widok był naprawdę rozczulający. Delikatnie, tak by go nie obudzić odgarnęła niesforne kosmyki opadające mu na nos. Jej wzrok na chwile zatrzymał się na lekko rozchylonych, spierzchniętych wargach chłopaka. Miała nieodpartą pokusę zasmakować jego ust. Tak strasznie ją kusiły. Szybko, żeby nie dać się ponieść, przeniosła wzrok na jego zamknięte powieki.
„Dlaczego właśnie on?”– przeszło jej przez myśl - „Dlaczego nie Tom? Nie żaden inny, tylko właśnie on?”
Uśmiechnęła się pod nosem na samo wspomnienie wczorajszego wieczoru. Wtedy, gdy głęboko patrzyli sobie w oczy. To mrowienie gdzieś na dni żołądka.
Czy on mógł czuć do niej coś więcej? Czy z premedytacją igrał z ogniem, który płoną w niej już od bardzo dawna? Jeśli tak, to niech uważa, bo bardzo łatwo jest się poparzyć.
Mogłaby toczyć ze sobą dalsze spory, gdyby nie poczuła na sobie spojrzenia, które wprost paliło, rozgrzewało do czerwoności wszystkie wnętrzności.
Zwróciła spojrzenie na brązowe, ledwo przytomne tęczówki młodszego Kaulitza. Uśmiechnęła się leciutko pod nosem.
-Co tak patrzysz? – spytała.
Chłopak wpółprzytomny pokiwał przecząco głową opierając dłoń na czole. Następnie zjechał nią na posklejane snem oczy.
-A mógłbyś mnie puścić?
Bill oderwał rękę od twarzy i popatrzył na nią zdziwiony. Dopiero po chwili dotarł do niego sens słów wypowiedzianych przez dziewczynę.
Speszył się? Tak, ale już po chwili na jego ustach wypełzł chytry uśmieszek.
-A jak cię nie puszczę? – wychrypiał uśmiechając się cwaniacko.
Był już rozbudzony i co najgorsze, dla Angeli, humorek dopisywał mu już od rana.
-Pomyślmy… - zrobiła teatralną minę – Chyba jednak lepiej ci w czarnym cieniu niż w fiolecie – zironizowała siląc się na lodowaty ton głosu.
Czarnowłosy spuścił wzrok puszczając dziewczynę, która od razu wstała i zniknęła za drzwiami łazienki.
-No i pięknie! – mruknął pod nosem.
***
Czarny, nie rzucający się w oczy van mknął przez wąskie uliczki górskiej miejscowości. Cisza panująca w busie była aż męcząca. Brązowłosa, siedząca z przodu koło Zakiego, kierowała, jak ma jechać.
Nawet Tom, który zawsze ma dużo do powiedzenia nie odzywał się. Może udzielił mu się nastrój bliźniaka, który był tak samo małomówny i zamyślony. Bill beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w mały park, który mijali.
„Czyli jednak jest inaczej niż mówił Tom” – przeszło mu przez głowę.
-No już jesteśmy, ale chyba damy sobie spokój – powiedziała niepewnie.
-Dlaczego? – ożywił się Tom.
Wstał ze swojego miejsca i oparł się o przednie siedzenie, na którym siedziała dziewczyna.
-Dlatego – wskazała ręką ogromną kolejkę wijącą się na schodach przed wejściem do kas.
Kasprowy Wierch, chyba najbardziej oblegane miejsce w okolicy. Cóż, to wilka frajda przejechać się kolejką linową wybudowaną w 1935 roku.
Dredziarz widząc te tłumi skrzywił się.
-No chyba rzeczywiście.
-No wiecie, jakbyście się tak nie grzebali to przyjechalibyśmy wcześniej, kiedy kolejka byłaby mniejsza.
-Oj nie bądź maruda – chłopak pogroził jej palcem, a następnie się głośno zaśmiał.
Zbulwersowana brunetka popukała go palcem wskazującym w czoło.
-Ej no! – oburzył się.
-Cicho! Siadaj! – wystawił mu język popychając lekko – To, co robimy? Bo jeśli chcieć stać w tej kolejce to, to będzie jakieś 5 godzin.
-Eee, to się nie opłaca – narzekał Georg.
-Ale widoki są naprawdę tego warte – zachęcała.
Patrząc na miny chłopaków powstrzymywała się żeby nie parskną śmiechem. Bill wpatrzony w okno nie zwracał na nic uwagi, Gustav wzruszał ramionami, Georg krzywił się w śmieszny sposób, a Tom był wpatrzony w jakieś dziewczyny stojące na chodniku zaraz koło samochodu.
-To jak robimy?! – krzyknęła lekko poirytowana ta niesubordynacją, aż Czarnowłosy podskoczył na swoim siedzeniu, co rozśmieszyło pozostałych. On natomiast został w brutalny sposób przywrócony do rzeczywistości.
-Zawsze możemy iść na piechotę – wyszczerzył się chytrze.
-Tam, w górę? – Tom wskazał palcem na dach.
-No nie, tam nie. – zaśmiał się – Tam – kiwnęła ręką za siebie.
-Ja ma lęk wysokości. Zapomnij. – Dredziarz wzruszył ramionami.
-A ja się chętnie wybiorę na tą wycieczkę – wtrącił się Bill z szerokim uśmiechem na ustach.
-Ja też chętnie – wyrwał się Gustav, ale dostał łokciem o Georga – To znaczy nie… ja nie mogę, bo… bo też mam lęk wysokości.
-Czyżby? – nie dowierzała.
-No tak… tak! Przed…no… dużymi przestrzeniami. – odpowiedział zadowolony z siebie.
-No a ty Georg? – zwróciła się do bruneta.
-Nie, dzięki. Takie coś mnie nie kręci – uśmiechną się bezczelnie –w przeciwieństwie do Billa, jak widać.
Czarnowłosy zmierzył go groźnym spojrzeniem.
„No tak super” – westchnęła głośno.
-Coś nie tak – zapytał Czarnowłosy
- Nie, nie nic. Bierz plecak i idziemy – skinęła na niego ręką sięgając po swój stojący koło jej nogi.
-No to wy róbcie, co chcecie – zwróciła się do chłopaków – Aaa, Zaki, nie musisz tu czekać my już sobie jakoś poradzimy z powrotem – uśmiechnęła się do krępego mężczyzny i wysiadł z samochodu.
Bill poprawił włosy, pod kaszkietówką i nałożył na nos duże, przeciwsłoneczne okulary.
-No tylko mi tam nie zleć! – krzyknął za nim śmiejący się Tom.
***
Słońce bezlitośnie przypiekało utrudniając jakiekolwiek czynności życiowe, a co dopiero „wspinaczkę” po kamiennych stopniach. Szli dopiero jakieś 3 godziny, a on już miał serdecznie dość. Wszystkiego.
Przez praktycznie całą drogę nie odzywali się do siebie.
Dlaczego?
A kto zrozumie zakochanych.
-Ej możemy zrobić przystanek? – chłopak zrzucił plecak na ziemie a sam opadł na konar leżącego nieopodal drzewa
-Jak chcesz – wzruszyła ramionami siadając obok.
Po krótkim odpoczynku, ruszyli w dalsza drogę. W ciszy podziwiali otaczające ich widoki. Wydawało się, że są ona na wyciągnięcie ręki.
Minęli schronisko, wokoło którego odpoczywali zmęczeni turyści.
Przed nimi rozpościerał się widok ogromnej, wprost monumentalnej góry.
-Ej chyba nie powiesz mi, że my się mamy na to wdrapać. – spojrzał na nią z przerażeniem w oczach.
-A właśnie, że powiem – dziewczyna spojrzała na niego figlarnie.
-Nie no! Ty chyba chcesz żebym ze zmęczenia umarł – marudził.
-Taaa, wprost o tym marzę – mruknęła pod nosem – No chodź, bo się już nie długo wieczór robi a my mamy jeszcze kawałek drogi do przejścia. - powiedział głośniej
-Ej, dlaczego jakoś nikt za nami nie idzie? – Bill niepewnie spoglądał za siebie.
-No wiesz, ta trasa nie należy do najprostszych.
-Co? I teraz mi to mówisz?! – chłopak zmarszczył nos przystając na chwilę.
-Hahaha! A kiedy niby? Teraz to już zawracać się nie opłaca – uśmiechnęła się triumfalnie.
***
Po jakimś dwóch godzinnym marszu, po małych kamiennych stopniach byli już prawie na górze, gdy nagle zrobiło się ciemno. Szaro-bure chmury przesłoniły słońce, temperatura od razu spadł i zrobiło się zimno. Po chwili dało się słyszeć przerażający huk piorunów i zobaczyć przecinające niebo błyskawice.
-No i pięknie – westchnęła.
Nienawidziła burzy, ale teraz to od niej zależało wszystko. W górach jest o wiele większa szansa na zostanie porażonym niż na ziemi, więc jeśli nie znajdzie jakiegoś bezsensownego schronienia, to będzie bardzo źle.
-Chodź! Nie ma czasu! – złapała go za rękę i pociągnęła za sobą. Resztę stopni pokonali biegiem, następnie kierowali się w odwrotnym kierunku niż powinni.
-Co ty robisz? – krzyknął – Na tamtej tablicy pisało, że tu nie wolno!
Ani myślała się zatrzymać, grzmoty słychać było coraz głośniej, burza zbliżała się z zawrotną prędkością.
-A skąd wiesz, przecież nie umiesz polskiego! – okrzyknęła szybko zerkając na biegnącego obok chłopaka.
-Bo jestem domyślny.
Dziewczyna stanęła na chwilę, rozejrzał się dokoła i wskazała ręka na niewielki otwór między skałami.
-Chodź!
Przeszli przez przejście i ich oczom ukazał się widok na całą panoramę Tatr Słowackich, na dziką i nieznaną przyrodę niedotkniętą ludzką stopą. Ten widok i niemalże czarne chmury robiły imponujący widok. Chłopak zagapił się na niego, ale zaraz poczuł mocne szarpnięcie za ramię.
-No idziesz, czy będziesz tak stał i czekał na zbawienie, albo piorun?
-Tak już idę, idę.
***
Ty i ja, całkiem sami
jest za późno by powiedzieć, że nie wiedzieliśmy
nie powinniśmy być, całkiem sami
jedno z nas mogło stracić kontrolę
wszystkie te uczucia, które ukrywaliśmy
głęboko na dnie, tak one muszą zacząć się ukazywać
nie tu, nie teraz
patrząc jak moje frustracje rosną


Szalejąca na zewnątrz burza, przerażający huk grzmotów roznosił się echem po przełęczach i dolinach. Mocno zacinający deszcz szumiał wokoło. Istna nawałnica.
Para nastolatków siedziała wtulona w siebie w jednej z jaskiń, których pełno w tej okolicy. Chłopak obejmował dziewczynę rozkoszując się zapachem świeżych lilii, który doprowadzał go do szaleństwa. Siedzieli już tak od dobrej godziny, a ulewa wcale nie miała zamiaru odejść.
-Wiesz… – zaczął, przytulając dziewczynę jeszcze mocniej do siebie – może to nie ma najmniejszego sensu. Ale chciałem ci coś powiedzieć. Nie mogę tego już dłużej w sobie dusić, to mnie przytłacza i nie daje mi spokoju już od jakiegoś czasu.
Kiedy Angela obróciła się do niego przodem z wyraźnym zaciekawieniem malującym się jej na twarzy, on popatrzył głęboko w jej bursztynowo - czekoladowe tęczówki.
-Bo ja,…Bo ja cię… - wziął głęboki wdech - kocham – wyjąkał wreszcie niepewnie spoglądają na nią.

Wiem, co czuję i ty czujesz to też
śniłam o pierwszym pocałunku
i kto zrobi pierwszy ruch
kto położy swoje serce na linii
to mogłam być ja
to mogłeś być ty, dziś w nocy


Dziewczyna otworzyła oczy za zdziwienia, nie mogąc uwierzyć w to, co On, człowiek, którego tak strasznie mocno kocha, wyznał jej przed chwilą. Czyżby marzenia naprawdę mogły się spełniać? Mówią, że wtedy to nie jest takie piękne. Mylą się?
A może cały urok to czekanie na spełnienie się naszych najskrytszych pragnień?
W jej przypadku było chyba inaczej.
-Wiem…Wiem. Wygłupiłem się. Przepraszam. – zawstydził się spuszczając wzrok.

Pokaż mi, kim jesteś
zatrzymaj zanim zajdę za daleko
bo to boli, by zawrócić
więc przytul mnie albo możliwe, że pęknę
jestem benzyną a ty zapałką
nie jestem pewna czy udźwignęlibyśmy to
co mogłoby wybuchnąć, mógłby się zrobić bałagan
mówię że weźmy tę szansę


Brązowłosa patrząc z czułością na niego podniosła rękę i pogładziła go po policzku. Wierzchnią stroną dłoni przejechała po jego gładkiej skórze. Delikatnie chwyciła go za podbródek i podniosła jego głowę, tak by spojrzał w jej oczy.

Jestem już całkiem zmieszana, zagmatwana
nie wiem, co robić
bo chcę by, z przyjemnością bym
gdybym wiedziała, że ty również chcesz mnie
Jeśli zbliżysz się jeszcze trochę wtedy będę zmuszona krzyczeć.


-Nic nie wiesz… – szepnęła i złożyła na jego miękkich, czerwonych wargach pocałunek niczym muśnięcie skrzydeł motyla. Tak delikatny, a zarazem z jaką moc.
Odsunęła się od niego i spojrzała w jego zdziwione, brązowe tęczówki.
-Ja ciebie też – uśmiechnęła się.
Chłopak patrzył na nią osłupiały. Szczerze? Nie uwierzył Tomowi. On był pesymistą. Wolał zakładać najgorsze scenariusze, tak było łatwiej. A już po tym, jak zachowywał się rano to już zupełnie stracił jakiekolwiek złudzenia. Ale teraz nie mógł uwierzyć w to, co od niej usłyszał. Jak mógł przez tyle czasu nie dostrzec w niej swojego Anioła, w ludzkiej postaci.
-I to od bardzo dawna – dodała przytulając się mocno do niego.
Nie mogła uwierzyć w to, co się przed chwilą wydarzyło. Czy to, aby nie sen, czy podświadomość nie płata jej okrutnego figla?
-Wiesz ile razy chciałam cię pocałować, przytulić, gdy było mi źle? – kontynuowała - Móc powiedzieć ci jak bardzo cię kocham, przestać się kryć z tym uczuciem? Czuć cię obok? Setki, tysiące na nawet miliardy razy. – szepnęła wtulając się w niego mocniej.

Wiem, co czuję i ty czujesz to też
śniłam o pierwszym pocałunku
i kto zrobi pierwszy ruch
kto położy swoje serce na linii
to mogłam być ja
to mogłeś być ty,

Wiem, co czuję i ty czujesz to też
śniłam o pierwszym pocałunku
i kto zrobi pierwszy ruch
kto położy swoje serce na linii
to mogłam być ja
to mogłeś być ty, dziś w nocy.
*

Chłopak lekko podniósł jej podbródek. Jego oczy iskrzyły się tysiącami magicznych iskierek.
-Naprawdę? – zapytał z nadzieją w głosie, że się nie przesłyszał.
Kiwnęła głową. Popatrzył jej uważnie w oczy, powoli pochylił się w jej stronę i delikatnie musnął jej usta. Raz. Drugi. Trzeci. Odwzajemniła każdy pocałunek. Za każdym razem coraz bardziej zachłanny i namiętniejszy. Całował ją z taka pasja, że aż przez ciała obojga przechodziły przyjemne dreszcze. Nie chcieli sie od siebie oderwać. Obojgu wirowało w głowach,a gdzieś w okolicach żołądka czuli stada motyli, które poderwały sie do lotu. Poczuła zimną kulkę pieszczącą jej podniebienie. Rozkoszowali sie swoim smakiem. Ich języki splatały się ze sobą, wirowały w intymnym tańcu rozkoszy i namiętności.

Chciałoby się powiedzieć WRESZCIE, no nie? Doczekaliście się! :D

Jeśli ktoś chce być powiadamiany o nowych notkach to proszę o pozostawienie swojego numeru gg lub odezwanie się do mnie na 569650.

*Alexz Johnson "It could be you"

Czytający a nie komentujący powinien czuć się jak złodziej
kradnący kawałek mojej duszy...



Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th

Black Angel

Twoja opinia: komentarze [51]


22.Ech, szczypiory wy moje!
Data: czwartek, 12 kwietnia 2007
Czas: 18:13:46
Komentarze: 41
Treść: Hej wielkie, wielkie dzięki za wszystkie komentarze Słońca :* Jesteście naprawdę kochani!


Uwaga!
Nie będę powiadamiać już na blogach, nie mam na to czasu. Więc proszę o podanie swojego gg (o ile życzysz sobie powiadamianie o notkach) w komentarzu, Księdze Gości lub na moje gg 569650. Będę bardzo wdzięczna.
(Ewentualnie, jeśli ktoś nie ma gg zrobię wyjątek, ale musi napisać mi o tym wyraźnie, że chce być powiadamiany)
No to na tyle ogłoszeń parafialnych. Teraz zapraszam do czytania i KOMENTOWANIA.



-Ale… - wtem usłyszeli trzask zamykanych drzwi. Obaj rzucili się w tamtym kierunku.
w przedpokoju stali Zaki i Georg.
-I co?! Nie ma ich?
-Nie. Ani Angeli. Ani Billa.
-Cholera - zaklął Tom – A jeśli stało się coś złego?! Obojgu?! – panikował Dredziarz
-Tom! Spokojnie! Na pewno zaraz wrócą cali i zdrowi. – zapewniał Gustav.

Po niecałych 20 min drzwi ponownie zatrzasnęły się z hukiem. Wszyscy siedzący w salonie poderwali się z miejsc, w których w danej chwili się znajdowali.
Do salonu wpadł zdyszany Bill.
-Nie ma jej? –głos mu lekko drżał, z nadzieją czekał na przecząca odpowiedź.
-Nie ma. – tak bardzo nie chciał usłyszeć tej odpowiedzi.
***
Czarnowłosy chłopak opierał się o drewniana barierkę tarasu. Chłodny powiew wiatru muskał jego twarz i lekko targał nie poukładanymi włosami. Powoli przystawił do ust papierosa i mocno się nim zaciągnął. Następne wypuścił siwy dym i pustym wzrokiem wpatrywał się w rozchodzącą się chmurę spalonego tytoniu.
Rozgwieżdżone niebo robiło niesamowite wrażenie, a ogromnych rozmiarów, mocno świecący księżyc wprawiał w zachwyt. Przejmująca cisza i spokój panujące w około wprawiały w melancholię. Chłopak zdawał się być bez krzty życia. Tak jakby był tu tylko ciałem, a duszą gdzieś daleko. Duszą, którą w tej chwili przepełnia strach, rozżalenie, niepokój i masa innych negatywnych uczuć.
Dlaczego strach? To proste, cholernie bał się o ukochaną osobę. Nie wiedział, co się z nią dzieje.
Rozżalenie? Przecież nawet nie wyznał jej, co do niej czuje. Teraz zdał sobie sprawę z tego, że może ja stracić. Na zawsze. Teraz był pewny, kochał ją i to już od pewnego czasu. A teraz, kiedy uświadomił sobie to, ona miałby zniknąć bezpowrotnie? Zniknąć z jego życia, w którym nie zaistniała tak jak on tego chce?
Drzwi tarasu cicho skrzypnęły. Przez głowę przebiegła mu nikła nadzieja, że to może jego Anioł przyszedł do niego, ale już po chwili tą nadzieję zburzył czyjś głos.
-Ciekawe gdzie podziewa się ta piękna istota, która zaprząta twoje myśli – cisze panującą w około zakłócił Dredziarz.
Bill zdziwiony zerknął na swojego bliźniaka, który stanął tuż obok niego
-Skąd wiesz, że myślę o niej?
-Znam cię. – wzruszył ramionami – A po za tym ja też nie mogę myśleć o niczym innym.
Obaj zamilkli, wpatrując się przed siebie, gdzieś ponad lasem.
-Powiedź, co cię z nią łączy? Bo jakoś nie zauważyłem żebyście zachowywali się jak para zakochanych. – stwierdził Czarnowłosy rozpraszając nocny spokój.
-Bo ona mnie nie kocha… – stwierdził obojętnym tonem.
Jego bliźniak kiwnął głowa tak jakby na znak, że rozumie. Kolejne partie dymu przedostały się z jego ust do atmosfery.
-…bo ona kocha… ciebie.
Przez krótka chwilę myślał, że mu się przesłyszało. Zdumiony spojrzał na brata.
-Co ty pieprzysz? – lekko zmarszczył czoło mrużąc przy tym oczy.
-Bill czy ty jesteś ślepy, czy aż tak głupi?! Ona ciebie kocha! I zawsze kochała tylko ciebie! – krzyknął Tom.
Targały nim tak sprzeczne uczucia. Kochał swojego brata, chciałby żeby był szczęśliwy, ale szczęście Billa jest kosztem szczęścia jego samego. Sam siebie nie podejrzewał o tak górnolotne uczucia czy wręcz szlachetność w jego mniemaniu. Poświęcić własne dobro dla kogoś innego?
Może i rywalizowałby z bliźniakiem gdyby nie wiedział, jakim uczuciem Angela darzy jego brata. Gdyby nie to, próbowałby ja zdobyć. Być z nią szczęśliwym. Jak to możliwe, że on, wielki podrywacz obdarzył kogoś takim uczuciem? Czy to właśnie nazywa się prawdziwa miłość?
-Ale mówisz serio? Ale przecież to z tobą jest, z tobą się całował. A ty mi mówisz, że ona mnie kocha? – krzyknął zdezorientowany.
-Tak tak właśnie mówię ptasi móżdżku! I lepiej weź się w garść i wyznaj to, co do niej czujesz, bo jak nie to ja sobie ją wezmę. – zaśmiał się Tom próbując rozładować atmosferę.
W głowie Billa zapanowała zupełna pustka. Co on ma teraz zrobić?
-Ale naprawdę on MNIE kocha?! – całą pustkę wypełniła euforia - To niesamowite.
***
Brązowłosa dziewczyna zapłaciła kierowcy należność i wysiadła z busa. Dochodziła już 22.00, a ona miała jeszcze kawałek drogi do przejścia. Czarne, niczym atrament, obsypane milionem gwiazd, niebo oświetlał duży, nienaturalnie pomarańczowy księżyc. Brązowłosa szła z głową zadartą do górze. Zmierzch ogarnął już całą okolicę, a świecący w pełni księżyc oświetlał cały panujący mrok. Nie wielkie obłoki od czasu do czasu przysłaniały padający na ziemię, blask księżyca W powietrzu unosił się jeszcze zaduch upalnego dnia.
Niby niebo wszędzie jest takie samo, ale to było takie inne… wyjątkowe? Pod tym niebem spędziła jedne z ze szczęśliwszych chwil swojego dzieciństwa. Ono było zupełnie inne niż to w Niemczech. Tu noc wydawał się bardziej gwieździstą, przejrzysta, a może jej się tylko tak wydawało?
-Kurcze, ale mnie nogi bolą. W ogóle nie mam kondycji – mruczała pod nosem. – Chłopaki to się pewnie cieszyli, że się mnie pozbyli. No ciekawe czy dom stoi jeszcze cały? – uśmiechnęła się pod nosem. Resztki adrenaliny jeszcze buzowały w jej żyłach. Już dawno nie czuła się taka wolna. Tam wysoko nabrała dystansu do wszystkiego. To był jej bardzo potrzebne.
Zaniepokoił ją troszkę widok oświetlonego w całości domu.
„-Mam nadzieję, że nic złego się nie stało” – myśli zaczęły kłębić się w jej głowie.
Już po chwili dziewczyna ostrożnie otworzyła drzwi i po cichu weszła do środka. W całym domu panowała cisza, która aż przerażała. Bez dłuższego zastanowienia skierował się w kierunku oświetlonego salonu. Dyskretnie zajrzała tam. Georg, Gustav i Tom siedzieli na kanapie wpatrując się w Zakiego, który nerwowo przekładał telefon z ręki do ręki. Bill natomiast ze skupieniem na twarzy i lekko pochyloną głową chodził po pokoju w tą i z powrotem. Nikt nie zauważył jej pojawienia się.
-Hej chłopaki – zaczęła dość niepewnie - Coś się stało?
-Angela?! – wrzasnął Czarnowłosy podnosząc głowę. Chłopak jednym susem znalazł się tuż koło Brunetki. Popatrzył w jej zdziwione, całym zajściem, oczy i bez słowa, najmocniej jak potrafił przytulił ją do siebie. Dziewczyna zszokowana zachowaniem Billa nie wiedziała jak ma się zachować.
-Co się stało? – wymamrotała.
-No ja to, co?! Cholernie się o ciebie martwiliśmy!- chłopak rozluźnił uścisk i położył ręce na jej ramionach delikatnie nią potrząsając.
-Ale… - zaczęła, lecz chłopak przerwał jej.
-Gdzieś ty się podziewała przez cały dzień?! Dlaczego nie obierałaś komórki przez ten cały pieprzony dzień?! No, dlaczego?! – wybuchnął.
Cały strach, napięcie i niepokój wreszcie znalazły ujście. Dziewczyna zszokowana jego zachowaniem wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. Czar prysł, brutalny powrót do rzeczywistości?
-Po pierwsze! To nie krzycz na mnie! – wrzasnęła – Po drugie to byłam w górach. Nie muszę się wam tłumaczyć chyba, nie?! – Po trzecie… – siliła się na spokojny ton głosu – nie odbierałam komórki, bo tam nie ma zasięgu. A po czwarte to, po jaką cholerę miałam dzwonić skoro zostawiłam wam kartkę!
-Kartkę? - wtrącił się Tom.
-Tak kartkę. Położyłam ją na szafce nocnej, koło łóżka. – popatrzyła na nich zdziwiona, a następne przenieśli groźnie spojrzenia na czarnowłosego chłopaka
-No, co?! – krzyknął oburzony – Nie było żadnej kartki!
-Była!
-Nie! – Bill zaczął sprzeczać się z Angelą.
–Tak!
-No to gdzie?
-No to chodź pokaże ci! – dziewczyna ruszyła po schodach na górę, a za nią chłopaki z Zakim. Weszła do sypialni, obeszła łóżko i sięgnęła po białą, złożona na pół kartkę.
-O proszę bardzo – machnęła papierem.
-Ale…ale ja jej nie widziałem. O ja cię, ale ja jestem ślepy! – uderzył się otwartą dłonią w czoło.
-No, ale idiota z ciebie Bill! – Tom zaśmiał się klepiąc brata po ramieniu.
-Odwal się – syknął Czarnowłosy.
Tom wysłał mu ironiczny uśmieszek.
-Naprawę martwiliście się o mnie? – ton jej głosu był teraz ciepły i lekko drżał.
-No i to jeszcze, jak, ale najbardziej to Bill no i Tom – Gustav wskazał na bliźniaków.
Zaraz, zaraz przesłyszał jej się? Bill się o nią aż tak martwił?
-Dobra styka tego! Angie jest pewnie bardzo zmęczona – przerwał lekko speszony młodszy Kaulitz
-Naprawdę? – dziewczyna popatrzyła na bliźniaków, którzy niepewnie skinęli głowami
-Ech, szczypiory wy moje! - Brązowłosa śmiejąc się odeszła do Toma i Billa przytulając się do obydwu na raz. Chłopaki nie za bardzo wiedzieli jak się zachować, ale po chwili wszyscy troje stali w uścisku.
-Nie zamieniłabym was na żadnych innych – wspięła się na palcach i złożyła po słodkim buziaku na policzkach obu bliźniaków – Jesteście naprawdę kochani!
-A my też dostaniemy? – upomniał się Gustav wskazując na siebie i Georga
-Jak zasłużycie to dostaniecie – wytknęła im język i wyszła z pokoju.
Zdezorientowani jej zachowanie ruszyli za nią. Gdy tylko zeszli na dół zobaczyli rozłożoną na kanapie Angelę.
-Jestem skonana – jęknęła – Może ktoś będzie tak miły i zrobi mi jakąś herbatkę? – słodko uśmiechnęła się do chłopaków.
-A… tak, jasne – Bill zdawał się tak jakby dopiero, co się ocknąć z jakiegoś amoku
-A może chcesz coś zjeść? – dodał Tom.
-Nie, dzięki jadłam chipsy.
-Chipsy są nie zdrowe – dodał Gustav
-A w dodatku strasznie tuczące – wyszczerzył się Tom.
-To mogłeś zachować dla siebie – wytknęła mu język.
– Zrobimy Ci, chociaż jakieś kanapki, w końcu nie jadłaś dzisiaj nic porządnego. – zaproponował Gustav.
-No właśnie - z kuchni wyjrzał Czarnowłosy – A gorąca herbata zaraz będzie – uśmiechnął się do niej. Odwzajemniła uśmiech, co go naprawdę uszczęśliwiło.
Miłość uskrzydla?
-No to my idziemy robić to żarełko, bo i ja zgłodniałem – zaśmiał się Gustav wpychając Toma i Billa do kuchni, w której po chwili było słychać głośne, charakterystyczne pstryknięcie elektrycznego czajnika. Georg bez słowa opadł na sofę koło wpół leżącej dziewczyny. Bursztynooka przełożyła głowę z oparcia kanapy na ramie chłopka.
-Na serio to się tak o mnie martwiliście? – wymruczała na wpółprzytomna.
-No – mruknął – Jakbyś widziała desperację w oczach Billa jak pobiegł cię szukać.
-Poszedł mnie szukać? – poderwała się gwałtownie patrząc wprost w tęczówki chłopaka, tak jakby chciała się upewnić czy on, aby z niej nie kpi.
-No tak i też go pół dnia nie było. Martwiliśmy się, że i jemu coś się stało w końcu on nie znał kompletnie okolicy.
Dziewczyna chciała się o coś jeszcze zapytać, ale w tym momencie to pokoju weszli Tom i Gustav.
-O proszę – blondyn postawił przed nią, na stole talerz pełen kanapek.
-Ej, ale ja tyle nie zjem! – obruszyła się lekko – I ja nie lubię pomidora!
-Ale ja lubię – Georg sięgną po plasterek pomidora, który znajdował się na jednej z kanapek
-Fuuuj! Geo bierzesz teraz tą kanapkę! – krzyknął zdegustowany Dredziarz.
-No ok. – mruknął basista.
-Uwaga!!! Z wrzątkiem idę! – wrzasnął Bill wchodząc do pokoju z białym kubkiem.
-Tylko się nie wywal! – zaśmiał się gitarzysta.
-Ha ha ha! Bardzo zabawne. – mruknął Czarnowłosy stawiając ostrożnie na stół, tuż, przed Brązowłosą naczynie z parującą wewnątrz herbatą.
-Dzięki – dziewczyna uśmiechnęła się do chłopaka, który usiadł na oparci, obok niej. Powoli sięgnęła po kubek lekko dmuchając na jego zawartość upiła łyk napoju.
-Pyszna – niepewnie zerknęła na wokalistę.
-Starałem się – wyszczerzył do niej zęby.
Uwielbiała patrzeć w jego oczy, tak samo jak on w jej. Zupełnie się wyłączyli pochłaniając siebie wzrokiem. Nie mogła, nie umiała oderwać od niego oczu. Hipnotyzował ją. Chciała zginąć w toni tych czekoladowych tęczówek, utopić się w nich, ale tylko z Nim.
Zakochani.
-Ej! Słyszycie nas?! – Tom zamachał oboju przed oczami.
Dopiero po chwili oboje zareagowali na natarczywość chłopaka karcącym spojrzeniem.
-Tak, a o co chodzi? – odłożyła kubek.
-No to jutro robimy? Jakieś plany?
-Doba chłopaki… Jurto zabieram was w góry. – dziewczyna uśmiechając się perfidnie i zatarła ręce.
-Dlaczego się tak szatańsko uśmiechasz?
-Nieee, dlaczego? – zrobiła minę niewiniątka –Ja się po prostu zastanawiam, w jakich spodniach Tom by się wybrał na wspinaczkę. No, bo ty chyba nie masz zamiaru chodzić po górach w tych obszernych gaciach – popukała się czoło patrząc na gitarzystę.
-A niby, dlaczego nie?! – oburzył się.
-A otóż, dlatego, że łażąc po górach nie można się bujać. – zachichotała.
-Że niby ja się bujam tak, tak?
-A nie? – wtrącił się Georg naśmiewając się z kumpla.
-A nie!!! – wrzasnął oburzony zakładając ręce na klatce piersiowej, robiąc przy tym obrażoną minę.
-Dobra! Spokój! – krzyknęła – Chodzi mi o spodnie! Bo niby jak ty zrobisz w nich krok? – zwróciła się do Toma z poważnym wyrazem twarzy - Wezmą ci się jeszcze nogi poplączą i pójdziesz jak worek kartofli w dół!– wybuchła niepohamowanym śmiechem patrząc na zezłoszczonego chłopaka.
Bill, Gustav i Georg dołączyli do dziewczyny. Śmiali się dobrze 3 min zanim nie zadzwonił telefon.
-To mój! – krzyknął Georg.
-Mój! – dołączył do krzyków Gustav.
-Nie! Bo mój! – przekomarzał się rozbawiony na całego Bill wyciągając swój telefon z kieszeni. Ale gdy tylko spojrzał na wyświetlacz, mina mu zrzedła.

Ninka dzwoni

-To Nina. Pójdę odebrać. – rzucił od niechcenia niepewnie zerkając na reakcje Angeli. Spostrzegła jego wzrok na sobie. Nie może mu pokazać, co do niego czuje.
-No to idź. – powiedziała chłodno sięgając po jedną z kanapek.
Chłopak bez słowa wstał i wyszedł z salonu.
„-No tak” – prychnęła w myślach.



PS. Wiem, notka jest po postu okropna! Mam nadzieje, że mi to wybaczycie i będzie jak najwięcej komentarzy, bo one motywują mnie to pracy :)
Obiecuję,że kolejna notka będzie już o wiele ciekawsza, tylko nie wiem, kiedy zdoła =m ja napisać, bo ogromnymi krokami zbliżają mi się egzaminy i nauki mam dużo, ale dla Was się postaram :D


Czytający a nie komentujący powinien czuć się jak złodziej
kradnący kawałek mojej duszy...



Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th


Black Angel

Twoja opinia: komentarze [41]


21.Gdzie Angela?
Data: sobota, 31 marca 2007
Czas: 15:15:54
Komentarze: 43
Treść: Chciałbym przeprosić za tak długa nieobecność, ale jak zawsze szkoła gra pierwsze skrzypce i wena na długi czas uciekła. Ale dzisiaj powróciła ;) dzięki za wszystkie komentarze jesteście naprawdę kochani! :*:*:*
Werka dzięki za pomoc :*

Uwaga!
Nie będę powiadamiać już na blogach, nie mam na to czasu. Więc proszę o podanie swojego gg (o ile życzysz sobie powiadamianie o notkach) w komentarzu, Księdze Gości lub na moje gg 569650. Będę bardzo wdzięczna.
(Ewentualnie, jeśli ktoś nie ma gg zrobię wyjątek, ale musi napisać mi o tym wyraźnie, że chce być powiadamiany)
No to na tyle ogłoszeń parafialnych. Teraz zapraszam do czytania i KOMENTOWANIA.



Patrzył w jej świetliste oczy. Po głowie toczyło mu się tysiące myśli
– Czy aby powinien to zrobić?
Powoli zbliżył twarzy, gdy to pokoju wpadł...
Tom.
-Uuuups! Znowu nie w porę – próbując nie patrzeć znikną po drugiej stronie drzwi.
-Nie no ja go chyba kiedyś zabije – Czarnowłosy wymruczał pod nosem.
Ale chwila, chwila! Czy to tak powinno wyglądać? Przecież to nie jego dziewczyna! Przecież to dziewczyna Toma! To, dlaczego on chce „zabić” swojego brata a nie odwrotnie?
Był egoistą, cholernym egoistą. Nienawidził siebie takiego. Ale teraz, gdy ta uciążliwą cecha charakteru mogłabym się przydać, gdzieś znikła.
Powoli zszedł z niej zabierając poduszkę.
-Przepraszam troszkę się zapomniałem – nie spoglądał na nią.
-Nie no…ok. – zająknęła się podnosząc się do pozycji siedzącej.
Przez chwile żałowała, że Tom musiał wejść właśnie teraz, ale przecież dobrze wiedziała, że to wszystko nie ma sensu. Sama nie wiedziała, co właśnie czuje, lekkie zakłopotanie, żal? Tak żal przecież każdy chciałby się złączyć z ukochaną osobą chodź by w drobnym pocałunku. To wszystko było dla niej trudne do ogarnięcia. Właściwie to sama nie wiedziała, czego tak naprawdę chcę.
Czy marzenia są tak samo piękne, gdy się spełniają?
-Głupio wyszło – westchnął.
Oboje byli zakłopotani. Przecież przyjaźń, którą budowali od tych kilku lat nie mogła się tak po prostu skończyć. Nie prze głupie emocje, które zawładnęły obojgiem. Miłość to takie niezrozumiałe uczucie. W pokoju nastała niezręczna cisza. I co dalej? Które z nich się odważy?
-Dlaczego wolisz jeździć góry niż nad morze? – zaczął dość niepewnie jakaś rozmowę.
-Hmm… - zamyśliła się chwilę – Stojąc tam, wysoko zupełnie inaczej spostrzega się świat. Stoisz i patrzysz w dal. Masz wrażenie, że cały świat stoi u twych stóp. To niesamowite uczucie. W wysoko górach masz świadomość, że wystarczy jeden błąd jedna pomyłka, jeden krok za daleko i możesz wszystko stracić. Wszystko. – popatrzyła w jego czekoladowe tęczówki.
-Chciałbym to kiedyś poczuć. - sprawiał wrażenie zadumanego.
-Kto wiem może cię kiedyś tam zabiorę – uśmiechnęła się do niego – oczywiście, jeśli będziesz chciał. Bo to nie jest zwykły spacerek. Żeby dostać się na jakikolwiek szczyt trzeba się naprawdę wysilić. – ostrzegła go.
-Domyślam się, ale myślę, że sobie poradzę. – uśmiechnął się szelmowsko.
-Zobaczymy. – pokazała mu język. – No a teraz idę spać. Dobranoc. – dziewczyna położyła się, nakryła kołdrą i zgasiła światło.
-Ej! – chłopak pochyliła się nad nią i z powrotem zapalił lampkę.
-Cooo znowu? – warknęła.
Nienawidziła, gdy ktoś nie pozwalał jej w spokoju oddać się w objęcia Morfeusza.
-Czyli nie masz nic przeciwko żebym tu spał – wolał się upewnić.
-Mam, ale i tak nie chce mi się ciebie zrzucać z łóżka, więc idź już spać i mnie nie drażnij, bo znajdę tą siłę i osobiście cię wykopię na podłogę – wymruczała.
-Ok. – na jego twarzy samoistnie pokazał się uśmiech.
Żadne z nich nie chciało przedłużać tej napiętej atmosfery. Żadne z nich nie mogło tez zasnąć tej nocy. Czując siebie zaraz obok, na wyciągnięcie ręki. To takie niesprawiedliwe, kochać osobę, a nie móc jej choćby dotknąć, powiedzieć dwa tak ważne słowa, przełamać wszystkie bariery i granice dzielące oboje kochanków.
On tak bardzo chciał dotknąć jej, przytulić zatopić twarz w jej pachnących włosach. Ucałować szyję, wdychać orzeźwiający zapach lilii. Zetknąć się z nią w pocałunku, jednym małym pocałunku. Poczuć jeszcze raz smak jej warg. Nic więcej. Wystarczyłoby mu tylko to, nic więcej, jeśli ona by nie chciała. Miałby, o czym myśleć, wspominać a tak nie ma nic.
Ona tak bardzo pragnęła żeby objął ja ramionami, żeby mogła wtulić się w jego tors, czuć się bezpiecznie. Usłyszeć dwa, tak bardzo upragnione słowa. Czuć się kochaną. Móc dotknąć jego ust, nie tylko na jawie. Spojrzeć w jego ciepłe, brązowe tęczówki Ujrzeć w nich magiczne iskierki szczęścia na jej widok. Słyszeć bicie jego serca. Wpleść palce w jego włosy. Być z nim.
***
Lipcowe słońce śmiało zaglądało przez nie zasłonięte żaluzje. Promienie padały wprost na twarz czarnowłosego chłopka.
Był okryty kołdrą po same uszy. Co było raczej dziwne w jego przypadku, ponieważ strasznie wierci się w nocy, więc kołdra z jego ciała zawsze się zsuwała. Leniwie otworzył oczy, nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na biały sufit. Odruchowo sięgnął ręką za siebie. Powoli podniósł się i spojrzał na puste obok miejsce. Lekko zmrużył oczy próbując coś skojarzyć.
No tak godzina 9.00 rano to dla Billa Kaulitz bardzo, a to bardzo wczesna pora, a wręcz ciemna noc. Zawsze spał, co najmniej po 12 godzin, o ile nie więcej. A teraz budził się po zaledwie 9. To dość dziwne w jego przypadku. Przetarł dłonią swoje zaspane oczy odgarniając tym niesforne kosmyki czarnych włosów. Zdezorientowany rozejrzał się po pokoju. Lekko chwiejnym krokiem wstał z łóżka, sięgnął po leżące na kreślę jeansy i jakąś czarną bluzkę. Wszedł do łazienki, zawiesił na wieszaku swoje ciuchy i podszedł do umywalki. Zimną, orzeźwiającą woda obmył twarz. Spojrzał w lustro, w tej chwili praktycznie niczym nie przypominał bożyszcza nastolatek, chłopaka, którego kochają i nienawidzą miliony. W chwili obecnej był zwykłym nastolatkiem, żadnych rzucających się na niego fanek, piszczących, płaczących czy całkowicie rozhisteryzowanych. Dziwiło go, że budzi w tych dziewczynach tak skrajne emocje. Nie rozumiał tego. Niekiedy irytowało go tego typu zachowanie, ale to właśnie dzięki nim zdobył sławę i spełnił swoje marzenia. Ale czy aby nie za wielką cenę za to zapłacił? Prywatność to rzecz, którą ceni sobie każdy człowiek, a już w szczególności taka gwiazdą, jaką był Bill Kaulitz. Miał praktycznie wszystko, jednak nie miał miłości. Rzeczy, którą uważał za najwartościowszą na świecie.
Ironia losu? Możliwe.
Lekko potrząsnął głową, tak jakby chciał z niej wyrzucić te myśli. Wytarł twarz ręcznikiem. Podszedł do wieszaka, na którym wisiały jego ubranie. Szybkim ruchem wsunął na siebie podziurawione i poszarpane na końcach spodnie i nałożył bluzkę. Sięgnął ręką na półkę, na której stała jego kosmetyczka. Wyjął z niej tylko czarną kredkę do oczu. Nie chciało mu się robić pełnego makijażu. W końcu jest na wakacjach. Nikt go nie obserwuje, nikt nie zrobi sensacji z powodu braku makijażu. Powoli zaczęło męczyć go takie życie. Ciągłe pilnowanie tego, co się robi, co mówi. Uczesał się, lekko pod tapirował włosy, obrysował oczy kredką i wyszedł z łazienki. Dzień zapowiadał się na upalny i słoneczny. Podszedł do swojej szafki nocnej, na której leżały jego błyskotki. Nałożył tylko jeden pierścionek, z czaszką, swój ulubiony. Zerknął jeszcze na niepościelone łóżko i wyszedł z pokoju. Zszedł do kuchni, w której cała reszta siedziała zaspana nad kubkami gorącej, aromatycznej kawy. Wszyscy oprócz Brązowłosej.
-Hej wam. Aaaa – ziewnął – Gdzie Angela?
Jak na komendę wszyscy zaczęli ziewać. No tak, ta pora była dla nich nie do przyjęcia, przynajmniej w wakacje.
-No jak to? Nie śpi? – Tom podniósł brodę z blatu stołu.
-Nie, nie ma jej w pokoju.
-To może poszła do sklepu? – wtrącił się Zaki.
-Nie, bo jak wstałem jakieś 2 godziny temu to jej nie widziałem. W sklepie nie może być tyle czasu.
-No to, co się mogło stać?- Bill zaniepokojony spojrzał na chłopaków.
-A może wybrała się na spacer? Ona lubi takie rzeczy – zapewnił Georg.
-No nie wiem – Czarnowłosy pokiwał głową – A jeśli coś złego się stało? – odruchowo poprawił niesporny kosmyk włosów spadający na oczy.
-Oj nie gadaj głupot! Pewnie znalazła sobie jakieś odludne miejsce i się tam zamyśliła. Wiesz przecież, jaka ona jest. – Tom przyłączył się do Georga
-No właśnie, zapewne tak zrobiła. – przytaknął Gustav popijając łyk swojej kawy.
-Często jej się zdarza zapomnieć o bożym świecie. - zapewnił Georg.
-No nie wiem, mam nadziej, że tak właśnie jest. – sięgnął po jedną z filiżanek stojących na blacie obok lodówki. Nalał sobie do niej kawy i przysiadł na stołku naprzeciwko swojego bliźniaka a między Zakim i Gustavem. Po chwili panującej ciszy i monotonnej czynności popijania gorącej kawy odezwał się Bill.
-Ale nie zostawiła żadnej kartki z wiadomością?
-Nie, nic takiego nie widziałem – zaprzeczył blondyn.
-Ty! A może zadzwonimy do niej na komórkę! – wykrzyknął Tom podenerwowany szukając telefonu w swoich za dużych spodniach.
-No tak! – Czarnowłosy klepnął się w czoło – I zaraz wszystko będziemy wiedzieć… Masz ten telefon? – dodała po chwili patrząc na gorączkowe poszukiwania brata.
-Mam! – krzyknął uradowany pokazując telefon.
-To dawaj! Ja zadzwonię! – wyrwał mu komórkę z ręki.
-Ej to moje! – krzyknął oburzony.
-Siedź cicho! – warknął jego bliźniak szukając w książce telefonicznej brata telefon Angeli.
-O łoł! Ale ty masz tych dziewczyn na A – Gustav zaglądając prze ramie Billa z podziwem patrząc na ekranik telefonu.
-Cicho bądź – syknął Bill ze skupieniem wpatrując się w migające imiona dziewczyn
-Jest! – krzyknął, gdy trafił na Angie. Wcisną klawisz inicjujący połączenie i przystawił aparat do ucha. Z niepokojem czekał aż wreszcie usłyszy coś w słuchawce. I usłyszał
Abonent jest w tej chwili nie osiągalny. Proszę spróbo… - zdenerwowany rozłączył się.
-Jest poza zasięgiem, albo wyłączyła telefon.
-Cholera! – zaklął pod nosem Dredziarz.
-No i co my teraz zrobimy?! – gorączkował się drugi z bliźniaków
-Chłopaki spokojnie! Bez paniki! Angela to rozsądna dziewczyna. Na pewno nic złego się nie stało – uspokajał ich ochroniarz.
-A ty nie wiesz ilu bandytów chodzi po tym świecie?! - krzyknął młodszy Kaulitz podrywając się z siedzenia.
-Bill! Spokojnie! – mężczyzna popatrzył na niego surowo. Podziałało, chłopak przestał się szamotać jak dzikie zwierze w sidłach i usiadł.
-Jeśli nie wróci do 2 godzin to wtedy zaczniemy działać. Jasne?!
-Przez 2 godziny?! Wiesz, co się może stać przez ten czas?! – krzyknął
-Bill! Uspokój się! Nic złego jej się nie stanie!- Zaki położył mu rękę na ramieniu – Uwierz mi!
-A skąd ty możesz to wiedzieć?! – chłopak z impetem wstał ze stołka, który z hukiem przewrócił się na podłogę wykładaną beżowo- drewnianymi kafelkami.
Wybiegł z kuchni i sprintem wbiegł po schodach na górę. Wpadł do pokoju jak burza, sięgnął po komórkę leżąca na szafce i schował do kieszeni swoich jeansów. Wygrzebał ze swojej walizki czarny daszek z połyskującymi dżetami i duże czarne okulary od Diora. Stanął przy lustrze w łazience. Dokładnie schował swoje pół-długie włosy pod czapkę. Nałożył okulary przeciw słoneczne, które zasłaniały mu pół twarzy. Włożył jeszcze na nogi swoje sneakersy. Szybko wybiegł z pokoju i o mało, co na schodach nie zderzył się, z Gustavem.
–Stary gdzie tak, pędzisz?
-Szukać jej! – krzyknął zbiegając po schodach.
-Czekaj idę z tobą!
-Nie! Idę, sam! Mam komórkę zadzwońcie jakby wróciła!- krzyknął i wybiegł z domu.
***
„-No tak tylko, w którą stronę teraz iść i żebym umiał wrócić” – westchnął głośno.
Stał właśnie na środku jakiejś ścieżki. Na około tylko las, pole i las i góry gdzieś w oddali. Kompletna pustka. Jak dla niego to nawet dzika natura. On czuł się pewnie tylko w mieście. Natura zawsze napawał go wstrętem, o dziwo w tej chwili tak nie było. Czuł przyjemny chłodny wiat owiewający mu nie zasłonięta okularami część twarzy. Wyciągnął komórkę z kieszeni, spojrzał na zegarek, dochodził już 11.00. Z każdą godziną robiło się coraz goręcej. Odszukał w swoim telefonie jej numer. Wcisnął zielona słuchawkę. Nic, znowu nic. Schował telefon. Szedł wiejska dróżką z małego pagórka w dół. Przy drodze stał jakiś stary, drewniany, góralski dom. Był naprawdę piękny, ale on nie miał głowy do tego. Gorączkowo rozglądał się po okolicy. Minął kilkoro ludzi, którzy nawet nie zwrócili na niego uwagi. Szedł przed siebie. W Magdeburgu wiedziałby gdzie jest, a tu? To jak szukanie igły w stogu siana.
Nagle stanął jak wryty, popatrzył na góry, które rozciągały na około.
-A jeśli ona poszła w góry?
***
Dochodził już godzina 19. Tom nie mógł usiedzieć na miejscu. Nie było ani Angeli ani Billa. Żadne nie dało znaku życia. Ta cholerna niepewności była przerażająca. Starał się nie myśleć o najgorszym, ale to było bardzo trudne.
-Tom usiądź. To nic nie da – Gustav poklepał przyjaciela po ramieniu.
-Wiem, że nic nie da! Ale nie rozumiesz, że boje się o nich! Są dla mnie jednymi z najważniejszych osób pod słońcem! A nie wiem gdzie są i co się z nimi dzieje! – ryknął zdenerwowany.
-Tom ja cię rozumiem. Angela i Bill także dla mnie są bardzo ważni. – odpowiedział mu spokoje.
-Ale… - wtem usłyszeli trzask zamykanych drzwi. Obaj rzucili się w tamtym kierunku...


Czytający a nie komentujący powinien czuć się jak złodziej
kradnący kawałek mojej duszy...



Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th

Black Angel

Twoja opinia: komentarze [43]


20.Dlaczego tak łatwo ranić innych?
Data: czwartek, 15 marca 2007
Czas: 11:55:02
Komentarze: 48
Treść: I’m come back!
Wróciłam tylko dla Was, w końcu gdybyście nie czytali tego to ja pewnie pisałabym do szuflady albo w ogóle. Widzę, że dużo ludzi wchodzi i czyta black’a. No tak, ale jakoś komentarzy od nich nie widzę.
A szkoda, bo ja bardzo lubię czytać Wasze opinie i spostrzeżenia. Wtedy wiem, że to ile czasu poświęcam opowiadaniu nie idzie na marne.
Loriane, chciałam podziękować za rekordową liczę komentarzy od Ciebie, ale o wiele bardziej cieszyłabym się z jednego, w którym napiszesz coś o notce. ;) To, co Ci się spodobało albo też nie spodobało. To bardzo dla mnie ważne. :)
O to samo proszę tez innych. Ja nie gryzę, a pisanie komentarzy naprawdę nie boli (wiem, bo sama je piszę ;) wiele z Was pewnie myśli – Co ja je tam napisze? To będzie bez sensu – albo coś w tym stylu. Każdy komentarz się dla mnie liczy, każdy jest inspiracją i zachętą do pisania dale, lepiej!
No, więc zapraszam do czytania i proszę o wasze opinie :)

PS. Prosiłabym tych co chcą być powiadamiani o new notka o to by w komentach albo na moje gg 569650 zostawili swoje numery gg. Będę bardzo wdzięczna :*

-A nie wiem – skłamał – Chcesz kawy? – zapytał od niechcenia.
-No chcę.
-No to se zrób! – Tom odwrócił się do kumpla posyłają mu cwaniaczkowaty uśmieszek.
-Dzięki miły jesteś – brunet skwitował z przekąsem.
***
Do pokoju z brzoskwiniowymi ścianami, na piętrze, z trzaśnięciem drzwiami wbiegła Brązowłosa. Jednym susem wskoczyła pod kołdrę nie pościelonego jeszcze łóżka.
-Co się stało? – do pomieszczenia, zwabiony hukiem, zajrzał czarnowłosy chłopak.
-Zabij mnie! – jęknęła – A tak w ogóle to, dlaczego nie powiedziałeś, mi, że jestem w samej bieliźnie?! – spytała z pretensją.
-No uściślając to jesteś w mojej, to znaczy już twojej koszulce. - dziewczyna wyjęła głowę z pod kołdry wbijając w Czarnowłosego zawistne spojrzenie. Miała wielką chęć coś mu zrobić, ale mało, co nie wybuchła gromkim śmiechem na jego widok. Bill na około ust miał pianę a w ręce trzymał szczoteczkę.
-Hahahahaha!!! - niewytrzymała – Bill czyżbyś miał wściekliznę? – chłopak dziwnie na nią spojrzał nie rozumiejąc, o co jej chodzi.
-To idź się przejrzyj w lustrze! Hahahaha!
Chłopak wszedł do łazienki i gdy tylko przejrzał się w tafli lustra, Angela mogła usłyszeć tylko jego ironiczne .
-No wiesz ja nie chciałbym się zarazić! – krzyknęła.
-A to chyba musiałbyś się ze mną całować,– Bill oparł się o framugę wycierając usta swoim ręcznikiem - co? – puścił jej oczko.
-Pstro – wytknęła mu język i schował się pod kołdrę – Chyba bym na głowę upadła całując się z tobą – wymamrotała pod kołdrą. Niestety chłopak to usłyszał.
-Ok. - machnął ręką i wyszedł z pokoju.
-No pięknie – mruknęła sama do siebie.
Dziewczyna powoli wygramoliła się z pod kołdry i podeszła do szafy, w której leżały jej rzeczy. Jak zawsze nie mogła się zdecydować, co na siebie włożyć? Po dłuższym namyśle wyjęła podarte, poszarpane, jeansowe rybaczki sięgające wpół łydki i czarną, cienka, lekko prześwitującą bluzkę zawiązywaną na szyi. Lubiła ten zestaw, choć nie czuła się w nim pewnie ze względy na dość głębokie, jak dla niej, wcięcie. Bluzka z przodu, na dekolcie miała po wyszywane, za pomocą srebrnych kryształków, kwiatki dając piorunujący efekt. Kupiła ją na wyprzedaży tuż przed wyjazdem. Sama nie wiedziała, dlaczego, może to niska cena, może po prostu lubi błyskotki, a może, dlatego żeby zrobić, na kim dla niej ważnym, piorunujące wrażenie? Wybrała jeszcze bieliznę i ze wszystkim weszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic i zrobiła lekki makijaż. Wychodząc z łazienki sięgnęła po swoje czarne, zapinane w kostce balerinki i zeszła na dół do kuchni, gdzie po całym pomieszczeniu unosił się zapach świeżo parzonej kawy i naleśników. Wszyscy łącznie z Zakim siedzieli przy stole czekając na nalewaną przez Gustava do brązowej filiżanki, kawę. Po kolei przekazywali sobie dzbanek z wrzącym jeszcze napojem. Nawet nie spostrzegli, że od dłuższej chwili przygląda im się stojąca w drzwiach Brązowłosa. Bill widelcem dzióbał kawałek naleśnika leżącego na jego talerzu, Tom w wielkim skupieniu wpatrywał się w ekran swojego telefonu, Georg był zajęty jakąś zażartą rozmową z Zakim a Gustav konsumował naleśniki, zapewne swojej roboty.
-Ekhm! – chrząknęła.
Wszyscy zwrócili oczy ku jej osobie.
-Łoł! Angela wyglądasz wystrzałowo! – Tom od razu się ożywił na widok dziewczyny i „w podskokach” podszedł do niej. Oglądając ja wokoło.
-Nie wiedziałem, że masz takie sexi ciuszki – wyszczerzył się bezczelnie.
-Bo nie mam – wymijając pstryknęła go w czoło szyderczo się przy tym uśmiechając – Mam tylko tą jedną bluzkę.
Zajęła jego miejsce, obok Billa. Czarnowłosy cały czas wpatrywał się w nią iskrzącym spojrzeniem, co nie umknęło uwadze reszty. Oczywiście nie zauważyła tego sama dziewczyna. Próbowała na niego nie patrzeć. Zaki z nad okularów nałożonych na nosie spoglądał na dwójkę nastolatków siedzących naprzeciwko niego i wpatrujących się w talerze stojące przed nimi - pokiwał z dezaprobatą, ciężko przy tym wzdychając.
-Źle się czujesz Zaki? – Angela spytała troskliwie odrywając swój, pusty wzrok od talerza, z którego przez paroma chwilami znikły przepyszne naleśniki, obecnie znajdujące się gdzieś w żołądku gitarzysty.
-Nie, nie. Jakoś tak.
-Zaki się zakochał – zaśmiał się Gustav.
-Jak to? – dziewczyna zmarszczyła czoło na znak zdziwienia.
-Nie to nie prawda! – mężczyzna zaprotestował.
-No, bo poszliśmy kupić coś do żarcia no i w sklepie, przy kasie siedziała taka ekspedientka i okazało się, że ona zna niemiecki. No i nasz kochany Zaki sobie z nią flirtował. – wyjaśnił Gustav szeroko się uśmiechając.
-Wcale nie flirtowaliśmy. My tylko wymienialiśmy poglądy. – bronił się
-Aaa, to stąd te naleśniki, tak?
-No tak – przytakną Blondyn.
-Pyszne były – wyszczerzył się Tom.
-No widzę po talerzu – zachichotała.
-Bardzo zabawne – zironizował.
-Bardzo – przytaknęła sztucznie się uśmiechając.
Całej „sensownej” wymianie zdań między Tomem a Angelą w milczeniu przysłuchiwał się Bill. Sam dokładnie nie rozumiał, dlaczego tak się zachowuje. Dlaczego był na nią zły? Przecież nie miał prawa. Nie powiedział nic, co mogłoby go obrazić.
-No a ja dostanę troszkę tych pyszności? – uśmiechnęła się słodko do Gustava.
-Za taki uśmiech to nawet z dokładną – Blondyn odwzajemnił uśmiech.
Czarnowłosy rzucił widelec na talerz i bez słowa wyszedł z kuchni.
-Co mu się stało? – dziewczyna zdziwiona popatrzyła na Gustava, który odprowadził kumpla wzrokiem.
-Nie wiem. To ile chcesz tych naleśników?
-No to może dwa po proszę.
-Ok., z sosem czekoladowym? – spojrzał na nią podejrzliwie a następnie się uśmiechną i podał jej talerz z jedzeniem.
-Dzięki.
***
I znowu ta cholerna zazdrość dała o sobie znać. Co ona z nim robi? Od kiedy Nina wyjechała nie myślał o niej ani razu. Dlaczego? Przecież ją tak strasznie kochał. Zaraz! Kochał? To czas przeszły. Usiadł na tej samej ławce prze domem, na której wyznał Angeli, że już chyba nic nie czuje do Niny. Dlaczego akurat jej? Dlaczego nie swojemu bliźniakowi? Może chciał coś jej udowodnić? Ale to przecież nie ma sensu! Ona go nie chce!
Słońce powoli muskało jego bladą skórę. Temperatura sięgała powyżej 25 stopni. A on w długich jeansach i czarnej bluzce siedział w słońcu.
Poprawił nie ułożone, czarne kosmyki spadające mu na twarz.
Dochodziła godzina 12.00. największy skwar. A on siedział nie zwracając na nic uwagi
Toczył odwieczną walkę.
Serca z rozumem.
***
Ścienny zegar wybił 21.00 na dworze było jeszcze w miarę widno, w końcu to dopiero lipiec. A cóż może robić piątka nastolatków, w ten ciepły letni wieczór?
Oglądać telewizje.
Mimo tego, że czworo z nich ni w ząb nie rozumie, o co chodzi. No cóż, nuda doprowadza do ostateczności.
-A może zagramy w butelkę? – Georg popatrzył chytrze na kolegów a następnie na jedyną panią w ich towarzystwie.
-Ja tam z wami zboczeńcami, nie gram w żadne tego typu zabawy! – Angela wytknęła im język wstając z kanapy.
-Gdzie idziesz? – spytał Tom
-Do łazienki. Idzie któryś ze mną? – popatrzyła na nich kokieteryjnie. Chłopcy zszokowani ze zdziwieniem popatrzyli po sobie.
-Głupole z was!!! Hahahahaha!!! ŻARTOWAŁAM!!! – wybuchła niepohamowanym śmiechem i wchodząc po schodach o mało z nich nie zleciała. Wtedy wybuchła jeszcze większym śmiechem.
-Angela? Mam pytanko.
-Hahahaha!!! No?!
-Czego ty się dziewczyno narajałaś? – Georg popatrzył na nią podejrzliwie.
-Aaaa marihuany, haszyszu, amfetaminy, co tam jeszcze było? – zrobiła teatralna minę.
-No, co ty? Serio? – Tom wyszczerzył oczy.
-Ta. Jasne. – odpowiedziała sarkastycznie – Już bym chyba martwa przed wami leżała!
-No to, co ci tak wesoło? – Bill popatrzył na nią z lekkim niepokojem.
-O! Wreszcie szanowny pan Kaulitz się do mnie odezwał. Cóż za zaszczyt mnie kopną – zironizowała – Po prostu mam dobry humor, a co nie można?
-Można – burknął i z powrotem odwrócił się w kierunku kolorowego ekranu.
-No i dobrze – mruknęła, podniosła się ze schodów i weszła do sypialnie trzaskając drzwiami.
Dlaczego najłatwiej jest byś oschłym i nie przyjemnym dla osoby, którą się najbardziej kocha?
Dlaczego tak łatwo ranić innych?
***
Dochodziła godzina 23.00. Angela leżał już w łóżku czytając jakąś książkę, kiedy z łazienki wyszedł Bill pocierając sobie wilgotne włosy niebieskim ręcznikiem. Dziewczyna rzuciła mu krótkie spojrzenie. Bez makijażu był taki inny. Nie przypominał w większym stopniu Billa Kaulitza – frontmena zespołu Tokio Hotel, ale Billa Kaulitz –chłopaka, którego znała od dobrych kilku lat, którego kochała całą sobą, nad życie. Uważnie śledziła jego kroki. Chłopak zmierzał ku złączonym ze sobą fotelom, które służyły mu za jego łóżko. Wziął poduszkę, która leżała na jednym z nich i skierował się ku łóżku, na która rzucił przedmiot. Sam natomiast jak gdyby nigdy nic położył się obok Angeli niewinnie się uśmiechając. Dziewczyna szybko opamiętała się i przybrała obojętny wraz twarzy.
-No chyba nie myślisz, że będziesz spał ze mną w jednym łóżku – zakpiła patrząc na leżącego obok chłopaka.
-No a dlaczego niby nie? – cwaniacko się wyszczerzył – Spaliśmy tamtej nocy i cię nie zjadłem, to i tej nocy cię nie zjem – uśmiechną się rozbrajająco - A po za tym tamte fotele są strasznie niewygodne.
-A to, co rano odwalałeś, przeszło ci już? – zapytała z sarkazmem w głosie.
-Przeszło – kiwną głową bezczelnie się uśmiechając – To jak mogę tu spać?
-No niech ci będzie – mruknęła odwracając wzrok od jego czekoladowych tęczówek – Ale kołdra moja – wystawiła mu język figlarnie na niego spoglądając.
-Ej, ja się tak nie bawię! W nocy jest zimno! – zrobił naburmuszoną minę.
-No to, to ja akurat wiem! – powiedział z lekko nutką pretensji.
-Zamarznę w nocy! A tak po za tym to ta kołdra jest tak duża, że dwie osoby spokojnie się pod nią zmieszczą.
-Szanowny panie Kaulitz, wybij sobie z głowy, że będziemy spać pod jedną kołdrą!
-Mmm, a dlaczego?- przysuną się do niej na niebezpieczna odległość. Dziewczyna rzuciła mu niepewne spojrzenie, gdy do pokoju ktoś energicznie, w bardzo charakterystyczny sposób
zapukał i nie czekając na magiczne słowo wszedł do pokoju. Bill jak najszybciej odsuną się od dziewczyny.
-Yyy…bo ja…przyszedłem …no pożyczyć…ale nie ważne. – jąkał się - Już mnie tu nie ma – uśmiechną się speszony i wyszedł. Angela i Bill popatrzyli po sobie i wybuchli śmiechem
-Ty! Widziałeś?! Zapukał! Hahaha!
-A widziałaś jego minę?! Hahaha!
-Hahaha! No!
-Oj, ale mi się brat udał – westchnął.
-No, nie bardziej niż ty! – przewróciła oczami podśmiewając się z chłopaka.
-Orz ty! Pamiętaj, że ja wiem, że masz łaskotki! – na jego twarz wypłyną triumfalny wyraz twarzy
-O! Nie, nie, nie! – pisnęła – Tylko nie łaskotki! – skuliła się w kłębek i zakryła kołdrą. Książka, którą czytała zsunęła się jej się na pościel. Bill wziął do ręki owy przedmiot.
-Co czytasz?- dziewczyna powoli wyjrzała z za kołdry.
-Przewodnik- przetłumaczyła mu – Sprawdzam czy otworzyli jakieś nowe szlaki.
-Aha – potrząsnął głową wpatrując się w okładkę przewodnika – A co to jest ten szlagi? – próbował powtórzyć.
-Nie szlagi, tylko szlaki – roześmiała się serdecznie - Nie wiesz, co to jest?
-No tak nie za bardzo.
-Hmm…Jakby ci tu wytłumaczyć? – zastanawiała się chwilkę – No to są…- chłopak wpatrywał się w nią uważnie, nie omijając żadnego szczegółu na jej twarzy.
„-Ona jest taka śliczna” – przeszło mu przez głowę. – „Ale gdyby tak…Nie ona jest z Tomem. Pewnie są ze sobą szczęśliwi…ale nie widać tego po nich! Ona wcale nie wygląda na szczęśliwą! Nawet nie widziałem żeby się całowali! Chociaż nie! Dwa raz się pocałowali, ale nie było w tym uczucia. Przytulali, ale nie tak jak…jak para! Raczej po przyjacielsku, tak na pewno po przyjacielsku! Ale, o co w ogóle między nimi chodzi? Co ona tak naprawdę czuje do Toma? Ale przecież nie zapytam, to nie wypada!”
-Bill! – Angela zamachała mu ręką przed oczami – Słuchasz mnie?
-Co? A tak, tak.
-No to, co ja przed chwilą mówiłam o tym szlaku? – przechyliła lekko głowę mrużąc oczy.
-No…yyy…Doba nie słuchałem. Zamyśliłem się.
-Grrr! No to, po co ja się produkuję jak ty mnie nie słuchasz? – dziewczyna założyła ręce na biodrach.
-No sorki. – zrobił przepraszającą minę – A tak w skrócie to, co to jest?
-No tak w skrócie i dla dziecka specjalnej troski, którym zapewne jesteś – wystawiła mu język - To jest to…yyy… wyznaczone dróżki w górach, po których mogą chodzić turyści, zrozumiałeś, czy mam mówić wolniej?
-Ha ha ha bardzo śmieszne – zironizował
-No bardzo – przytaknęła „dławiąc” się śmiechem.
-Nie gadam z tobą – chłopak położył się do niej plecami nakrywając kołdrą
-Mówiłam ci, że to moja kołdra! – dziewczyna żartobliwie szarpnęła za materiał.
Czarnowłosy nie odzywając się naciągną na siebie nakrycie.
-Ej no chyba się nie obraziłeś – dotknęła jego ramienia chcąc ujrzeć jego twarz.
Pokiwał głową na tak.
-Oj! Duży z ciebie chłopczyk a obrażasz się jak miałeś 5 latek – uśmiechnęła się na samo wspomnienie pewnego zdjęcia, które kiedyś pokazała jej Simone.
Na owym zdjęciu pięcioletni Bill stoi wielce obrażony na cały świat, ponieważ nie dostała dużego, kolorowego lizak, na którym bardzo mu zależało.
-Ja się wcale nie obrażam – wymamrotał ledwo, co słyszalnie. Brązowłosa pochylił się nad nim.
-Co mówiłeś?
Czuł jej oddech na swoim uchu. Przyjemne dreszcze przebiegały po jego plecach. W tym momencie zaświtał mu pewien pomysł. Obiema rękami złapał za rogi poduszki i energicznie przekręcając się, do Angeli przygniótł ją poduszką i swoim ciężarem do materacu.
-Ej! Zgłupiałeś do reszty? – zmarszczyła brwi próbując wyszamotać się z pod Billa.
-Nie. – odpowiedział krótko z uwagą wpatrując się w jej oczy.
-To mnie puść!- pisnęła.
-Nie.
-Puść mnie, bo cię kopne tam gdzie najbardziej boli – syknęła złowieszczo mrużąc oczy.
-Nie
-Czy ty tylko potrafisz mówić „NIE” - przedrzeźniała go.
-Nie.
-Puść mnie, bo oskarżę cię o gwałt – uśmiechnęła się cwaniacko.
Pokręcił przecząco głową. Jedna kryształowa, kropelka wody, z końcówek jego włosów spadła wprost na jej policzek.
-Bill! – pisnęła śmiejąc się – Łaskocze – kropelka powoli spływała po jej policzku. Chłopak puścił jeden róg poduszki i wierzchnią częścią palca wskazującego wytarł kryształek. Zadrżała. Lekko przygryzła usta. Kusiło…kusiło go jak diabli. Jej usta były tak blisko, jej oczy świeciły szczęściem. Pragnęła tego pocałunku tak samo mocno jak on? Czyżby śniła o nim każdej ciemnej nocami? Czy to wszystko mogłoby być prawdą?
Patrzył w jej świetliste oczy. Po głowie toczyło mu się tysiące myśli – czy aby powinien to zrobić.
Powoli zbliżył twarzy, gdy to pokoju wpadł...



Czytający a nie komentujący powinien czuć się jak złodziej
kradnący kawałek mojej duszy...



Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th

Black Angel

Twoja opinia: komentarze [48]


...
Data: wtorek, 27 lutego 2007
Czas: 16:27:53
Komentarze: 20
Treść: Mam chyba przykrą wiadomość... To była dla mnie trudna decyzja, ale jestem zmuszona zawiesić tego bloga. Mam zbyt wiele nauki, a zbyt mało czasu na to by usiąść pomyśleć i napisać jakąś sensowną notkę. Dopadł mnie istny brak weny na najbliższe notki.
Nie wiem, ile potrwa zawieszenie. Mam nadzieję, że może to 2, może 3 tygodnie. Zobaczy się. Brałam też pod uwagę, że może w ogóle nic więcej nie powstanie na tym blogu, ale zobaczę jeszcze jak to się wszystko potoczy.
Mam nadzieję, że jednak szybko tu wrócę :)
Trzymajcie kciuki!
Całuje Was Wszystkich, moich Drogich, Wiernych Czytelników :*:*:*

EDIT (07.03.07)
Mam dobrą nowinę! Notka powoli zaczęła się tworzyć, więc myślę, że już całkiem niedługo powrócę.
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i wasze wsparcie
Całuje :*


Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th

Black Angel

Twoja opinia: komentarze [20]


19.Chętnie Cię w niej zobaczę...
Data: piątek, 16 lutego 2007
Czas: 14:50:46
Komentarze: 30
Treść: Tradycyjnie dziękuje za komentarze :* Chciałam też podziękować moje przyjaciółce która pomogła mi w pisaniu tej notki. Monika, buźka dla Ciebie :*
A teraz zapraszam do czytania i komentowania, a jak nie będzie ich dużo, to notka się szybko nie ukarze. Wiem, wiem jestem okropna :P
Buźki dla moich stałych i wiernych Czytelników!:* :* :*

A to dyplomik który otrzymałam :D


Migoczące światełko, z daleka wyglądające jak gwiazda przykuwało wzrok pewnego czarnowłosego chłopaka stojącego przy oknie w lekko oświetlonym pomieszczeniu. Na jego skórze pojawiła się gęsia skórka. No cóż, stał tak, przy otwartym oknie już od dłuższego czasu wpatrując się w świecący punkt, którym było wysokogórskie schronisko. Przystań dla zagubionych turystów. Panującą błogą ciszę przerwał czyjś głos…
-Ej długo jeszcze? Czoło mi już odmarzło – marudziła pewna brązowłosa dziewczyna.
-Nie. Daj już – Blondyn wziął od niej dużą, srebrną łyżkę.
-No pokaż – Tom pochylił się na Angela. Powoli odgarną włosy z jej czoła i delikatnie dotknął obolałego miejsca.
-Ałaaaa!!!! – wydarła się.
Chłopak aż zadrżał i jak oparzony zabrał rękę.
-Tom! Co ty wyprawiasz?! – Bill odwracając wzrok groźne spojrzał na brata.
-Ja nic nie zrobiłem! Chciałem tylko zobaczyć jak tam czoło Angeli. No przecież nie specjalnie to zrobiłem. – Dredziarz speszył się.
-Hahahahaha!!! Żartowałam!!! – dziewczyna aż podskoczyła na stołku. Obaj chłopcy z osłupieniem wpatrywali się w nią.
-Oszalałaś?! Wiesz, jak się wystraszyłem! – krzyknął zbulwersowany Tom.
-Oj przepraszam, ale taki głupi pomysł przeszedł mi do głowy i za nic nie mogłam się powstrzymać – dziewczyna poderwała się ze stołka i pocałował Toma w policzek. Następnie jak gdyby nigdy nic wyszła z kuchni kierując się na górę.
-Dobranoc chłopaki – wychyliła się z za barierki machając Gustavowi i Georgowi.
Powolnym krokiem weszła do pokoju. Przysiadła na łóżku gdyż lekko zakręcił jej się w głowie. Do sypialni wszedł Bill, spoglądając na niewyraźnie wyglądającą Angela pod szedł do niej i kucną. Oparł swoje dłonie o jej kolana, po chwili jednak je zabierał i energicznie wstał siadając obok, na łóżku.
-Wszystko ok? – był lekko speszony. Z resztą tak samo jak ona.
-Tak, chyba tak – wymamrotała – Idę już do tej łazienki.
-Tylko tym razem traw w drzwi – zaśmiał się serdecznie
-Ha ha ha, bardzo śmieszne, no bardzo – zironizowała.
Podeszła do swojej podręcznej torby, którą wzięła ze sobą do łazienki. Nawet nie zamknęła za sobą drzwi na klucz tylko zaczęła, bardzo zawzięcie szukać czegoś w torbie.
-Choooolera! – wrzasnęła zła jak osa.
-Co się stało? – do łazienki zajrzał szatyn.
-Przez was zapomniałam kosmetyczkę wziąć!
-Dlaczego przez nas? – popatrzył na nią z ukosa.
-Bo na kogoś muszę winę zwalić – tupnęła nogą jak mała dziewczynka – Będzie mi lżej.
-Nie martw się, pożyczę ci, co tam będziesz chciała. – Czarnowłosy wyszczerzył cały rządek swoich zębów.
-No dobra potrzebny mi tonik do demakijażu no i jakieś waciki.
-Nie ma sprawy, bierz – wskazał ręką na czarną kosmetyczkę od Diora leżącej na jednej z półek koło dużego lustra znajdującego się nad mała umywalką.
-Dzięki.- podeszła do półek i sięgnęła po saszetkę. Wyjęła z niej potrzebne jej rzeczy i wygoniła Billa z łazienki. Powoli zmyła kredkę i maskarę z jednego oka, a następnie powtórzyła czynność z drugim okiem. Przemyła twarz wodą, a następnie wyrzuciła waciki do małego kosza pod umywalką.
-Zaraz, zaraz. Czy ja wzięłam piżamę? – rozejrzała się po łazienka, ale nigdzie je nie było
„- No nie no!”- zaklęła w duchu.
***
„-A może by jej tak powiedzieć, co to niej czuje? Hmm… Ale co ja tak właściwie czuje? Czy to już można nazwać miłością? Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane? Dlaczego nic nie może być albo czarne albo białe. Wszystko było by prostsze.” – westchnął.
W głowie Czarnowłosego toczyła się odwieczna walka pomiędzy rozumem a sercem. Romantyk starający się wszystko zrozumieć i ogarnąć rozumem? Hmm…Czy to możliwe? Miłość to piekielnie niezrozumiałe uczucie. Mimo tego, że najpiękniejsze i tego ze zdarza się szczęśliwcom to i tak jest przez praktycznie wszystkich niezrozumiała. Niezrozumiałe jest to, iż dlaczego akurat dwoje ludzi ma być obdarzonych wzajemna miłością. Czyżby to właśnie było przeznaczenie, które jest przypisane każdemu z nas?
Czarnowłosy chłopak leżał, w poprzek na dużym, jeszcze nie pościelonym łóżku z rękoma pod głową i wpatrywał się w pochyły sufit. Dochodził już 1. w nocy, oczy powoli mu się zamykały. Błoga panująca cisze wprost usypiała zmęczonego chłopaka, do czasu. Usłyszał skrzypnięcie otwieranych drzwi od łazienki. Do pokoju wpadła Angela. Szybkim krokiem podeszła do szafy, z której wyciągnęła swoje walizki. Jego bagaże stały jeszcze nie rozpakowane w kącie pokoju. Powoli podniósł się na łokciach patrząc na lekko podenerwowaną brązowłosą dziewczynę, która szukała „czegoś” w swoich pustych bagażach.
-Czyżbyś czegoś jeszcze zapomniała?- z rozbawieniem przyglądał się jej.
-No na to wygląda – walnęła ręka w walizkę – Ałć! Bożeee! Czy dzisiaj jest piątek 13.? – podniosła wzrok ku górze.
-Boże nie pomoże – nie mógł powstrzymać się od śmiechu patrząc na minę dziewczyny – Co tym razem zapomniałaś? Może ci pożyczę?
-No szczerze wątpię - spojrzała na niego z lekkim rozbawieniem. Nawet już jej tak nie ośmielał widok Bill w samych bokserkach. Przez chwilę zapatrzył się na niego.
-No to, co jest ci potrzebne? –chłopak powtórzył pytanie. Na jej policzki wypłynął szkarłatny rumieniec.
-Eee, no piżamy zapomniałam – uśmiechnęła się rozbrajająco.
-O no z tym może być pewien problem - odwzajemnił uśmiech.
-No to wygląda na to, że do Tom muszę skoczyć i pożyczyć jakiś namiot – wzruszyła ramionami rozkładając ręce.
-Hahaha namiot hahaha! Dobre to hahaha! – Bill wybuchną śmiechem, a razem z nim Angela
-No, co? Dobre określenie, nie?
-No! Hahaha! – przytakną powoli uspokajając się – Ale nie masz, co iść. On już na pewno śpi, a jak śpi to nawet bomba atomowa nie obudzi – zaśmiał się już ostatni raz ocierając łzę, która zakręciła mu się w oku.
-No to, co ja mam zrobić? - bezsilnie opadała na łóżko obok chłopaka – Ja mam same krótkie i obcisłe bluzki, nie nadające się do spania. Cholera nawet spodenek krótkich nie mam! – uderzył pięścią. Tym razem w materac.
-No to może ja coś znajdę – wyszczerzył swoje białe zęby i poderwał się z łóżka. Podszedł do swoich walizek.
-Ty?
-Tak, ja – spojrzał na nią swoimi bystrymi, czekoladowymi tęczówkami. Otworzył jedna z walizek i po chwili szukanie ”czegoś” wyciągnął z niej luźną, jak na wszystkie z jego dość znacznej kolekcji, czarną bluzkę. Zamkną walizkę, wstał z klęczek i podał dziewczynie T-shirt.
-Powinna być dobra.
Bluzka w lewym, dolnym rogu i na rękawach miała drobne, białe czaszki.
-Fajna. – stwierdziła przyglądając się swoje nowej piżamie – Nowa? Wcześniej jej nie widziała
-Mhm, we Francji ją kupiłem. Miałem ją na sobie może jakieś 3 razy.
-Tak? Nie widziałam cię w niej ani razu – uśmiechnęła się z zachwytem przyglądając się T-shirtowi.
-Jak ci się podoba, to ci ją daję – uśmiechnął się do niej.
-A nie szkoda ci?
-Nie, bierz śmiało! – machną ręką. A po chwili na jego twarzy pojawił się bazyliszkowaty uśmieszek – A buziaka dostane?
-Dostaniesz - dziewczyna przysunęła się do niego i pocałowała w policzek. Powoli odsuwając twarz, chłopak szepną
-Chętnie cię w niej zobaczę – puścił jej oczko.
-Orz ty! Chciałbyś! – trzepnęła go w ramię – Lepiej idź już spać, bo majaczysz i jeszcze zaśniesz na MOIM łóżku – zaznaczyła.
-No wiesz ty, co? To ja ci swoje rzeczy pożyczam, a nawet daje, a ty mnie na te fotele wyganiasz? - założył ręce na brzuch i zrobił obrażoną minę.
-A tak – wystawiła mu język i zniknęła za drzwiami łazienki. Chłopak ociężale podniósł się z łóżka, odsłonił kapę i wziął jedną z dwóch poduszek. Następnie zsuną dwa fotele do siebie i wgramolił się w środek podkładając sobie poduszkę pod głowę. W tym czasie Angela wyszła z łazienki delikatnie obciągając bluzkę Billa do dołu. Była na nią idealna tylko tyle, że troszkę przykrótka by mogła zasłonić jej majtki ledwo, co sięgała do połowy pośladków. Nie czuła się z tym komfortowo. Podeszła do łóżka, zrzuciła narzutę na podłogę. Szybko wczołgała się pod kołdrę. Marzyła tylko o śnie.
-Możesz zgasić świaaaaatło? – powiedziała ziewając.
-Nie nie mogę, bo już drugi raz tu nie wlezę. Ty masz lepiej, to ty zgaś – powiedział z wyrzutem.
-Wrrrr, niech ci będzie – Brązowłosa energicznym ruchem odrzucił z siebie kołdrę i nie zważając na wzrok Billa, który prześwietlał ją od góry do dołu pomaszerował zła do kontaktu by zgasić światło. Powoli, po omacku wróciła do łóżka.
-Dobranoc – mruknęła.
-Miłych snów.
-Dzięki i nawzajem.
Dziewczyna już powoli oddawała się w objęcia Morfeusza czując przyjemny zapach jego bluzki, gdy…
-Angela, śpisz?
-Mhm – mruknęła naw półsenna.
-Zimno mi i kocyka nie mam – powiedział dziecięcym głosikiem.
-To se weź tą narzutę, co na podłodze leży.
-Ale ja nie mogę stąd wyjść! – stwierdził pół głosem.
-No to śpij!- warknęła.
-No już, już – dziewczyna jednak tego nie usłyszała, gdyż już była dale stąd. W krainie marzeń i nocnych mar sennych.
***
Dochodził 8. rano. Brązowłosa dziewczyna, z zamkniętymi oczami szukała skrawka swojej kołdry, która zsunęła się z niej. Gdy już, wreszcie natrafiła na nią, mocno naciągnęła ją na siebie. Dalej pozostając w sennej krainie.
***
Promienie słońca wkradały się pomiędzy żaluzje padając wprost na twarz pewnej dziewczyny.
„-Co jest?” – pomyślała, gdy poczuła, że znów nie ma na sobie kołdry. Bez zastanowienia sięgnęła ręką za siebie ręka w poszukiwaniu swoje nakrycia. Jednak natrafiła na coś, czego się nie spodziewała. Przerażona, szeroko otworzyła oczy. Szybko, jak oparzona zabrała dłoń i obróciła się ku „temu czemuś”. Na jej twarzy pojawiło się na przemian zdziwienie i rozczulenie widokiem śpiącego Billa. Chłopak owinięty był w kołdrę i przypominał małe, niewinne dziecko.
„-Ale zaraz, on jest owinięty w MOJĄ kołdrę!”
Na jej twarzy wypłyną szatański uśmieszek. Dziewczyna powoli złapała za materiał i delikatnie pociągnęła.
-Maaaamo! – mruknął – Ja nie chcę do szkoły! – Angela zachichotała pod nosem. Powtórzyła czynność.
-Maaaaamo! Nie zabieraj mi kołdry!. Choooory jestem! Nigdzie nie idę! – majaczył naciągając na siebie jeszcze bardziej swoje nakrycie. Brązowłosa nie mogąc się powstrzymać, z całej siły pociągnęła za kołdrę spadając wraz z nią z łóżka. Huk, który wywołała spadając na podłogę i salwy niepohamowanego śmiechu obudził Czarnowłosego.
Chłopak szybko zerwał się do pozycji siedzącej.
-Co ty wyrabiasz? – spytał z lekkim wyrzutem przyglądając się jej nieprzytomny wzrokiem.
-Co ja wyrabiam?! Co ty wyrabiasz?! Nie dość, że wlazłeś mi do łóżka, to się jeszcze głupkowato pytasz! – warknęła – Przez ciebie marzłam pół nocy, a teraz się jeszcze poobijałam. A tak w ogóle to, co ty tu robisz?
-To dobre pytanie – przytakną dziewczynie.
-Dobra, mniejsza z tym. – machnęła zrezygnowana ręka.
-Dobra to jest zupa z bobra – wytknął jej język
-Tak jest bobrze – mrugnęła do niego kusząc się uśmiechając.
„-Co ty wyrabiasz kretynko?” – skarciła się z myślach. Szybko podniosła się z podłogi i odrzuciła z siebie kołdrę.
-No to jak już tu spałeś to pościel łóżko. Ja idę się kawy napić – rzuciła wychodząc z pokoju. Chciała jak najszybciej zniknąć z pola widzenia Billa. Szybko zbiegła ze schodów wpadając do kuchni.
-O cześć – oparła się o futrynę – Możesz i mi zrobić – wskazała palcem w kierunku kubka, który Dredziarz powoli zalewał wrzątkiem. O mało, co się nie poparzył, gdy od niechcenia spojrzał na stojącą w przejściu Angelę. – Tom uważaj! – podeszła szybko biorąc jakąś ścierkę, która leżała na jednym z blatów. Chłopak nie mógł oderwać od niej wzroku, ostrożnie odłożył czajnik na miejsce.
-A, co ty się tak na mnie gapisz? – Lekko zaniepokoiło ją to, co zobaczyła w jego oczach.
-Bo…ty… – jąkał się, próbując nie patrzeć.
-Co ja? – dziewczyna śmiesznie zmarszczyła nos.
-Bo... Jesteś...
-Tom! Do cholery, co jestem?! – wykrzyknęła zbulwersowana i założyła ręce na brzuchu.
-No w samej bieliźnie chyba – niepewnie wskazał ręka w jej kierunku.
Spojrzała po sobie. No tak, zapomniała się przebrać, a właściwie ubrać.
-Zabijcie mnie – mruknęła rumieniąc się – Mnie tu nie było. Nic nie widziałeś – próbowała obciągnąć bluzkę, ale to nic nie dało.
-Jasne – niepewnie pokiwał głową. Dziewczyna szybko wybiegła z kuchni potrącając po drodze Georga.
Oszołomiony Tom nie dowierzał jeszcze, że widział ją wpół nagą. Nawet wolą nie myśleć czy miała coś pod ta bluzka i czy aby w nocy nie wydarzyło się coś, o czym wiedzieli tylko Angela z Billem.
-Hej- rzucił Georg, który usiał na jednym ze stołków w kuchni – A Angela tak szybko uciekała, hę? – brunet uważnie popatrzył na dziwny wyraz twarzy kumpla.
-A nie wiem – skłamał – Chcesz kawy? – zapytał od niechcenia.
-No chcę.


Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th


Black Angel

Twoja opinia: komentarze [30]


18.Czuję, jakbym się z tirem zderzyła...
Data: niedziela, 4 lutego 2007
Czas: 18:05:38
Komentarze: 31
Treść: Dzięki za 26 komentarzy, chodź bywało lepiej. ;P Pewnie już słyszeliście (bądź nie), moją nową muzykę na bloga „Hilf mir fliegen” Tokio Hotel, mi się bardzo podoba wiec na razie nie zamierzam jej zmieniać, chętnie dowiem się, co Wy o niej sądzicie.
A słyszeliście fragmenty piosenek z albumu „Zimmer 4 8 3”? Ja tak i szczerze piosenki ze „Schrei” był lepsze. Urozmaicone gatunkowo, a ten jakoś tak mi się zlewa, no, ale to były tylko 30- sekundówki, więc za wiele powiedzieć się nie da, mam nadzieję, ze się mylę i „Zimmer 4 8 3” będzie tak samo dobry a nawet lepszy niż debiutancki krążek.

Ci, co chcą być powiadamiani o new notkach proszę zostawić swoje gg w komach (to się nie tyczy tych osób, których gg mam)


Gdy Czarnowłosy znikną za drzwiami odprowadzony mordującym go spojrzeniem Toma, Gustav przyglądający się całej sytuacji z boku był naprawdę zdziwiony zachowaniem jednego z bliźniaków.
-Tom! Chodź na chwilę – Blondyn podniósł z się z fotela
-Co jest?! – Dredziarz nawet nie odwrócił wzroku od ekranu.
-Nic, chodź.
Dwóch chłopaków weszło do przestronnej kuchnio-jadalni pokrytej drewnianymi, lakierowanymi deskami, belki trzymające strop dodawały pomieszczeniu specyficznego klimatu. Pod oknem stał duży sześcioosobowy stół, w lewym kącie lodówka i zaraz koło niej kuchenka. Na jednej z szafek, na długim blacie stała mikrofalówka, toster i czajnik elektryczny. Przez duże okno wkradało się chłodne wieczorne powietrze.
-No, co jest? – Dredziarz podciągnął się na rękach i usiadł na jednym z blatów
-O to, to ja się ciebie chciałem zapytać. Co ty w ogóle wprawiasz?
-No, co niby?– chłopak przyglądał się przyjacielowi z pode łba.
-Chodź by to, z jaką nienawiścią patrzyłeś na Billa, jak się do niego odnosisz. Stary przecież wy zawsze bierzecie swoją stronę. Nawet się nie kłócicie często, co moim i Georga zdaniem jest nienormalne w rodzeństwie – chłopak na te słowa się lekko rozchmurzył, bo Gustav zrobił taką śmieszną minę – A ty teraz – spoważniał – patrzyłeś na niego tak...tak jakbyś chciała go zabić...
-Może tak jest! – odburkną i zsuną się z blatu – A tak w ogóle to co ci do tego?!
-Przecież to wiadome, że to całe twoje chodzenie z Angelą to zwykła farsa na pokaz! I ty wiesz to tak samo jak ja! Nie wiem, po co to zrobiłeś, ale ona kocha Billa! Nie ciebie! Nie żadnego innego! Rozumiesz?! – dźgnął chłopaka palcem wskazującym w sam środek klatki piersiowej.
-Co on ma rozumieć? I dlaczego się tak wydzieracie? – zapytała wchodzący do kuchni Georg.
Chłopaki popatrzyli po sobie.
-Nic – wymamrotali obaj.
-Dobra i tak wszystko słyszałem – mruknął Brązowłosy wychodząc z pomieszczenia.
-Oj Georg! Nie strzelaj focha! Nie mamy żadnych tajemnic przed tobą!
-Nie, no jasne! Tylko specjalnie musieliście wychodzić z pokoju.
-Dobra, dobra. Już spokój Nie ma, co się obrażać! – Gustav próbował załagodzić sytuację - Tylko lepiej pomyślmy jak pomóc naszej parce. PRAWDA Tom? – zaakcentował przed ostatnie słowo.
-Mhm – mruknął.
Wszyscy trzej w ciszy usiedli na kanapie.
-O! Wyglądacie jakbyście myśleli – do pokoju wszedł Zaki serdecznie się śmiejąc z min ¾ zespołu.
-Ha ha! Bardzo zabawne! – zironizował Tom.
-No właśnie! Lepiej byś pomógł coś wymyślić. – Georgowi, widocznie, nieznacznie poprawił się humor.
-A niby, co? – mężczyzna usiadł w jednym z foteli, z uwagą wpatrując się w chłopaków.
-No my właśnie tego nie wiemy! – odparł Tom.
-Coś takiego żeby Bill i Angela byli wreszcie razem. No proszę nie mów, że nie widziałeś jak oboje się miotają i jak między nimi iskrzy?
-No widziałem, ale my za nich niczego nie zrobimy – rozłożył ręce.
-No, ale możemy im pomóc, nie?
-No, możemy – przytakną.
-Jest! Mam pomysł! – wykrzykną Dredziarz.
Plan, na który wpadł Tom był całkiem niezły. Opowiedział go reszcie, która przyznała mu rację.
-Dobra Georg, idź po nasze gołąbeczki – Tom zatarł ręce. Dobrze wiedział, że Ona nie będzie z nim, więc niech, chociaż będzie z Billem. Brata jeszcze zdoła „przeżyć”, ale jakiegoś obcego chłopaka nie.
-Ok. – Brązowłosy poderwał się z kanapy i wyszedł wołając ową dwójkę
-Bill!!! Angela!!!
***
-No dobra chłopaki i ty Zaki - tu zwróciła się do mężczyzny siedzącego na fotelu uśmiechając się przy tym. – Późno już jest, więc musimy ustalić, kto gdzie śpi. Są cztery pojedyncze łóżka, jedno 2 osobowe i jedna ta mała kanapa, która nie nadaję się do spania – pokazała ręka na mebel, na którym siedzieli bliźniacy.
-To ja zaklepuje to duże! – krzykną Bill podrywając się z miejsca.
-Ja jedno pojedyncze! – Zaki dyskretnie mrugnął do Gustava.
-Ja też! – wtrącił się Tom.
-My też bierzemy po pojedynczym.
-Chwila, chwila! A co ze mną?! Na podłodze mam spać?!
-No coś ty! To by nawet nie wypadało – Bill patrzył dziwnie roziskrzonym wzrokiem.
Czyżby się czegoś spodziewał?
-No to, kto będzie spał na tej podłodze?
-Nikt! – Tom wzruszył ramionami. Dziewczyna patrzyła na resztę z nie dowierzaniem.
„-O co im do cholery chodzi?” – przemknęło jej przez myśl.
-To gdzie ja mam do jasnej chole... ciasnej?! – krzyknęła już lekko poirytowana poprawiając się przy tym.
-No jak to? Z Billem! – opowiedziała jej Gustav potrząsając przy tym ramionami, jak by to była najoczywistsza rzecz na świecie. Angela dziwnie popatrzyła na chłopaka, a następnie na Billa.
-No właśnie – przytaknął Czarnowłosy.
-Nie, nie, nie! To ja już wolę na podłodze!
-Ej no! Nie żartuj, przecież cię nie zgwałcę – wszyscy oprócz dziewczyny wybuchli śmiechem.
-Ha ha ha! – zironizowała – z tobą to nigdy NIC nie wiadomo, czasami jesteś gorszy niż Tom
-Ej! Ja tu siedzę! – Tom jak obrażony chłopiec naburmuszył się i założył ręce na brzuchu.
-I dobrze –wytknęła mu język.
-No dobra chłopaki, to, który będzie tak miły i wniesie mi bagaże na górę – uśmiechnęła się przymile. – Dobra żartowałam! Połamalibyście się. – zaśmiała się - Zaki? Pomożesz?
-Jasna – mężczyzna poderwał się z fotela.
-Tam, w rogu stoją – wskazała ręka róg pokoju, w których stały wszystkie walizki, nie tylko jej, ale także chłopaków.
***
-Dzięki Zaki- dziewczyna wysłała mu promienny uśmiech, gdy ten postawił walizki przed samymi drzwiami sypialni.
-Nie ma sprawy – mężczyzna odwzajemnił uśmiech, wyminą Billa i zszedł na dół.
Angela otworzyła drzwi, zapaliła światło i wniosła swoje walizki w głąb pokoju. Tuż za nią wszedł Czarnowłosy. Oboje postawili swoje walizki koło dużej dębowej szafy. Pokój był przestronny i duży. Ściany pomalowane na brzoskwiniowo, śliczne widoczki górskie na ścianach, mocno ścięty strop i śnieżno białe firanki dodawały pokojowi magicznego klimatu. Wszędzie unosił się zapach lakierowanego drewna i lekki zaduch. Blisko wyjścia na balkon znajdowało się duże łóżko, a zaraz obok wejście do łazienki, naprzeciwko którego stał stolik i dwa eleganckie, skórzane fotele. Dziewczyna podeszła do szklanych drzwi, odsłoniła firankę i otworzyła je na oścież pozwalając wpaść orzeźwiającemu nocnemu powietrzu do pomieszczenia.
-Wierz to chyba ja będę spała na tych fotelach. Bo to jakoś nie wypada żebyśmy, no wiesz spali w jednym łóżku – niepewnie popatrzyła na chłopaka.
-Nie mam mowy, nie pozwolę żebyś męczyła się na tych fotelach.
-Ale tobie będzie strasznie niewygodnie.
-Trudno. - wzruszył ramionami – Tobie też by było. A po za tym nie pozwolę żebyś musiała się na tych fotelach męczyć. Ja już jestem przyzwyczajony do „ekstremalnych” warunków spania – zaśmiał się.
-No nie wiem. Myślałam, że jesteś do luksusu przyzwyczajony – zachichotała.
-Do tego też! – uśmiechnął się – No dobra. To, to już postanowione mamy. To, kto pierwszy idzie do łazienki?!
-Ty!!! – krzyknęli prawie równocześnie.
-HA! Ja byłam szybsza! – wystawiła mu język – Ja ty będziesz w łazience, to ja w tym czasie się rozpakuję.
-Ok, jak sobie życzysz księżniczko – wyszczerzył zęby.
-Oj idź już do tej łazienki, czubku! – sięgnęła ręką na łóżko i rzuciła w niego poduszka (rym przypadkowy – dop. aut.:)
-Ok, ok już idę – zaśmiał się sprytnie unikając zetknięcia z lecącą w jego stronę poduszką
***
Chłopak siedział w łazience już ponad godzinę.
-No, Bill!! Żyjesz tam?!
„-Boże, ile facet może siedzieć w łazience!” – podeszła do szafy i otworzyła dolną szafkę, gdzie włożyła swoje puste walizki. Zamknęła drzwiczki i powolnym krokiem skierowała się na jeden z foteli. Podciągnęła kolana pod brodę i zagapiła się na widok za oknem. Z tego transu wyrwał ją trzask przekręcanego zamka. W drzwiach ukazał się uśmiechnięty Bill. W samych bokserkach.
-Już jestem – rozłożył ręce. Dziewczynę lekko zszokowało.
-I... i ty zamierzasz tak paradować po domu? W TYM? – wskazała palcem na jego strój zalewając się rumieńcem. Od razu to spostrzegł i perfidnie się uśmiechną.
-A, co? Wolałabyś bez? – jego uśmiech był wprost bezczelny. – Nie ma sprawy! – jego ręce powędrowały do gumki od bokserek.
-Nie!!! Nie!!! – szybko zamknęła oczy.
-Jesteś pewna?
-Tak!!! – zasłoniła oczy ręką.
-Czyli jednak chcesz?
-Twój tok rozumowania jest porażający, wiesz?!?!?!
-Wiem – zaśmiał się patrząc na dziewczynę siedzącą na fotelu i zakrywającą sobie oczy – Spoko, przecież żartowałem – podszedł do łóżka i usiadł na nim – Możesz odsłonić oczy!
-O nie, nie!!! Nie zamierzam ryzykować tych wątpliwych widoków.
-Wypraszam sobie!!! – udawał obrażonego.
Angela szybko poderwała się z fotela i pobiegła w stronę łazienki z rękami na oczach. No i jak to zazwyczaj bywa (tylko nielicznym się udaje) nie trafiła w drzwi, tylko miała bliskie spotkanie z futryną. Z całej siły w nią wpadła! Straciła równowagę i osunęła się na ziemię. Lekko ją zamroczyło. Czarnowłosy od razu zerwał się z łóżka i podbiegł do leżącej dziewczyny.
-Nic ci nie jest? – pochylił się nad nią
-Nie. Tylko czuję jakbym się z tirem zderzyła. – masował ręką lekko obolałe czoło, które i tak zostało uchronione, przed rozbiciem, dzięki jej dłoń, którą po części trzymała na nim.
–No tak pędziłaś do tej łazienki, że się nie dziwię – uśmiechną się lekko pod nosem, na wspomnienie jej sprintu do łazienki.
W chwile potem do pokoju wpadli Tom, Georg i Gustav.
-Słyszeliśmy krzyki – zaczął Georg.
-Co wy tu wyprawiacie?! – spytał Tom podejrzliwie patrząc na półnagiego brata klęczącego nad dziewczyną – I dlaczego Angie leży na podłodze? A ty jesteś...goły?!
-Po pierwsze. – wstał energicznie – To nie jestem goły, a po drugie to Angela zderzyła się z futryną jak biegła do łazienki.
-A, dlaczego biegła? – Tom nie spuszczał srogiego wzroku z brata.
Powoli trzymając się za czoło i brzuch podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała na chłopaków.
-A wy, co tak na nas patrzycie? – zmrużyła lekko oczy – Ej, wy przypadkiem...myślicie, że my...że ja przed nim...uciekałam? – patrzyła z niedowierzaniem, a za razem wielkim rozbawieniem na przytakujących chłopaków. Oboje z Billem ryknęli niepohamowanym śmiechem.
-No, co się śmiejecie!!! Słyszeliśmy krzyki, ten huk, no i twój widok leżącej na podłodze i pochylającego się nad tobą gołego Billa!!! To, co mieliśmy pomyśleć. – zapytała z pretensją Dredziarz.
-Ha ha ha!!! Ja wcale nie ha ha ha nie jestem ha ha goły!! – zaprotestował tarzający się ze śmiechu po dywanie chłopak.
-Dobra styka tego! Późno już! – krzykną Gustav podchodząc do dziewczyny i pomagając jej wstać.
-Pokaż to czoło – dziewczyna odsunęła grzywkę z czoła.
-Chodź do kuchni, trzeba przyłożyć jakiś lód albo zimną łyżkę to guza będziesz mieć.
-No, chodźmy – nagle zgięła się w pół.
-Coś cię boli?! – Bill do niej pod biegł podtrzymując żeby nie upadła.
-Mhm – kiwnęła głową trzymając się za brzuch.
-To może lekarza wezwiemy, co?
-Nie, nie trzeba już mi przechodzi, to chyba przez ten napad śmiechu – popatrzyła w jego brązowe tęczówki, były przepełnione troską i czym jeszcze, ale nie umiała tego rozszyfrować. Czarnowłosy w jednej chwili wziął ją na ręce.
-Bill, co robisz? – chłopak ruszy w kierunku schodów.
-Nic, złap się za mój kark, bo na schodach trochę mało miejsca i żebyśmy się zmieścili – uśmiechnął się do niej, gdy wykonała prośbę. Poczuł jej liliowe perfumy. Znowu mąciły w jego umyśle. Powoli posadził ją na jednym ze stołków w kuchni. Zaraz za nimi weszła reszta. Gustav zajrzał do zamrażarki
-Niestety lodu nie ma – podszedł zaglądając po kolei do szuflad i gdy wreszcie znalazł odpowiednią wyją z niej wielką metalową łyżkę, następnie wsadził ją pod zimną wodę i podał dziewczynie.
-Ał, jakie to zimne – oderwała łyżkę od obolałego miejsca.
-Trzymaj, bo będziesz mieć śliwę, że hej! – zaśmiał się Georg.
- Zobaczysz zemszczę się jak dojdę do siebie – naburmuszyła się i pogroziła mu palcem.
-Dobra, dobra – wystawił jej język.
-No tak zobaczysz!
-Georg! Angela! Spokój!
-Ok. – mruknęli oboje.
-No ja dzieci – westchną Blondyn.


Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th


Black Angel

Twoja opinia: komentarze [31]


17. One, two, three, four! Five day!
Data: piątek, 26 stycznia 2007
Czas: 19:51:34
Komentarze: 27
Treść: Hej wielkie dzięki za komy!!! :* Buźki dla Loli, z którą fajnie się jest po wyzywać na gg ;) :* To chyba tyle i tak nikt tego nie czyta ;P
Zapraszam do czytania i komentowania :)

A i Ci, co chcą być powiadamiani o new notkach proszę zostawić swoje gg w komach (to się nie tyczy tych osób, których gg mam)

Godzina 2.50, a w pewnym domu, na przedmieściach Magdeburga panuje istny chaos. Młoda dziewczyna biega po domu i w pośpiechu sprawdza czy wszystko zabrała.
-No i jak kochanie wszystko masz? – pytała zatroskana matka.
-Tak chyba tak. Ale wydaje mi się, że czegoś zapomniałam. – dziewczyna lekko się skrzywiła –Zaraz powinien przyjechać Zaki – w tym momencie usłyszała trąbienie - O już jest!
-Dobra to ja po niego pójdę, żeby wziął walizki. Kurcze chłopaki już powinni być – mruczała pod nosem schodząc po schodach.
-O! Zaki!? Możesz wziąć moje walizki?
-Tak jasne – odpowiedział dobrze zbudowany wysoki mężczyzna w okularach na nosie. Nie przypominał raczej typowego ochroniarz, napakowanego sterydami i wygolonego na łyso.
-A ja po chłopaków skoczę, bo coś się spóźniają.
-Ok.
Dziewczyna, żeby było szybciej przeskoczyła przez niski płot swojej posiadłości i szybko pobiegła chodnikiem pod dom bliźniaków, w którym było ciemno. Zaniepokoił ją ten widok. Szybko podbiegła pod drzwi i zapukała dwa razy. Czekała chwile, ale nikt jej nie otwierał. Zakukała jeszcze raz i jeszcze raz.
-Nie no, mam nadzieję, że nic złego się nie stało. - Sięgnęła do kieszeni swoich poszarpanych dżinsów po komórkę i już miała dzwonić do któregoś z chłopaków, ale w tym samym czasie w drzwiach ukazał się Tom, w samych bokserkach.
-A, dlaczego ty jeszcze pół nagi chodzisz jak my już powinniśmy być w drodze do Zakopanego! – jej zdziwienie mieszało się z zażenowaniem i złością.
-O cholera! Budzik zdechł! - mruknął wpółsennym głosem.
-Że, co?- popatrzyła na niego dziwnie.
-No nie zadzwonił! Zaspaliśmy!
-No nie no! I wy jeszcze nie gotowi?!
-No jak widać. - odparł dość spokojnie.
-No to idź budź te łamagi i migiem chce was widzieć pod moim domem, bo nas czeka dobrych kilkanaście godzin w samochodzie w największe upały!
-Dobra wytrzyma się, nie?- mrugnął do niej oczkiem.
-Ty mi tu nie mrugaj i nie doprowadzaj mnie do ostateczności – puknęła go w czoło.
-Dobra dobra, bo mnie zaraz pobijesz! Znikam! – no i zniknął, za drzwiami.
***
Podróż trwała już kilka dobrych godzin. Dochodził 7 rano. Na końcu po obu stronach busa, przy oknach siedzieli bliźniacy, a pomiędzy nimi pół przytomna Angela, która musiała wstać jakieś 2 przed chłopakami. Jej głowa powoli opadła na ramię Czarnowłosego. Bill uśmiechnął się pod nosem i zapatrzył gdzieś w dal za oknem. Gustav i Georg siedzący naprzeciwko całej trójki, pozornie zajęci buszowaniem po necie trącali się łokciami spoglądając na lekki uśmiech Billa i na śpiącą Angelę.
-Ale oni ładnie ze sobą wyglądają, nie? – szepnął Gustav do siedzącego obok kumpla.
-No.
-O czym tak szepczecie? – starszy, Kaulitz zdjął MP3 z uszu z zaciekawieniem i lekkim uśmieszkiem wpatrując się w kolegów.
-Nie, o niczym – Gustav lekko skinął głową w kierunku pary siedzącej obok Dredziarza. Chłopak natychmiast odwrócił głowę we wskazanym mu kierunku. Poczuł ukłucie w okolicach żołądka. Szybko odwrócił wzrok w kierunku szyby.
***
Słońce zaglądające przez szyby vanu świeciło wprost na jej twarz. Powoli budziła się, nie chciał jej się otwierać oczu, było tak dobrze. Poczuła, że jej głowa spoczywa na czyichś kolanach. Ktoś głaskał ją po włosach. Czuła zapach Jego perfum. Przez krótka chwilę wydawało jej się, że tkwi w samym środku błogości.
„-Ale chwila, co ja tu robię?” – przeszło jej przez głowę. Nagle zerwał się do pozycji pionowej. Błoga nieświadomość odeszła razem ze spokojnym snem, światem iluzji. Jego bluza, którą ją przykrył zsunęła się z niej. Zdziwiona popatrzyła na Billa przecierając oczy.
-Dlaczego...Dlaczego stoimy?
-Jesteśmy na granicy. Chłopaki poszli kupić coś do żarcia. A ja nie chciałem cię budzić.
-Aha ok. – mruknęła jeszcze lekko nie przytomna. – To ja też coś pójdę kupić – chwiejnym krokiem podniosła się z siedzenia oddając bluzę Czarnowłosemu.
-Dzięki- szepnęła wychodząc z samochodu.
***
-Chłooopaki!? Co wy tak milczycie całą drogę? Nudno jakoś się zrobiło i tak grobowo! – marudziła.
-No rzeczywiście! Przecież na wakacje jedziemy – Bill poparł dziewczynę.
-No to może w coś zagramy?
-Nieee! – opowiedziała chórem reszta.
-Oj Angela daj spokój – marudził Georg.
-Oj cicho staruchu – dziewczyna wystawiła mu język - Na wakacje jedziemy fajnie będzie! -O! Zaki podgłoś! Lubię to piosenkę. – krzyknęła entuzjastycznie Angela.
Z głośników posączyły się pierwsze takty piosenki Patrica Nuo.

It was love at first sight
On the second of july
Met her on the third floor
Four times in one night
It was a little bit of magic
And the time stood still
She took me to another side
She got the key to my will

Tell me how could such a good thing only last...


-On, two, three, four! Five day! – śpiewała wymachując rękami.

Once in a lifetime
Five nights
Too good to be true
The universe is passin' by
But i can`t forget our

-On, two, three, four!

Five days-sunshine-one-way-trip
Where she touched my soul
When i touched her lips
She said: "boy take me to wherever you go
Destination anywhere"
But destiny said no

Tell me how could such a good thing only last...


-5 Days - Can't you hear me?
5 Nights - From where you are 5 Days - Can't you feel me? 5 Days - Your still my love* – chłopaki dziwnie na nią patrzyli. Zachowywała się jak nie ona.
-Dobra dalej tekstu nie pamiętam – wyszczerzył do nich zęby. Wszyscy czterej jak na komodę zagwizdali.
-Łał, ale ty masz głos! I śpiewasz lepiej od Billa! – Tom aż podskakiwał na swoim siedzeniu.
-No ma się ten talent! – obdarzyła Dredziarza uśmiechem śmiejąc sie przy tym głośno.
-Gdzieś ty się dziewczyno uchowała z takim głosem?- zapytał Georg
-No – Bill parzył na dziewczynę z ogromnym podziwem. Znał ją tyle lat a nie wiedział o niej jeszcze tylu rzeczy, chodź by tego, że tak ślicznie śpiewa.
***
Brązowłosa wpatrywał się w migające wprost przed jej oczami obrazy. Domy, drzewa, pola, łąki. Tak dawno nie była w swoim ojczystym kraju. Przez ostatni rok nic praktycznie się nie zmieniło. Droga, którą przemierzała i wszystko, co było wokół niej, co roku wyglądała tak samo. Tak jakby czas się tu zatrzymał w chwili, w której ona opuszczała to miejsce.
Góry to miejsce, w którym czuła się wolna, to jedyne miejsce, w którym była wolna. Wolna od toksycznego otoczenia, stojąc tam gdzieś wysoko widzi się o wiele więcej, widzi się coś, czego nie można dostrzec stojąc na płaskim gruncie. Tam gdzieś wysoko wszystko jest inne, tam można odnaleźć samego siebie, zagłębiając się w głąb swojej duszy i myśli. Odnaleźć spokój, którego nigdzie indziej się nie odnajdzie. Pogrążona w swoich myślach nie zorientowała się, kiedy dojechali na miejsce.
-Nie wysiadasz? To chyba tu - Dredowłosy położył dłoń na jej ramieniu – Zaki jest przekonany, że to tu! – uśmiechnął się do brązowłosej dziewczyny.
-A rzeczywiście – mruknęła jeszcze zamyślona. Powoli wysiadała z busu. Chłopacy stali i wpatrywali się na nie za duży, jak na nich pięcioro, a w sumie sześcioro domek, zbudowany z drewna, otoczony zielenią. Strome schody prowadzące na niewielki taras przed domem wydawały się na trochę przestarzałe, ale ogólnie domek robił pozytywne wrażenie. Był oddalony od innych.
-A nie za mały ten domek? – Gustav popatrzył z lekkim przerażeniem na Angelę.
-No wiecie w Internecie wyglądał na większy – uśmiechnęła się niewinnie.
-To ty wcześniej nie widziałaś tego domku?
-A niby jak? Pierwszy raz wynajmowałam domek, zawsze mieszkałam w hotelu albo jakimś pensjonacie – wzruszyła ramionami. Wzięła swoją walizkę, którą postawił koło niej Zaki i powoli weszła po schodkach. Zapukała do drzwi, otworzyła jej jakaś starsza góralka w ślicznie zdobionej kamizelce. Właścicielka domu. Po krótkiej wymianie zdań Brązowłosa odebrała klucze od staruszki i zawołała chłopaków do środka by mogli się rozejrzeć.
-Łał, ładnie tu! – Bill rozglądał się po zrobionym z drewna przedpokoju, z którego widać było, w drugim pomieszczeniu „skręcone”, drewniane schody, które jak się okazało znajdowały się w dość dużym przestronnym salonie. Dwie jasno zielone kanapy i dwa fotele do kompletu idealnie komponował się z drewnianymi ścianami. Duży telewizor, nie wielki stolik i obrazy z widoczkami górskimi dodawały wnętrzu domowego nastroju.
-A nie zapowiadało się, że to tak wszystko będzie dobrze wyglądało w środku – uśmiechną się Gustav.
-No i widzisz! A wy na mnie, że co ja wynajęłam! A tu o proszę zamurowało ruskie kakao – wystawiła język do jeszcze lekko zszokowanych chłopaków.
-Noo!
***
Czarnowłosy chłopak schodząc z kręconych schodów o mało, co nie zleciała z nich dławiąc się ze śmiechu. Faktycznie. Widok, który zobaczył była bardzo zabawny. Na kanapie i dwóch fotelach rozłożeni byli Tom, Gustav i Georg za skupieniem i zasłuchaniem wpatrzeni w telewizor, na której leciała jedna z polskich stacji telewizyjnych.
-Ha ha ha! Przez was to się o mało, co nie przekręciłem! – śmiała się chłopak – A co wy tak właściwie robicie? – głupawka powoli przechodził mu.
-Oślepłeś, oglądamy TV- mruknął Tom. Bill podszedł i przysiadł na brzegu kanapy, na którym Dredziarz opierał głowę.
-Gdzie z tą kościstą dupą?! – warknął.
-Tak samo kościstą jak twoja! – odgryzł się.
-A tak w ogóle to, po co oglądacie skoro nic nie obczajacie?
-Uczymy się w ten sposób języka. To ty nie wiesz, że telewizja uczy? – zaśmiał się Geo.
-Dobra, dobra powiedziałbyś, że podoba ci się ta aktora to bym zrozumiała, ale wy i nauka polskiego? W to, to nie uwierzę – zaśmiał się wstając - A gdzie Angela?
-Chyba przed domem siedzi.- Gustav leniwie odwrócił głowę, patrząc na Billa.
-A to pójdę do niej – uśmiechnął się pod nosem.
-Prosiła żeby jej nikt nie przeszkadzał – Tom popatrzył na brata zabójczym wzrokiem
„- A już w szczególności ty!” – pomyślał.
-Ale i tak muszę z nią pogadać – Czarnowłosy szybkim krokiem podszedł do drzwi i już po chwili był na chłodnym, orzeźwiającym powietrzu. Miał jeszcze lekko przytkane uszy, co spowodowane było wysokością, na której położone było miasteczko. Nie spodziewał się takiego specyficznego, a wręcz magicznego widoku pięknych gór, na które z miejsca, w którym ma spędzić najbliższe dwa tygodnie, był doskonały widok.
***
Siedziała na drewnianej, ślicznie rzeźbionej ławce. Wpatrzona w księżyc i w panoramę polskich Tatr, które kochała, tak jak z resztą, osobę, która usiadła koło niej. Ale czy miłość do rzeczy można porównać do miłości, którą darzy się drugiego człowieka? Nie, są zupełnie inne. Miłość to tak niezwykłe uczucie. Ma tak dużo oblicz.
Chłopaka wpatrywał się w jej profil.
-Co tak patrzysz? – wyrwała go z transu, spoglądając w jego czekoladowe tęczówki, w których za każdym razem tonęła.
-Nie, nic. Zastanawiam się, dlaczego jesteś jakaś... nie w sosie – promiennie uśmiechnął się do niej – W końcu wiem, że jesteś w miejscu, które kochasz najbardziej na świecie.
Nie odwzajemniła uśmiechu, odwróciła głowę w stronę pięknej, ledwo widocznej w ciemnościach nocy, panoramy. Co miała mu powiedzieć? Że nie spała wtedy w nocy, że czuła jego rozpalone, czułe wargi, których od tak dawna pragnęła? Że jest zła za to, że on całował się z Niną zaraz na drugi dzień? I wreszcie, że go kocha, bardzo kocha, a on jest ślepy i tego nie dostrzega? Przecież to nie ma najmniejszego sensu.
-Czy nieodwzajemniona miłość jest prawdziwa i ma jakikolwiek sens? – zapatrzył się gdzieś przed siebie.
-Nad, czym się tak głęboko zastanawiasz? – znów wysłał do niej jeden ze swoich słynnych uśmiechów. Milczała.
-No? – ponaglił ją.
Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć, więc powiedziała, co pierwsze przyszło jej na myśl.
-O sensie istnienia na tym parszywym świecie – szepnęła.
-Dlaczego szepczesz? – przyglądał się uważnie jej smutnej twarzy.
-Bo nie chcę zmącić tej ciszy, która za razem tak dzwoni w uszach – kiwną głową.
Ale jak to Bill, największa gaduła w zespole w ciszy długo nie wytrzymał.
-A, do jakich wniosków doszłaś? – popatrzył na nią pytająco – Chodzi mi o ten sens – zawstydził się. Sama nie wiedziała, co odpowiedzieć.
-No...że życie bez miłości nie ma sensu. Jeśli ma się kochającą osobę to żyje się dla niej, a nie wegetuje dla samego siebie. Bez miłości nie ma normalnego życia. Wiesz zauważyłam, że żeby przeżyć chodź jeden dzień to trzeba wyznaczać sobie jakiś cel, chociażby najdrobniejszy. To pomaga doczekać każdego następnego dnia.
Ona nie tylko go kochała, ale uwielbiała z nim rozmawiać. On umiała słuchać, był bardzo dojrzał jak na swój wiek, ale cóż, tego wymaga show biznes, który jest bezlitosny w stosunku do człowieka, w szczególności młodego.
-Zgadzam się z tobą w zupełności. Miłość jest uskrzydlająca i daje szczęście, ale potrafi też ranić i to czasami śmiertelnie – dziewczyna popatrzyła na niego z pewnym wyrzutem.
„-A, co ty możesz wiedzieć o nieszczęśliwej miłości?!” – prychnęła w myślach
-Ty chyba nie masz tego problemu. – bardziej stwierdziła niż zapytała. Chłopak opuścił głowę lekko uśmiechając się pod nosem.
-Powiedzmy, że nie – mruknął.
-Powiedzmy, że nie? – powtórzyła – A co z Niną? Jeszcze przed wyjazdem całowaliście się i to dość gorąco! – powiedziała z lekkim wyrzutem i ironią, które tak bardzo chciała zatuszować.
-To ona się na mnie rzuciła – zaśmiał się lekko – Ale ja czuje, że to nie to. – powiedział TO, sam nie mógł się sobie nadziwić powiedział to i to w dodatku przed Nią!
-Jak to nie to? – powtórzyła bezmyślnie wpatrując się w niego.
-No po prostu wydaje mi się, że jej nie kocham - na twarzy dziewczyny wypłyną piękny szeroki uśmiech, nie mogła się powstrzymać, żeby się nie uśmiechnąć na te słowa. Widział w nich szansę dla siebie.
„-Nie ciesz się głupia! To, że Nina go już nie interesuje nie znaczy, że od razu poleci do ciebie! „– szepną jakiś głosik w jej głowie. Uśmiech zszedł z jej twarzy.
„-Może to i racja” – przeszło jej przez głowę.
-O no to szkoda byliście całkiem fajną parą – „Boże, co ja za głupoty wygaduje!!”
Nie wiedział, co ma jej odpowiedzieć, więc tylko kiwną głową – A tak w ogóle to, dlaczego mi to mówisz?
-No w końcu przyjaciółmi jesteśmy, nie?
-Taaa przyjaciółmi – mruknęła „-Wolałabym żebyś kilka kwestii zachował dla siebie.
-Bill!!! Angela!!! – usłyszeli nawoływania Georga.


*Patrick Nuo „5 day”

Serdecznie zapraszam na mój drugi blog flaming-angel-th



Black Angel

Twoja opinia: komentarze [27]








| Szablon tylko i wyłącznie dla black-angel-bill-th od barwy-nocy za piękne i cudne opowiadanie :*|
Było tu


Avek

Ukochaj

O mnie
O mnie
Księga gości
Wpisz
Zobacz

To co było i minęło...
2006
październik (7)
listopad (5)
grudzień (4)

2007
styczeń (3)
luty (3)
marzec (2)
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (2)
sierpien (1)
październik (1)
listopad (1)

2008
luty (1)



Ukochani
hamletka-therotic-th-storykolorowy-wiatrmala-diablicaein-part-twins

Linki
Znakomite blogi z opowiadaniami o TH
One Night Story
TH Story Bill

Moje blogi
Flaming Angel TH
Ein Part Twins



Kluby




| Szablon tylko i wyłącznie dla black-angel-bill-th od barwy-nocy za piękne i cudne opowiadanie :*|